„Mamy do czynienia z krajem, w którym klasa polityczna nie wypełnia swoich podstawowych funkcji jako rząd, czyli troski o swoich obywateli, ochrony granic i zapewnienia bezpieczeństwa obywateli. Wszystkie te zjawiska są symptomami długotrwałego upadku moralnego klasy politycznej” – chociaż ta diagnoza pasowałaby do opisu wielu państw świata, niekoniecznie dla nas egzotycznych, to jednak wypowiedziana została w kontekście targanej ciągłymi wewnętrznymi konfliktami Nigerii. Autorem przytoczonych tu słów jest tamtejszy biskup Stephen Dami Mamza.
Hierarcha rozmawiał z dziennikarką portalu National Catholic Register, Zeldą Caldwell. Duchowny to jedna z osób wyrażających niepokój o przyszłość swego kraju, w którym w Boże Narodzenie doszło do zbrojnych ataków wojsk amerykańskich na obozy muzułmańskich terrorystów niszczących Nigerię.
Parę dni potem islamiści zabili blisko 50 osób w sąsiednich stanach Niger i Kebbi, porwali przy tym kobiety i dzieci.
„Szybko zgasły wszelkie nadzieje, iż interwencja USA będzie działać odstraszająco na nękających kraj sprawców przemocy. Nigeryjscy katolicy, choć pokrzepieni faktem, iż świat w końcu zwrócił uwagę na kryzys w ich kraju, powiedzieli w wywiadzie dla The Register, iż mają poważne wątpliwości, czy przemoc wobec chrześcijan ustanie bez konsekwentnego planu i zaangażowania rządu w jej powstrzymanie” – skomentował NCR.
Biskup Stephen Dami Mamza z diecezji Yola w północno-wschodniej części kraju styka się z zagrożeniem ze strony Boko Haram na co dzień.
– Panuje ostrożny optymizm, iż w końcu dzieje się coś pozytywnego, ale są też obawy o to, jak poważne będą dalsze działania i jakie mogą być konsekwencje na miejscu. Tutejsi chrześcijanie widzieli, co wydarzyło się w Iraku i innych miejscach, i wiemy, iż te ekstremistyczne grupy przez cały czas istnieją – stwierdził duchowny.
Nalotów na obozy terrorystów Amerykanie dokonali w porozumieniu z władzami krajowymi. Wcześniej prezydent Donald Trump uprzedzał o swej gotowości do „całkowitego unicestwienia” morderców chrześcijan.
Środowiska starające się pomóc atakowanym wyznawcom Chrystusa próbowały wcześniej zwrócić uwagę polityków i mediów na problem.
– Ten atak USA w północnej części Sokoto, na północnym zachodzie, cieszy się poparciem większości nigeryjskich chrześcijan w tym sensie, iż wymierzony został przeciwko wkraczaniu brutalnych sił ekstremistycznych, takich jak ISIS i inne podobne grupy, nadciągające z Sahelu. Jednak ta niedawna akcja sama w sobie nie rozwiązuje problemu przemocy, w tym przemocy wobec chrześcijan, w innych częściach kraju – dodał biskup.
Jak wskazał, wierzący w Nigerii cierpią z powodu „ciągłej dysfunkcji i nieudolności klasy politycznej”.
– W istocie mamy do czynienia z krajem, w którym klasa polityczna nie wypełnia swoich podstawowych funkcji rządu, czyli troski o swoich obywateli, ochrony granic i zapewnienia bezpieczeństwa obywateli. Wszystkie te zjawiska są symptomami długotrwałego upadku moralnego klasy politycznej – powiedział.
Międzynarodowe Towarzystwo Swobód Obywatelskich i Praworządności szacuje, iż od 2009 roku w tym kraju zamordowano ponad 52 000 chrześcijan. Sprawcami są islamscy terroryści. W ciągu ostatniej dekady porwano w Nigerii 212 księży, spośród których 12 zginęło bezpośrednio z rąk islamistów, zaś trzech zmarło później na skutek odniesionych w niewoli obrażeń.
Źródło: ncrregister.com
RoM

















