RCB uśpiło czujność Polaków

magnapolonia.org 2 hours ago

Kiedy alarm przeciwlotniczy trafia do niewłaściwego województwa, można oczywiście uznać to za zwykłą pomyłkę urzędniczą, jeden z tych absurdów, które zdarzają się w każdej dużej instytucji, jednak w przypadku systemu odpowiedzialnego za ostrzeganie obywateli przed zagrożeniami nie jest to sprawa, którą można zbyć wzruszeniem ramion. Tym bardziej iż pomyłka, w wyniku której mieszkańcy województwa lubuskiego otrzymali alert dotyczący rosyjskiej operacji powietrznej nad Ukrainą, pokazuje znacznie szerszy problem polskiego systemu ostrzegania.

RCB uśpiło czujność Polaków. Mieszkańcy wschodnich województw Polski, przede wszystkim Podkarpacia i Lubelszczyzny, są od dłuższego czasu bombardowani komunikatami Rządowego Centrum Bezpieczeństwa tak często, iż zamiast zwiększać ich czujność, system zaczyna przynosić dokładnie odwrotny skutek.

Polacy doskonale wiedzą, iż za granicą trwa wojna i iż rosyjskie ataki powietrzne na Ukrainę mogą mieć bezpośrednie znaczenie dla bezpieczeństwa Polski. Nad wschodnimi województwami wielokrotnie zwiększano aktywność polskiego lotnictwa wojskowego, a mieszkańcy przygranicznych miejscowości wielokrotnie byli informowani o zagrożeniu z powietrza. Problem zaczyna się jednak wtedy, kiedy komunikat alarmowy staje się elementem codzienności.

Telefon budzi człowieka w środku nocy, pojawia się informacja o rosyjskim ataku lub zagrożeniu z powietrza, człowiek sprawdza sytuację, a po pewnym czasie otrzymuje kolejną wiadomość informującą o zakończeniu zagrożenia. Następnym razem reakcja jest już słabsza, a po kolejnych alarmach może pojawić się zwykła obojętność: „znowu alert RCB”.

To nie jest przejaw lekkomyślności mieszkańców, ale naturalny efekt przyzwyczajenia do powtarzającego się bodźca, który bardzo często nie prowadzi do żadnego bezpośredniego zagrożenia. o ile jednego dnia człowiek otrzyma trzy alarmy, a następnie trzy kolejne komunikaty o ich odwołaniu, trudno oczekiwać, iż za każdym razem będzie reagował z takim samym poziomem czujności. System ostrzegania działa przecież tylko wtedy, kiedy obywatel wierzy, iż pojawienie się komunikatu rzeczywiście wymaga jego reakcji.

Jeżeli wielokrotnie okazuje się, iż alarm nie oznacza bezpośredniego zagrożenia dla jego życia, zaczyna być traktowany jak kolejna wiadomość, którą można przeczytać później albo całkowicie zignorować. Ponadto u wielu rośnie frustracja w związku z tym, iż nie można tych alertów wyłączyć.

Z punktu widzenia wojska można oczywiście argumentować, iż lepiej ostrzec społeczeństwo zbyt wcześnie niż zbyt późno i iż należy reagować na potencjalne zagrożenia, choćby o ile ostatecznie okazują się one niegroźne. Jest to argument racjonalny, ale nie rozwiązuje problemu komunikacji z ludnością cywilną. o ile telefon regularnie budzi człowieka w środku nocy, a potem okazuje się, iż nic się nie wydarzyło, państwo musi liczyć się z tym, iż przy kolejnym alarmie część ludzi po prostu odwróci się na drugi bok.

Tym bardziej iż mieszkańcy Podkarpacia i Lubelszczyzny zaczynają postrzegać część alertów jako irytujący element codzienności, a nie jako komunikat wymagający natychmiastowego działania.

Na tym tle szczególnie kompromitująca jest ostatnia pomyłka, w wyniku której alert dotyczący rosyjskiej operacji powietrznej został wysłany mieszkańcom województwa lubuskiego, choć był przeznaczony dla województwa lubelskiego. Można powiedzieć, iż ktoś pomylił Lubuskie z Lubelskim, iż był to zwykły błąd człowieka i iż komunikat został później odwołany. Tylko iż w systemie odpowiedzialnym za bezpieczeństwo państwa nie powinno kończyć się na stwierdzeniu, iż „ktoś się pomylił”.

Należy zapytać, jak wygląda procedura przygotowywania takich komunikatów, kto zatwierdza ich zasięg terytorialny, czy przed wysłaniem istnieje mechanizm dodatkowej weryfikacji oraz co zostanie zrobione, aby podobna sytuacja się nie powtórzyła.

Największym problemem nie jest jednak choćby to, iż jeden alert trafił do niewłaściwego województwa. Znacznie poważniejsze jest to, iż mieszkańcy terenów najbardziej narażonych na skutki wojny za wschodnią granicą mogą stopniowo przestawać reagować na kolejne ostrzeżenia. Państwo nie może bowiem wychowywać obywateli do ignorowania alarmów, a właśnie taki efekt przyniosła nadmierna częstotliwość komunikatów, szczególnie gdy są one wysyłane w nocy i wielokrotnie kończą się odwołaniem zagrożenia.

Najgorszy scenariusz nastąpi wtedy, kiedy któregoś dnia pojawi się rzeczywiste i bezpośrednie zagrożenie, telefon mieszkańca Podkarpacia albo Lubelszczyzny ponownie zacznie wyć w środku nocy, na ekranie pojawi się kolejne „UWAGA”, a człowiek zamiast sprawdzić komunikat i zastosować się do zaleceń, pomyśli tylko: „znowu alert RCB, nic się nie dzieje”. Będzie to oznaczało, iż system ostrzegania poniósł swoją największą możliwą porażkę – nie dlatego, iż nie potrafił wysłać alarmu, ale dlatego, iż wcześniej sam nauczył ludzi, aby przestali na niego reagować.

NASZ KOMENTARZ: Z alertami RCB jest jak z zabawą w kotka i myszkę. Państwo udaje, iż dba o bezpieczeństwo obywateli, a obywatele udają, iż są czujni i wierzą w komunikaty.

Polecamy również: 101-letni Polak walczy z Niemcami. przez cały czas nie odpuszcza!

Read Entire Article