
Kiedy w 1973 roku po raz pierwszy przeczytałem Przygody dobrego wojaka Szwejka... nie miałem pojęcia, iż książka ta choćby po ćwierćwieczu będzie… aktualna.
Obecny rotacyjny marszałek Sejmu, teoretycznie druga osoba w Państwie, najwyraźniej za bardzo do serca wziął sobie antytrumpową niechęć Tuska. I jeżeli Prezydent USA jeszcze toleruje pasażera drugiej klasy pociągu Warszawa – Kijów to wobec Czarzastego nie ma żadnej taryfy ulgowej.
Wobec nadętego narcyza, który wreszcie tuż przed 70-ką zdobył najwyższe stanowisko w swoim życiu została zastosowana stara zasada rodem z knajp PRL-u:
- Tego pana nie obsługujemy!
Mniej więcej to przeczytał na X-ie , kiedy JE Tom Rose, ambasador USA w Polsce zamieścił swój wpis oznajmiający wszem wobec, iż z Czarzastym nikt z USA rozmawiać już nie będzie.
To akurat nie powinno nikogo dziwić. No, może poza jednym – JE Rose nazbyt jawnie określił stosunek aktualnego rządu USA do postkomunistycznej marionetki.
Wystarczy wspomnieć co ważniejsze wystąpienia pajaca w czerwonym sweterku – najbardziej zaś to o „wecie marszałkowskim”, jakim to określeniem postkomuch Czarzasty określił tzw. zamrażarkę sejmową, by nie mieć złudzeń.
Wołodia Czarzasty (z rosyjska Щaжacтый ) stanowi przykład człowieka, który zgodnie z jednym z praw Parkinsona osiągnął swój szczebel niekompetencji.
Na szczęście Jaroslav Haŝek zostawił nam receptę, jak leczyć tego rodzaju narcyza.
— Panie frajter, gdy spoglądam na pana, to zawsze przypominam sobie tego frajtra Bozbę, który służył sobie, onego czasu w Trydencie. Gdy mianowano go frajtrem, zaczął raptem tyć i pęcznieć. Twarz mu nabrzmiała, a brzuch tak napęczniał, iż już nazajutrz po mianowaniu nie mógł się zmieścić w skarbowych spodniach. Ale najgorsze było to, iż zaczął jednocześnie rosnąć. Więc go wsadzono do lazaretu, a doktor pułkowy powiedział, iż takie rzeczy dzieją się ze wszystkimi frajtrami, bo każdy z nich po mianowaniu zaczyna pęcznieć. Zrazu nadmą się mocno, ale niektórzy wracają rychło do zdrowia. ale z tym frajtrem Bozbą, to był przypadek zgoła osobliwy i ciężki; omalże nie pękł, bo nadymanie rzuciło mu się od gwiazdek na pępek. Żeby go uratować, trzeba było odpruć mu te gwiazdki, i mój frajter znowuż spłaszczył się.
Wołodia Cz. musi po prostu znowu zostać zwykłym posłem.
Choć patrząc na ewidentne sókcezy kompromitacji 13 grudnia Wołodia normalnieć będzie już jako tzw. opozycja pozaparlamentarna po wyborach 2027 r.
Co daj Boże Polsce.
Amen.
7.02 2026
















