Wiarygodność świadka i dziennikarza

patrzymy.pl 4 hours ago

Zeszłoroczna kampania prezydencka to zdecydowanie najbardziej ostra i brudna kampania w dziejach III RP. Początkowo kilka wskazywało, iż właśnie tak się zapiszą wybory na Prezydenta RP w 2025 roku, przede wszystkim dlatego, iż w obozie rządzącym panowały dwa fałszywe przekonania. Przede wszystkim Koalicja Obywatelska powtórzyła błąd z 2015 roku i żyła w przeświadczeniu, iż Rafał Trzaskowski został prezydentem z chwilą zgłoszenia kandydatury, tak jak Bronisław Komorowski mógł przegrać tylko wtedy: „gdyby pijany przejechał na pasach zakonnicę w ciąży”.

Słynny fragment wywiadu Adama Michnika, który brutalnie zweryfikowało życie, niczego nie nauczył KO, a co więcej dołożyli drugie przekonanie o tym, iż „Nawrocki to drewno”. Atmosferę uspakajały też sondaże, ale w pewnym momencie nastąpił nagły zwrot akcji. Rafał Trzaskowski zaliczał wpadkę za wpadką, dla odmiany Karol Nawrocki sukcesywnie odrabiał dystans. Przed pierwszą turą sztab Rafała Trzaskowskiego wrzucił w obieg medialny jedną z trzech największych afer, które miały pogrążyć kontrkandydata, jednak sprawa kawalerki „pana Jerzego” nie doprowadziła do żadnego zwrotu. Wprawdzie Rafał Trzaskowski wygrał wybory to pierwsze starcie, ale minimalną różnicą, niespełna 2 proc. głosów. Zrobiło się bardzo gorąco i wówczas odpalono jeszcze dwie afery.

Od 23 maja 2025 roku tematem numer jeden kampanii był „ustawki”, czyli umówione bijatyki kibiców, w czym miał uczestniczyć Karol Nawrocki. 26 maja Onet.pl opublikował artykuł, w którym anonimowi świadkowie twierdzili, iż rywal Rafała Trzaskowskiego w przeszłości zajmował się stręczycielstwem. W tę brudną kampanię postanowił się zaangażować sam Donald Tusk, co więcej powołał się na patostreamera Jacka Murańskiego. Do dziś wielu ekspertów twierdzi, iż był to jeden z kluczowych błędów kampanii i przyczyna porażki Rafała Trzaskowskiego. Wczoraj afera „sutenerska” została odgrzana niczym stary kotlet, ale nowy świadek pojawił się nie tylko w mediach, musiał też zeznawać w sądzie. Tym świadkiem jest do niedawna anonimowa Natasza Geldon, jednak z chwilą, gdy zdecydowała się na ujawnienie twarzy i nazwiska została rozpoznawalną „ofiarą hejtu”.

Internet i media prawicowe ruszyły z lustracją, w odpowiedzi z drugiej strony barykady padło rytualne: „to fala hejtu, „to mowa nienawiści, „to grzebanie w życiorysie”. Tymczasem ocena wiarygodności świadka, to kodeksowy obowiązek prokuratury i sądów, natomiast podważanie wiarygodności należy do zadań pełnomocników stron postępowania. Prokurator i sędzia także „grzebie w przeszłości”, pyta o to, czy świadek był karany, leczył się psychiatrycznie lub odwykowo, czy nie łączą go ze stroną postępowania więzy rodzinne i czy nie jest ze stroną skonfliktowany. W Internecie pojawiło się mnóstwo faktów, które wskazują, iż świadek Natasza Geldon jest mało wiarygodnym świadkiem, ponieważ w sprawie na wskroś politycznej, stoi po drugiej stronie politycznej barykady,. Na rozbieżności zeznań świadka zwrócił też uwagę sąd, a to wcale nie jest taki częsty przypadek, co jeszcze mocniej uderza w wiarygodność Nataszy Geldon.

Komentarze medialne w takich okolicznościach zawsze są motywowane politycznie, nie wspominając o komentarzach stron i pełnomocników. Pomijając te subiektywne i zwykle emocjonalne wypowiedzi, wiarygodność jednego z autorów „artykułu” weryfikują jego publiczne wygłaszane wykładnie. Andrzej Stankiewicz na antenie TVN24 sugerował, iż sąd zachowuje się nieobiektywnie, ponieważ pozwolił powodowi Karolowi Nawrockiemu złożyć zeznania on-line, chociaż wszyscy pozostali musieli się stawić w sądzie. Nie jest możliwe, aby dziennikarz, który sam brał udział w wielu procesach, w różnym charakterze, i od wielu lat komentuje konflikty prawne, nie wiedział, iż od 2022 roku „zdalne” uczestnictwo w rozprawie jest niemal normą i wystarczy złożyć wniosek. Z tego prawa mogą skorzystać nie tylko powodowie, ale choćby oskarżeni. jeżeli Andrzej Stankiewicz ordynarnie kłamie w tak banalnej kwestii, a świadek Natasza Geldon plącze się w zeznaniach i próbuje się wylansować na politycznej aferze, to w sposób naturalny ta para staje się konkurencją dla Donalda Tuska i Jacka Murańskiego.

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

Read Entire Article