
To znowu będzie notka z serii „A Wy Jak Myślicie”, bo sam mam w tej chwili w sprawach politycznych mętlik niczym podmiotka liryczna Maanamu („kiedyś tyle miałam w głowie / na tak, na nie zawsze odpowiedź”). W dodatku martwię się, iż się o tą politykę niedługo pokłócimy, bo dotąd stanowiliśmy w miarę zwartą ideowo banieczkę (i super – wszyscy powtarzają iż „nie wolno się zamykać w bańkach”, a nikt nie powiedział dlaczego), ale niebawem wyborcy Zandberga będą się ustawiać w kominiarkach z bejsbolami na trasie wyborców Czarzastego.
Dla mnie kiedyś wszystko było proste, bo byłem zdeklarowanym zwolennikiem Razem, gotów być choćby wśrod 1% wyborców – ale głosujących zgodnie ze swoimi poglądami. Od kiedy posłowie tej partii zaczęli grać w te swoje „szachy 5D”, głosując to w obronie Ziobry, to w obronie Mentzena, straciłem tę motywację.
I co teraz? Od kiedy nie mam już Swojej Ulubionej Partii, czuję się jako ta bila w pinballu, miotana od grzybka do grzybka. Moje sympatie polityczne zależą od tego, kto ostatnio palnął lub zrobił coś głupiego, co chwilowo faworyzuje Czarzastego. Hejtuję go oczywiście jeszcze od afery Rywina, ale trzeba mu oddać sprawiedliwość, iż na tle Tuska czy Koniecznego wyróżnia się unikaniem głupot.
Boję się jednak sytuacji, w której wystartują dwie listy lewicowe i obie dostaną 4,9%. W takim razie może od razu na KO? Niby jakiś plan, ale zaraz potem Tusk pokazuje się w stroju maharadży i jednak czuję, iż mnie to przerasta.
Oczywiście nie te przebieranki są najważniejsze. Wybaczyłbym „słońcu Peru” skłonność do pozowania do zdjęć w idiotycznych kostiumach, ale jestem wyjątkowo zdegustowany aferą Kołodziejczaka. To ona mnie tak naprawdę skłoniła do napisania tej notki.
Tego osobnika przede wszystkim Tusk nigdy nie powinien był brać na listę. Tak, wiem, jak zwykle genialny gambit w szachach 5D, „lokomotywa wyborcza”, która przyniosła całe 0,0001% głosów. Bo coś koło tego typek by przecież zebrał startując samodzielnie.
Ale skoro już go wzięli, to kopenwdupenizacja powinna była nastąpić natychmiastowo. A przecież w chwili pisania, on przez cały czas jest w klubie KO. Tak, wiem, zawieszony w prawach członka. Ale jednak przez cały czas członek. To już na tym tle sprawa Matysiak wygląda niewinnie.
W efekcie jakiś obwieszony łańcuchami pitekantrop ośmiesza parlament i koalicję rządzącą. To wszystko #winatuska, tak jak za wylansowanie Leppera odpowiadają Leszek Miller i Jarosław Kaczyński. Niebywałą głupotą jest nadzieja, iż tego typu ludzie się ustatkują jak się ich weźmie do rządu – przeciwnie, uznają to za potwierdzenie bezkarności i niczym knury z Szamboobrony, rzucą się na podwładne. To jak w bajce o żabie i skorpionie, ci ludzie się nie zmienią tylko dlatego, iż im dasz fajną fuchę. Oni potrafią tylko niszczyć.
Obserwuję to z rozpaczą, bo – jak wiele razy pisałem – na serio się obawiam końca złotej epoki polskiej wolności. Takie cyrki często towarzyszą upadkowi republiki (było tak w Rzymie, było tak w Niemczech), bo wpisują się w ogólną tendencję do zacierania granic między dobrem a złem. Kiedy polityka zamienia się w kabaret, zamienia się w „Kabaret”.
Odrobinkę nadziei widzę w tym, iż w nadchodzących wyborach możemy mieć dwie listy pisowskie i dwie konfederacje. Pewnie stworzą ten rząd, ale będzie to chwiejna konstrukcja. Faszyzm wymaga jedności. Historia jednak mówi, iż w Rumunii w ostatnich wolnych wyborach startowały 3 partie faszystowskie a w Weimarze dwie (NSDAP i DNVP), w dodatku wewnętrznie skonfliktowane. Faszyzm zwykle to rozwiązuje poprzez noc mniej lub bardziej długich, ale jednak noży – poranek po takiej nocy przynosi już stuprocentową jedność. Skłócenie polskiej prawicy cieszy mnie więc, ale nie całkiem uspokaja.
My się jednak zajmijmy skłóceniem lewicy. Dwie listy, które nie przekroczą progu (albo przekroczą go na tyle symbolicznie, iż do Sejmu wejdą tylko Zandberg z jednej, Czarzasty z drugiej), to wydaje mi się realny scenariusz. Z rozpaczy na razie rozważam więc głos na Tuska, ale też nie wiem czy wytrzymam. Za chwilę wystąpi w stroju godowym Hotentotów i oznajmi, iż w gruncie rzeczy zawsze był za Polexitem.
Gdyby ktoś miał mnie klasyfikować jak ptaka pochwyconego obiektywem lornetki, jestem biejatystą pochmurnym (ćwir ćwir). Ale nie upieram się. Chętnie poznam wasze obecne postawy (zauważyłem, iż u PT komcionautów to się potrafi zmienić z notki na notkę). Gdyby ktoś należał do mitycznego, uznawanego przez niektórych za wymarły gatunku „pisowców kulturalnych”, to oczywiście też zapraszam, ale straciłem wiarę, iż jeszcze takiego ptaszka uda mi się zaobserwować.

![Tusk, Braun, Czarnek, Bosak. 1 Year Until the Election [feat. Andrzej Bobiński]](https://i1.ytimg.com/vi/uLqQ2qDbGQo/maxresdefault.jpg)














