Były szef niemieckiego wywiadu za kratami. A Polska?

magnapolonia.org 7 hours ago

Dziś rano zatrzymany został August Hanning, były szef niemieckiej Federalnej Służby Wywiadowczej BND, którą kierował w latach 1998–2005. Według prokuratury federalnej jest on podejrzewany m.in. o pozyskiwanie tajemnic państwowych, usiłowanie zdrady stanu oraz działalność na rzecz obcego wywiadu. Wraz z nim zatrzymano jego byłego współpracownika Manfreda D. Sprawa wywołała szok u naszego zachodniego sąsiada.

Były szef niemieckiego wywiadu został zatrzymany krata Jest to wydarzenie, które powinno szczególnie zainteresować nie tylko Niemców, ale również Polaków. Hanning, który kierował niemieckim wywiadem w latach 1998–2005, został zatrzymany wraz z byłym współpracownikiem. Niemiecka prokuratura podejrzewa ich m.in. o pozyskiwanie tajemnic państwowych, usiłowanie zdrady stanu oraz działalność na rzecz obcego wywiadu.

Według doniesień medialnych sprawa dotyczy tysięcy dokumentów, w tym materiałów dotyczących niemieckich służb, rosyjskiej armii, irańskiego programu atomowego oraz informacji przekazywanych Niemcom przez zagraniczne służby partnerskie.

Jeżeli zarzuty się potwierdzą, będzie to jeden z najpoważniejszych skandali w historii niemieckich służb specjalnych. Trzeba przy tym podkreślić, iż samo zatrzymanie nie oznacza jeszcze winy. Odpowiedzialność Hanninga może zostać przesądzona dopiero w wyniku postępowania sądowego. Istotne jest jednak coś innego: niemieckie państwo potraktowało podejrzenia dotyczące człowieka, który przez siedem lat stał na czele najważniejszej instytucji wywiadowczej, jako sprawę, która wymaga zdecydowanej reakcji.

Tutaj zaczyna się interesujące porównanie z sytuacją w Polsce. Można bowiem krytykować Niemcy za wiele rzeczy, można wskazywać na ich błędy, hipokryzję czy politykę wobec innych państw, ale w jednym aspekcie niemiecki system pokazuje swoją siłę: o ile pojawia się podejrzenie, iż człowiek mający dostęp do najściślejszych tajemnic państwowych mógł działać na rzecz obcego państwa, jego pozycja nie może go dłużej chronić przed działaniem służb i prokuratury.

W Polsce problem obcych wpływów przez lata był natomiast przede wszystkim elementem politycznej wojny. Zarzuty o agenturalność, współpracę ze służbami komunistycznymi czy uzależnienie od zagranicznych ośrodków wpływu są regularnie wysuwane wobec przeciwników politycznych, podczas gdy równocześnie trudno o ponadpartyjny, konsekwentny system oceny rzeczywistych zagrożeń dla bezpieczeństwa państwa. Co gorsza, kwestie dotyczące przeszłości najwyższych przedstawicieli polskiego życia publicznego często sprowadzane są do sporu o to, kto ma prawo zadawać niewygodne pytania.

Przykładem jest Donald Tusk. W przestrzeni publicznej od lat funkcjonują informacje, iż tajnym współpracownikiem o pseudonimie „Oskar”. Wprawdzie Sąd Apelacyjny w Warszawie w 2005 roku uznał, iż Tusk nie był tajnym i świadomym współpracownikiem organów bezpieczeństwa państwa, a jego oświadczenie lustracyjne było zgodne z prawdą, ale nie chodziło o polskie służby. Tusk miał być Oskarem w ramach agenturalnej pracy dla enerdowskiej Stasi. Niestety człowiek, wobec którego od lat formułowane są tego rodzaju oskarżenia, jest w tej chwili premierem Polski i stoi na czele rządu.

Podobnie wygląda kwestia Włodzimierza Czarzastego. Człowiek ten należał do PZPR w latach 1983–1990, a zatem do komunistycznej, wrogiej niepodległości Polski organizacji. Związany w młodości z partią będącą politycznym fundamentem PRL zajmuje w tej chwili jedno z najwyższych stanowisk w III Rzeczypospolitej – funkcję marszałka Sejmu. Fakt ten pokazuje skalę ciągłości personalnej i politycznej, która w Polsce przez lata była przedstawiana jako normalny element demokracji.

Oskarżenia padły także pod adresem Mateusza Morawieckiego, byłego premiera RP. Dziennikarz Leszek Szymowski twierdził, iż w dokumentacji Stasi odnalazł zapisy dotyczące osoby o danych „Mateusz Jakub Morawiecki”, występującej pod pseudonimami „Jakob” i „Student”. Sprawa była następnie podnoszona również na forum Sejmu, gdzie domagano się jej wyjaśnienia. Ta sprawa również nie została w sposób jednoznaczny wyjaśniona przez polskie instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo państwa.

Sprawa Hanninga jest oczywiście skandalem, ale jest także demonstracją działania państwa. Niemcy pokazują, iż choćby człowiek z samego szczytu aparatu bezpieczeństwa może zostać objęty postępowaniem, o ile pojawiają się poważne podejrzenia dotyczące jego działalności. Polska powinna wyciągnąć z tego wnioski. Suwerenność państwa nie polega bowiem na patriotycznych deklaracjach jego polityków, ale na tym, czy państwo potrafi kontrolować własne elity i reagować wtedy, gdy pojawia się rzeczywiste zagrożenie obcymi wpływami.

Można mieć do Niemiec wiele zastrzeżeń, ale trudno odmówić im jednego: w sprawach bezpieczeństwa potrafią postawić państwo ponad rangą podejrzanego. W Polsce wciąż pozostaje pytanie, czy podobna zasada obowiązuje wtedy, gdy podejrzenia dotykają ludzi znajdujących się na samym szczycie władzy.

Zdjęcie poglądowe: August Hanning.

Polecamy również: 101-letni Polak walczy z Niemcami. przez cały czas nie odpuszcza!

Read Entire Article