Stanisław Michalkiewicz: Profesor Brzeziński miał rację!
Trzeciego listopada odbyły się w USA wybory połówkowe do Kongresu, to znaczy – do Izby Reprezentantów i Senatu – ale również do innych amerykańskich instytucji przedstawicielskich na przykład – na stanowiska gubernatorów. Już wiadomo, iż „miażdzące” zwycięstwo w tych wyborach odniosła Partia Demokratyczna, która odtąd nie tylko będzie dyrygowała Kongresem, ale również dyrygowała poszczególnymi stanami – również tymi, które dotąd stanowiły bastiony Partii Republikańskiej.
Musimy zatem przypomnieć, iż amerykańska Partia Demokratyczna to nic innego, jak europejskie socjaldemokracje. A czego chcą socjaldemokracje? To proste, jak budowa cepa; chcą wprowadzić tyle socjalizmu, ile się tylko da. Socjalizmu – ale lewe skrzydło Partii Demokratycznej wbijaław USA, to już choćby nie socjaldemokracja, tylko zwyczajna komuna – o czym mogliśmy przekonać się choćby z wypowiedzi przedstawicielki tego skrzydła, pani Kamali Harris, podczas ostatniej „prezydenckiej” kampanii wyborczej.
W tej sytuacji muszę przypomnieć postać prof. Zbigniewa Brzezińskiego, który jeszcze w początkach lat 60-tych sformułował teorię konwergencji. Byłem wtedy uczniem 8 klasy w liceum w Bełżycach i zwróciło moją uwagę, iż „Trybuna Ludu” strasznie wymyśla prof. Brzezińskiemu, o którym niczego nie wiedziałem. Zainteresowało mnie to i w ten sposób dowiedziałem się, iż prof. Brzeziński sformułował teorię konwergencji. W największym skrócie chodziło o to, ze tkwiące w śmiertelnym klinczu supermocarstwa: USA i ZSRR – im dłużej w tym klinczu tkwią, tym bardziej się do siebie upodabniają.
To dla komuszków stanowiło horrendum, straszliwą myślozbrodnię, bo komuszkowie wbijali wszystkim do głów, iż różnice między kapitalizmem a socjalizmem, nie mówiąc już o komunizmie, którego zbudowanie w ZSRR Chruszczow ogłosił właśnie w I połowie lat 60-tych, są nieprzekraczalne. Przypominam, co wbijała do głów „czytanka” dla uczniów klasy II. W pierwszym punkcie różnic między USA i ZSRR czytaliśmy, iż w ZSRR istnieje planowa gospodarka państwowa, podczas gdy w USA „pracuje się bez planu,”.
Ale nie tylko dla komuszków teoria konwergencji stanowiła myślozbrodnię. Wydawała się ona niewiarygodna również dla przeciwników komuny – ale prof. Brzeziński nie rewokował, tylko nieugięcie stał na nieubłaganym gruncie swojej teorii. Aż minęło kilkadziesiąt lat i przekonaliśmy się, iż miał rację – iż rewolucja komunistyczna przewala się nie tylko przez Europę, ale i przez Amerykę Północną – a jej siłą napędową jest właśnie amerykańska Partia Demokratyczna.
Prezydent Donald Trump próbował zwalniać tempo tej rewolucji i była to bodaj jedyna rzecz, którą robił naprawdę i może by mu się w pewnym stopniu to udało, gdyby nie posłuszeństwo wobec Izraela, które go zgubi, jeżeli już nie zgubiło. Zauważył to choćby wiceprezydent JD Vance, mówiąc, iż przyczyną katastrofy Partii Republikańskiej w tych wyborach była wojna z Iranem, w która prezydenta Trumpa i Stany Zjednoczone wkręcił premier rządu jedności narodowej bezcennego Izraela Beniamin Ńetanjahu, stawiając w dodatku amerykańskiego prezydenta przed faktem dokonanym.
Nawet zwolennicy prezydenta Trumpa nie popierali tej wojny, ani nie rozumieli przyczyn, dla których prezydent USA daje się Izraelowi tak ostentacyjnie wpuszczać w maliny. Było to tym bardziej trudne, iż Izrael już po bodaj tygodniu sprytnie się z tej wojny wymiksował, a cały ciężar jej kontynuowania i stawiania czoła jej skutkom przerzucił na Amerykę.
I chociaż prezydent Trump już po przegranych wyborach upiera się, iż gdyby miał jeszcze raz decydować, to zrobiłby tak samo, to wydaje mi się, iż sam w to nie wierzy, a jeżeli tak mówi, to tylko po to, by zachować twarz. Ale wiceprezydent powiedział verba veritatis i myślę, iż nie tylko cała Ameryka, ale i cały świat się z nim zgadza.
Nerwy, choćby skrywane, są złym doradcą – a tymczasem w tych nerwach prezydentowi Trumpowi wyrwało się, iż Ameryka już nie będzie wspierać Izraela finansowo zwyczajową kwotą pond 4 mld dolarów. Autorzy książki, której polskie tłumaczenie nosi tytuł „Lobby izraelskie w USA” piszą, iż Izrael jest jedynym państwem na świecie, które nie musi się rozliczać z amerykańskiej pomocy, w związku z czym te 4 miliardy natychmiast pożycza amerykańskiemu rządowi na wysoki procent.
Obawiam się, iż po tej deklaracji prezydent Trump będzie miał przeciwko sobie nie tylko amerykańskich Żydów-trockistów, którzy nie zostawiali na nim suchej nitki. Między innymi – nasza Jabłoneczka, czyli małżonka Księcia-Małżonka Radosława Sikorskiego – ale również Żydów-syjonistów, którzy dotychczas przynajmniej udawali jeżeli nie stronników prezydenta Trumpa, to przynajmniej neutralnych. Zresztą ciekawe, jak długo prezydent Trump wytrwa w tym postanowieniu, bo skoro choćby my wiemy, jacy wpływowi są Żydowie w Ameryce, to cóż dopiero prezydent Trump?
Tym bardziej, iż dyrygujący Kongresem Demokraci mogą nagłośnić wstydliwy zakątek, który dotychczas prezydentowi Trumpowi skutecznie dało się utrzymywać w cieniu. Chodzi oczywiście o dochodzenia w sprawie charakteru znajomości Donalda Trumpa z Epsteinem a w szczególności – czy Donald Trump, bawiąc u Epsteina bzykał jakieś panienki, czy nie – no i co te panienki podczas dochodzenia przez komisjami Kongresu, po kilkudziesięciu latach zaczną sobie przypominać.
W procesie, jaki prezydent Nawrocki wytoczył Onetowi, jedna panienka po 20 latach przypomniała sobie, jak Karol Nawrocki odprowadzał do windy w Grand Hotelu w Sopocie kobietę i mężczyznę. Najwyraźniej pani ta chyba nigdy wcześniej nie widziała, jak mężczyzna z kobietą wsiada do windy, skoro nie tylko zapamiętała to przez 20 lat, ale tak to nią wstrząsnęło, iż do dzisiaj nie może dojść do siebie. Cóż dopiero mówić, gdy panienki zaczną sobie przypominać jak się bzykały, a zwłaszcza – jak zostały wykiwane w kwestii wynagrodzenia za pracę.
A przecież nie brakuje w Ameryce i poza nią ludzi podejrzewających, iż właśnie ta afera jest przyczyną takiego braku asertywności prezydenta Donalda Trumpa wobec premiera Netanjahu, iż aż pozwolił, by Stany Zjednoczone zostały wkręcone w wojnę, którą toczą nie bardzo wiedząc o co i z której nie bardzo wiedzą, jak się wyplątać.
Wreszcie trzeba przypomnieć, iż prezydent USA ma wprawdzie wielką władzę – ale pod jednym warunkiem – ze Kongres da mu pieniądze. A teraz to zdominowany przez Partię Demokratyczną Kongres ma klucz do kasy i będzie ją otwierał nie wtedy, gdy zażąda tego prezydent Trump, tylko wtedy, kiedy kierownictwo Partii Demokratycznej uzna to za stosowne. Nie da się ukryć, iż z punktu widzenia Ameryki, a choćby świata, dobrze to nie wygląda, biorąc pod uwagę cele, jakie sobie stawia ta partia.
Polecamy również: SBU ściga protestujących pod katownią Azowa


















