Kontrakty na pszenicę w Chicago podrożały do 23 września o 40 proc. od czerwcowego minimum, osiągając najwyższy poziom od trzech i pół roku. Ataki na statki i porty niemal zatrzymały eksport z Rosji i Ukrainy, a skutek może dotrzeć także do polskich portfeli przez ceny żywności i presję na rynek zbóż.
Statki stoją, zboże nie dociera do odbiorców
Wojna na Morzu Czarnym przestała być wyłącznie problemem państw leżących nad jego brzegami. Od lipca uderzenia w statki, porty i terminale ograniczyły ruch ładunków z dwóch potężnych eksporterów. Według agencji Reutera wrześniowy eksport rosyjskiej pszenicy może wynieść około 1 mln ton wobec 5 mln ton rok wcześniej. Ukraina ma wywieźć w tym miesiącu również około 1 mln ton, czyli połowę ubiegłorocznego wyniku.
Skala jest ważna. Dane S&P Global wskazują, iż Rosja i Ukraina odpowiadały łącznie za 27,3 proc. światowego eksportu pszenicy w okresie 2025/2026. Gdy tak duża część podaży traci sprawną drogę na rynek, kupujący muszą walczyć o zboże z innych kierunków i płacić więcej za transport oraz ubezpieczenie.
Azja i Afryka płacą pierwsze rachunki
Indonezja sprowadziła we wrześniu z regionu Morza Czarnego około 60 tys. ton pszenicy. Rok wcześniej było to pół miliona ton. Tamtejsze młyny szukają dostaw w Australii i Argentynie, ale australijskie zboże kosztuje je o 20 do 25 proc. więcej niż wcześniej zakontraktowane ładunki czarnomorskie.
Jeszcze mocniej widać napięcie w Egipcie. W pierwszej połowie września kraj przyjął 143 870 ton pszenicy wobec 876 139 ton rok wcześniej. Kair zwraca się ku Francji i innym dostawcom europejskim. To pokazuje prosty mechanizm: wojna odcina najkrótszą i najtańszą drogę, a koszt bezpieczeństwa żeglugi przechodzi na cenę mąki i chleba.
Sytuacja nie spadła z nieba. O uderzeniach w porty Odessy i utracie głównej drogi ukraińskiego eksportu pisaliśmy już na początku sierpnia. Późniejsze ataki objęły także rosyjską infrastrukturę oraz statki korzystające z tamtejszych portów. Dziś rynek płaci za eskalację po obu stronach, choć odpowiedzialność za rozpętanie tej wojny spoczywa na Rosji.
Droższe objazdy nie zastąpią portów
Rosja próbuje kierować część zboża ku Bałtykowi. Ukraina zwiększa przewozy koleją, drogami i przez porty naddunajskie, ale te rozwiązania mają mniejszą przepustowość i są droższe. Niski poziom Dunaju dodatkowo ogranicza ładowność barek. Według ukraińskich władz alternatywne trasy choćby po pełnym uruchomieniu mogą obsłużyć zaledwie połowę wolumenu utraconego w portach czarnomorskich.
Dlatego propozycja rozejmu dla statków cywilnych na Morzu Czarnym miała znaczenie wykraczające poza sam front. Bez trwałych gwarancji bezpieczeństwa armatorzy nie wrócą w pełnej skali, a importerzy będą utrzymywać zapasowe, kosztowne kierunki dostaw. Rynek pozostanie nerwowy.
Co wzrost cen znaczy dla Polski
Polska jest dużym producentem zbóż, ale nie funkcjonuje poza światowym rynkiem. Wyższe notowania pszenicy mogą poprawić przychody części gospodarstw, zwłaszcza tych dysponujących ziarnem na sprzedaż. Jednocześnie rosną koszty młynów, hodowli i przetwórstwa. Przeniesienie ich na półki sklepowe nie jest automatyczne ani natychmiastowe, ale dłuższy kryzys zwiększa presję na ceny żywności.
Jest jeszcze sprawa tranzytu. o ile szlaki morskie pozostaną niewydolne, wzrośnie nacisk na kolejowe i drogowe wywożenie ukraińskiego zboża przez państwa Unii Europejskiej. Polska już odczuwała presję blokady Morza Czarnego na własny rynek. Pomoc Ukrainie nie może oznaczać rozregulowania handlu w Polsce ani przerzucenia kosztów wojny na polskich rolników. Potrzebne są szczelna kontrola tranzytu, sprawne porty i obrona interesu krajowych producentów.
Morze Czarne pozostaje arterią światowego handlu żywnością. Kto lekceważy bezpieczeństwo portów i żeglugi, ten godzi w podaż zboża dla setek milionów ludzi. Dla Polski wniosek jest praktyczny: trzeba wzmacniać własną produkcję, magazyny i logistykę, bo suwerenność żywnościowa nie jest hasłem na spokojne czasy. Jej wartość poznaje się właśnie wtedy, gdy wojna zatrzymuje statki.
Źródła: Reuters, 23 września 2026 r., S&P Global, FAO
Źródło: Bankier.pl


















