"Po Trumpie nie będzie powrotu do „normalności” To, co wygląda na chaos w relacjach USA–Europa, jest w rzeczywistości spójną próbą przeprojektowania porządku globalnego od góry do dołu."

grazynarebeca5.blogspot.com 3 hours ago

Autor: Siergiej Poletajew, analityk informacji i publicysta, współzałożyciel i redaktor projektu Vatfor.


Projekt Vatfor

Prezydent USA Donald Trump. © Win McNamee/Getty Images


Relacje między UE, NATO a administracją Trumpa można podsumować krótko: Ameryka zrywa więzi wojskowe, gospodarcze i polityczne z Europą, podczas gdy Europa stara się je utrzymać. Negocjacje, pochlebstwa, niekończące się spotkania, szczyty i deklaracje wchodzą w grę, ale bezskutecznie.

W 2025 roku USA i Europa stopniowo się od siebie oddalały. Nowa amerykańska administracja gwałtownie oskarżyła państwa europejskie o strategiczne i gospodarcze pasożytowanie na USA, niewystarczające wydatki na obronę i, owszem, nielegalne posiadanie Grenlandii. Przez pewien czas Waszyngton jednak nie eskalował tych kwestii, podczas gdy Europa pozostawała w stanie upartego zaprzeczania.

Na początku 2026 roku bomba geopolityczna w końcu wybuchła. Uniesiony na duchu po schwytaniu Nicolasa Maduro, Trump ponownie zwrócił uwagę na Grenlandię. Nagle stało się jasne, iż Europa nie jest w stanie choćby przeciwstawić się słownej nawałnicy Trumpa.

Co się dzieje?
Analitycy polityczni desperacko próbują zrozumieć, co się dzieje. Nikt nie wie, co się dzieje, ale powinni coś na ten temat powiedzieć; więc zgadzają się, iż Trump jest ekscentryczny i szalony, a analizowanie i przewidywanie jego działań nie ma sensu.

Takie wyjaśnienie jest bez sensu. Osobiste cechy Trumpa nie tłumaczą, jak doszedł do władzy w Stanach Zjednoczonych – a co ważniejsze, jak udało mu się utrzymać władzę.

Odpowiedź jest jednak prostsza, niż się wydaje: Trump reprezentuje interesy znacznej części amerykańskiej elity. Należą do niej prawicowi konserwatyści, wielkie firmy technologiczne, kompleks militarno-przemysłowy i ekonomiści, którzy dostrzegają, iż Stany Zjednoczone potrzebują restrukturyzacji, ponieważ poprzedni model globalizacji wyczerpał się i prowadzi Amerykę ku katastrofie.

Prawie wszystkie próby „zrozumienia Trumpa” są z gruntu błędne. Wynikają one z logiki przestarzałego porządku świata, w którym Stany Zjednoczone są światową metropolią, otoczone systemem uprzywilejowanych sojuszy, działających według stosunkowo przewidywalnych zasad.

Trump i kontrelity, które doszły wraz z nim do władzy, celowo demontują ten system, pozostawiając wszystkich w niepewności, dlaczego. Po co niszczyć to, co wciąż funkcjonuje, mniej więcej? Być może to jakieś złudzenie, myślą stare elity, być może jeżeli obsypiemy Donniego komplementami, zagramy z nim w golfa i nazwiemy go „tatusiem”, wszystko wróci do normy.

Jednak to podejście jest niebezpiecznie naiwne. W ramach swojego światopoglądu Trump działa w przewidywalny i przerażająco konsekwentny sposób. Obecnym celem trumpizmu jest ustanowienie nowego porządku globalnego i redefinicja roli Ameryki w nim; metodą jest odgórna rewolucja.

Rewolucja bez końca
Zespół Trumpa składa się z klasycznych kontrelity, których głównym celem jest podważenie istniejących struktur władzy wszelkimi dostępnymi środkami. Trump i jego zwolennicy postrzegają globalistów i ich instytucje jako wrogów i nie ukrywają tego.

Z tego punktu widzenia sabotowanie struktur transatlantyckich ma sens: im słabsze NATO i im gorsza sytuacja UE, tym większe szanse trumpiści mają na umocnienie i utrzymanie władzy w USA. Zamiast polegać na Brukseli, Trump zamierza postawić na siły prawicowe spoza establishmentu, czyli europejskich „Trumpów”, takich jak premier Węgier Viktor Orbán.

Dokładnie rok temu wiceprezydent USA J.D. Vance ogłosił to w swoim przemówieniu na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, ale Europa postanowiła o tym zapomnieć jak o złym śnie – klasyczny przykład zaprzeczenia.Jesteśmy zatem świadkami spójnego, przewidywalnego i wewnętrznie spójnego procesu. Owszem, w przypadku Grenlandii przybiera on absurdalne formy, co można przypisać cechom osobistym Trumpa. W końcu można było zastosować bardziej zniuansowane podejście – takie jak zmuszenie Europy do pokrycia kosztów obrony wyspy lub wymyślenie jakiejś formy eksterytorialności. Możliwości jest niezliczona ilość, ale to tylko detale, które nie zmieniają fundamentalnie odmiennego podejścia trumpistów do stosunków międzynarodowych w ogóle, a do Europy w szczególności.


A co z Wenezuelą i Iranem? Dlaczego Trump alienuje swój główny elektorat, który sprzeciwia się wszystkim tym interwencjom i niekończącym się wojnom? Odpowiedź jest prosta: jak wspomniano wcześniej, Trump nie próbuje jedynie zdemontować starego systemu; pracuje nad stworzeniem nowego – jawnie kolonialnego modelu, przypominającego „złoty wiek” kolonializmu z końca XIX wieku (przynajmniej z perspektywy Trumpa).


Trump (podobnie jak Rubio, Vance i inni) nie jest izolacjonistą, jak jego zwolennicy z MAGA; jest autentycznym neokolonialistą i amerykańskim nacjonalistą, i nie ukrywa tego. Patrząc na działania Trumpa przez ten pryzmat, wszystko staje się jasne.


Co dalej?

Jak na ironię, innym imperialnym drapieżnikom, takim jak Chiny i Rosja, może być łatwiej nawiązać kontakt z tą nową Ameryką. Prawdziwymi przegranymi będą roślinożerne ofiary i starzejące się, schorowane mocarstwa – zwłaszcza Europa – które będą próbowały „przeczekać”, licząc, iż po Trumpie sytuacja wróci do normy za czasów dziadka Bidena.


Czy im się to uda? To wysoce nieprawdopodobne. choćby jeżeli w USA dojdzie do kontrrewolucji i globalistyczni Demokraci odzyskają władzę, staną w obliczu zupełnie innej sytuacji międzynarodowej i podejmą odpowiednie działania. Relacje między Europą a USA nigdy już nie będą takie same, a NATO nie wróci do swojej dawnej formy. Jasne, mogą nastąpić pewne „kosmetyczne zmiany”, być może zmiana retoryki, ale fundamentalna transformacja amerykańskiej polityki zagranicznej jest historycznie obiektywna i w dużej mierze niezależna od indywidualnych osobowości.


Czy to wszystko jest dobre dla USA? Prawdopodobnie nie. Podobnie jak Trump, przywódca ZSRR Michaił Gorbaczow zainicjował głębokie reformy (znane jako „pierestrojka”) w latach 80. nie bez powodu; zdawał sobie sprawę, iż kraj zmierza ku katastrofie. Podobnie jak Trump, Gorbaczow cieszył się poparciem części elit i podobnie jak Trump, musiał uciec się do dość radykalnych metod, aby stłumić wewnętrzną opozycję – dawne sowieckie głębokie państwo.


Reformy Gorbaczowa okazały się katastrofą dla ZSRR; lekarstwo okazało się gorsze niż choroba. Stany Zjednoczone mogą spotkać podobny los. Ale o tym porozmawiamy innym razem.



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/631348-there-will-be-no-return/

Read Entire Article