Gdy kaczka traci orientację, to zaczyna nurkować kuprem i dokładnie taką akrobacją popisał się Donald Tusk, pod okiem trenera Macieja Berka. Plan był doskonały, w piątek wieczorem większość Polaków odreagowuje tydzień pracy, napełnia naczynia ulubionym płynem, włącza ulubione kanały internetowe i telewizyjne. W ten weekend przypada też Święto Zmarłych i sporo ludzi już wyjechało do rodziny, żeby odwiedzić groby bliskich. Jakby tego wszystkiego było mało, to jeszcze prezydent Karol Nawrocki odleciał do Senegalu, na co wpływu Donald Tusk nie miał, ale z pewnością się ucieszył z takiego zbiegu okoliczności.
Wytworzyły się komfortowe warunki do „przywracania praworządności” w Trybunale Konstytucyjnym i z pełnym przekonaniem, iż wszystko się rozejdzie po kościach, zamachowcy ruszyli do boju, ale prawie wszystko poszło nie tak jak było zaplanowane. Naród przerwał relaks i ostro potraktował najeźdźców, prawicowi politycy, którzy od lat żrą się niemiłosiernie, nagle stanęli obok siebie i zaczęli krzyczeć o zamachu jednym głosem. Prezydent kazał zawrócić samolot i wrócił do Polski, a eksperckie grono dotąd jednomyślne w ocenie „pisowskiego trybunału” podzieliło się tak nieoczekiwanie, iż Marcin Matczak nie zostawił suchej nitki na hucpie. Tusk nie jest politycznym debiutantem i z pewnością wiedział, iż po cichu takiej operacji przeprowadzić się nie da, ale zdecydowanie się przeliczył w szacunkach. Rozpętało się prawdziwe piekło, jakiego Polska nie widziała od 1989 roku i te obrazki nie tylko rozlały się po kraju, ale poszły też w świat.
Jak „dowiedziały się media od anonimowych rozmówców”, ojcem chrzestnym planu był Maciej Berek, a o tym, co się stanie wiedziały jeszcze trzy inne osoby. Na liście wtajemniczonych na pewno znajduje się Donald Tusk i Waldemar Żurek i prawdopodobnie Marcin Kierwiński. Z całej czwórki jedynie Tusk nie podpisał żadnych kwitów, ale na portalu X pochwalił się popełnieniem licznych przestępstw i przyznał, iż dał na zamach stanu przyzwolenia, dlatego odpowiednie paragrafy się znajdą. Dużo większej prawnej biedy narobiła sobie Anna Korwin-Piotrowska, która prawo złamała w wielu miejscach, od naruszenia miru domowego, przez przekroczenie uprawnień, aż po zamach stanu. Jako osoba nieuprawniona weszła do Trybunału Konstytucyjnego, wydała kuriozalne zarządzenie o zawieszeniu prezesa oraz wiceprezesa, po czym sama siebie ustawiła w roli osoby pełniącej obowiązki prezesa. Z tego wykpić się nie da i po zmianie politycznej warty, wielowątkowy akt oskarżenia napisze się sam.
Odrobinę lepsza jest sytuacja Waldemara Żurka, bo parę paragrafów mu odpadnie, ale od głównego zarzutu, jakim jest udział w zamachu stanu, a w najlepszym razie współudział i nakłanianie nie ucieknie. Następny w kolejce jest Maciej Berek, autor projektu zamachu stanu, on jest mimo wszystko poniżej Żurka z tego względu, iż pod niczym się nie podpisał, ale zarzuty będzie miał podobne i dojdzie jeszcze naruszenie miru domowego. Z całej ósemki sędziów jedynie ci, co złożyli ślubowanie przed prezydentem Karolem Nawrockim mogą liczyć na nadzwyczajne złagodzenie kary i też unikną kilu zarzutów. Najlepiej na tym wszystkim wyjedzie Policja, bo wbrew emocjonalnym komentarzom policjanci nie było siłowego wejścia do Trybunału Konstytucyjnego, tylko cwaniacko przygotowana akcja. Nieuprawniona do przebywania w Trybunale Konstytucyjnym sędzia Anna Korwin-Piotrowska powiadomiła Policję, iż na terenie Trybunału może dojść do zagrożenia życia i zdrowia, w takiej sytuacji Policja podejmuje nadzwyczajne działania i nie wnika w konstytucyjne niuanse.
Wejście Policji do TK było uprawnione, co nie znaczy, iż Policja jest całkowicie bezkarna po tej operacji. Wizerunkowo to więcej niż katastrofa i ZOMO było jednym z łagodniejszych określeń kierowanych pod adresem stróżów prawa. Od strony prawnej Policja też ma pewien problem, dotyczący interwencji blokującej wejście do TK prezesowi Bogdanowi Święczkowskiemu, ale i w tym przypadku mają podkładkę w postaci „zarządzenia” Anny Korwin-Piotrowskiej. Marne to alibi dla nieuprawnionych działań Policji, ale pewnie się z tego wywiną, za to Donald Tusk przegrał sromotnie, podobnie jak reszta zamachowców i „sędziów”. Klasyczne przelicytowanie, plan był „genialny”, ale wyszło tragicznie!
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!


















