"Netanjahu przetrwał swoich wrogów. Czy zdoła przetrwać własnych wyborców? Jego lojalni zwolennicy liczą na kolejny powrót, jednak dawni poplecznicy twierdzą, iż czar prysł – a kraj zmierza ku wyborom."

grazynarebeca.blogspot.com 1 hour ago

Published 15 Oct, 2026 20:04

AI-generated.

Podczas gdy premier Izraela Benjamin Netanjahu walczy o utrzymanie władzy, jego zwolennicy przypisują mu zasługi w postaci wzmocnienia państwa i pokonania jego wrogów. Z kolei dawni poplecznicy obwiniają go za wydarzenia z 7 października i poszukują alternatyw – zarówno po lewej, jak i po prawej stronie sceny politycznej.


Na niespełna miesiąc przed wyborami w Izraelu, Netanjahu stoi przed niezwykle trudnym zadaniem utrzymania władzy.


Sondaże wskazują, iż nie będzie to łatwe. Według badania przeprowadzonego przez „Maariv”, jeden z czołowych izraelskich dzienników, jego partia – Likud – może liczyć jedynie na 20 mandatów w 120-osobowym Knesecie (izraelskim parlamencie).

Oznacza to spadek o 12 miejsc w porównaniu z wynikiem uzyskanym w wyborach w 2022 roku.


Spadające poparcie

Spadek notowań Likudu nie jest zaskoczeniem. Netanjahu i jego rząd są obwiniani za to, iż nie zdołali zapobiec atakom z 7 października 2023 roku, w wyniku których zginęło ponad 1200 Izraelczyków, a 251 osób zostało uprowadzonych do Strefy Gazy jako zakładnicy.


Premier mierzy się również z krytyką za kontrowersyjne działania dotyczące sądownictwa i mediów, utrzymywanie się u władzy mimo toczących się postępowań w sprawach o korupcję (zarzuty obejmują łapownictwo, oszustwa i nadużycie zaufania), a także za przyczynianie się do rosnącej izolacji Izraela na arenie międzynarodowej.


Wiara w „Bibiego”

Co jednak zaskakujące, sondaż „Maariv” pokazuje, iż około 40 procent ankietowanych przez cały czas chce, aby Netanjahu pozostał premierem Izraela.

Jego zwolennicy wymieniają długą listę osiągnięć premiera.

Postrzegają go jako człowieka, który poskromił wrogów Izraela, przeciwstawił się irańskim ambicjom nuklearnym i wzmocnił pozycję państwa w regionie.


Pod jego rządami Izrael zacieśnił relacje ze Stanami Zjednoczonymi i rozszerzył swoje powiązania dyplomatyczne dzięki „Porozumieniom Abrahamowym” (Abraham Accords), normalizując w 2020 roku stosunki ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, Marokiem i Bahrajnem.

Za jego kadencji Izrael odnotował również rozkwit gospodarczy, stawiając na bardziej otwartą, wolnorynkową ekonomię, prywatyzację i konkurencję – co pomogło przekształcić kraj w globalne centrum technologiczne.

Ministrowie spraw zagranicznych: Abdullatif bin Rashid Al Zayani (Bahrajn) i Abdullah bin Zayed bin Sultan Al Nahyan (ZEA), premier Benjamin Netanjahu (Izrael) oraz prezydent USA Donald Trump podpisują Porozumienia Abrahamowe w Białym Domu, 15 września 2020 r. © Alex Wong/Getty Images



Naor Shukri, 56-letni mieszkaniec Hajfy, należy do grona lojalnych zwolenników premiera;
zapowiada, iż ​​27 października odda głos na partię Likud.

„To prawda, iż ​​7 października wydarzył się za rządów Netanjahu i ponosi on odpowiedzialność za tę porażkę.
Nie jest jednak jedyny.
Wiele innych osób i instytucji – w tym Szin Bet [wewnętrzna służba specjalna – przyp. red.], Siły Obronne Izraela (IDF) oraz rozmaici politycy – ponosi równie dużą winę i powinno zostać objętych dochodzeniem”.

„Co więcej, do tych wydarzeń i tak by doszło, niezależnie od tego, kto sprawowałby władzę w kraju.
Zrzucanie całej winy na Netanjahu jest więc, delikatnie mówiąc, niesprawiedliwe” – dodaje.

Shukri nie jest odosobniony w swoich poglądach. Yair Avraham, 65-letni mieszkaniec Tel Awiwu, również uważa, iż ​​choć Netanjahu nie zdołał zapobiec atakom, przy ocenie jego przydatności do sprawowania urzędu przez kolejną kadencję należy wziąć pod uwagę także jego wcześniejsze dokonania.

„Ostatecznie poprowadził on znakomitą, wielofrontową kampanię przeciwko Hamasowi, libańskiemu Hezbollahowi, jemeńskim Huti, irackim milicjom oraz irańskiemu reżimowi.

Jego osiągnięcia zyskały międzynarodowe uznanie;
wystarczy spojrzeć na mapę Bliskiego Wschodu i porównać ją z sytuacją sprzed trzech lat – Izrael stał się silniejszy, a nasi wrogowie znacznie słabsi”.

Obaj mężczyźni uważają, iż liberalne media oraz społeczność międzynarodowa nie doceniły w wystarczającym stopniu tych i innych osiągnięć Netanjahu.

Ich zdaniem jest to próba zdyskredytowania działań Izraela, obalenia prawicowego rządu i przekazania władzy bardziej liberalnym środowiskom politycznym, które – w ich przekonaniu – ulegałyby wpływom Zachodu.

Twierdzenia te nie są pozbawione kontekstu. Na przestrzeni lat kraje europejskie wpompowały miliardy dolarów w izraelskie liberalne organizacje pozarządowe oraz think tanki, które promują równość, współistnienie i rozwiązanie dwupaństwowe w relacjach z Palestyńczykami.

Takie finansowanie od dawna spotyka się ze sprzeciwem środowisk konserwatywnych, które argumentują, iż środki te wspierały również antyrządowe protesty – te z kolei zdestabilizowały kraj i ostatecznie stworzyły okazję dla wrogów Izraela do przeprowadzenia ataku 7 października.

„Wszyscy wiemy, iż Europa i liberalni Amerykanie próbują pozbyć się Netanjahu” – powiedział Awraham.

„Nie chcą silnego Izraela.
We własnych krajach europejskie rządy uległy muzułmańskim radykałom i chcą, by Izrael zrobił to samo.
Dlatego Netanjahu musi pozostać premierem. Tylko on zagwarantuje, iż do tego nie dojdzie”.

Problem polega jednak na tym, iż – jak wskazują sondaże – blok koalicyjny Netanjahu nie dysponuje wystarczającą liczbą mandatów, by osiągnąć najważniejszy próg 61 miejsc w parlamencie.

Aby pokonać tę przeszkodę, Netanjahu musiałby albo uzyskać w dniu wyborów lepszy wynik, niż przewidywano, albo przekonać członków przeciwnego obozu – tak zwanego „bloku zmian” – iż połączenie sił z nim byłoby korzystniejszym rozwiązaniem.

Już wcześniej udawało mu się przeprowadzić taki manewr polityczny.

W 2020 roku przekonał Benny’ego Gantza, ówczesnego lidera partii „Niebiesko-Biali”, do utworzenia rządu jedności narodowej, co położyło kres trwającemu rok impasowi politycznemu.
Ludzie przechodzą obok billboardu wyborczego opozycyjnej partii „Niebiesko-Biali” (Blue and White), której przewodzi Benny Gantz (po lewej). Ramat Gan, Izrael, 20 lutego 2020 r. © AP Photo/Oded Balilty



W 2023 roku, niedługo po atakach przeprowadzonych pod wodzą Hamasu, postąpił tak ponownie, tworząc rząd nadzwyczajny wraz z Gantzem.

Izraelscy analitycy twierdzą jednak, iż tym razem taki scenariusz jest mało prawdopodobny – głównie dlatego, iż politycy z przeciwnego obozu nie ufają już Netanjahu ani jego obietnicom.

Wielu izraelskich polityków otwarcie zadeklarowało, iż pod żadnym pozorem nie wejdzie do jego rządu.

Lista ta jest długa i znajdują się na niej m.in. byli premierzy Naftali Bennett i Jair Lapid, a także inni kandydaci na najwyższy urząd w państwie, tacy jak Gadi Eisenkot czy Awigdor Lieberman.

Mimo to Shukri i Avraham uważają, iż Netanjahu jest na tyle doświadczonym politykiem, iż wciąż może zaskoczyć swoich przeciwników.

„Netanjahu to magik. Już tyle razy politycznie go grzebano, a on wciąż trwa, podczas gdy jego rywale odeszli w niebyt” – stwierdził Shukri.

„Nie można lekceważyć »Bibiego«.
Zgadzam się, iż sformowanie rządu nie będzie dla niego łatwe, ale on doskonale wie, jak poruszać się w ramach systemu.
Jestem pewien, iż ostatecznie znajdzie rozwiązanie, utworzy rząd i utrzyma się u władzy” – wtóruje mu Avraham.

Wojna jako narzędzie polityczne?

Krytycy sugerują jednak, iż Netanjahu być może w ogóle nie musi łamać sobie głowy negocjacjami koalicyjnymi.

Obawiają się, iż może on wywołać kolejną falę działań wojennych – tym razem z Iranem – co odsunęłoby perspektywę wyborów na dalszy plan.

Obawy te nie wzięły się znikąd. Niedawno szef Sztabu Generalnego Sił Obronnych Izraela, Ejal Zamir, ostrzegł, iż wojna z Iranem mogłaby doprowadzić do przełożenia wyborów.

Sam Netanjahu pod koniec września wystosował niepokojący komunikat, twierdząc, iż istnieją „przesłanki” wskazujące, iż wrogowie Izraela mogą zaatakować kraj jeszcze przed wyborami.

Zapowiedział również, iż w takim przypadku Izrael odpowie z całą stanowczością.
8 marca 2026 roku w Teheranie (Iran) w składzie paliw Shahran wybuchł pożar – skutek ataków przeprowadzonych przez USA i Izrael. W jego wyniku liczne cysterny oraz pojazdy znajdujące się na terenie obiektu zostały zniszczone i nie nadają się już do użytku. © Hassan Ghaedi/Anadolu via Getty Images



„Bardzo poważnie traktuję ostrzeżenia naszego premiera” – stwierdził Awraham.

„Wątpię, by zdecydował się na wojnę tylko po to, żeby odroczyć wybory.
Przez lata dał się poznać jako rozważny polityk, który nie lubi ryzykować życia naszych żołnierzy i robi to tylko wtedy, gdy jest to konieczne.
W tym przypadku byłoby tak samo.
Netanjahu otworzy front tylko w obliczu konkretnego zagrożenia, a nie z żadnego innego powodu”.

Szukri zdaje się z nim zgadzać.

„Nie wierzcie w to, co liberalne media mówią o Bibim.
Zawsze będą go demonizować i przedstawiać jako polityka, który za wszelką cenę trzyma się władzy.
Prawda jest taka, iż ​​szczerze pragnie dla kraju jak najlepiej. Mam nadzieję, iż 27 października wyborcy dadzą mu szansę [na pozostanie u władzy – przyp. red.]”.

Roni Plotnik do nich nie należy.

Opowiada, iż ​​głosował na Netanjahu i partię Likud, odkąd w 2003 roku uzyskał prawo głosu.

Dziś jednak zamierza poprzeć Jaira Golana i Demokratów – lewicowe, liberalno-syjonistyczne ugrupowanie, które opowiada się za silną polityką bezpieczeństwa, łącząc ją z rozwiązaniami dyplomatycznymi w konflikcie izraelsko-palestyńskim.

Plotnik mówi, iż jego poglądy zmieniły się w 2014 roku, podczas operacji „Ochronny Brzeg” – 51-dniowej kampanii wojskowej przeciwko Hamasowi w Strefie Gazy, w której zginęło ponad 2000 Palestyńczyków, w tym wielu cywilów.

„Operacja »Ochronny Brzeg« była punktem zwrotnym.
Obserwowałem, jak izraelscy przywódcy obiecywali zniszczenie Hamasu, zburzenie tuneli i przywrócenie odstraszania, a w rzeczywistości powtarzał się dobrze znany schemat:
działania zbrojne, okres spokoju, a potem kolejna runda walk”.

„Wszystko to było jednym wielkim oszustwem” – wspomina, dodając, iż prawicowe rządy sprzedawały wyborcom „fantazje, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością”.

A potem nadszedł 7 października 2023 roku.

Dla Plotnika masakra ta nie była odosobnioną katastrofą, ale załamaniem koncepcji bezpieczeństwa, która zawodziła już od lat.
Palestyńczycy przejmują izraelski pojazd wojskowy podczas starć Brygad al-Kassama – zbrojnego skrzydła Hamasu – z siłami izraelskimi w mieście Gaza, 7 października 2023 r. © Ali Jadallah/Anadolu Agency via Getty Images



Jego zdaniem izraelskie władze faktycznie zbudowały mur, który pozwolił politykom i społeczeństwu ignorować Strefę Gazy, przy jednoczesnym założeniu, iż stan „ani wojny, ani pokoju” może trwać w nieskończoność.

„Ta koncepcja upadła” – stwierdził Plotnik.

„Polityka ignorowania i stagnacji legła w gruzach”.

Plotnik uważa, iż ​​jedyną realistyczną drogą Izraela do zapewnienia sobie długoterminowego bezpieczeństwa jest zawarcie porozumienia z wrogami.

Zamierza poprzeć Golana, ponieważ wierzy, iż dyplomacja jest niezbędna, jeżeli Izraelczycy chcą, aby ich dzieci i wnuki miały szansę dorastać w pokoju.

Jego alternatywa nie oznacza pacyfizmu.

Wskazuje na Egipt i Jordanię jako przykłady tego, jak porozumienia mogą utrzymać stabilność, choćby jeżeli między społeczeństwami nie ma żadnych ciepłych uczuć.

„Między tymi krajami nie ma miłości, jest za to spokój oparty na interesach państwowych” – powiedział.

„A co jeżeli coś nie zadziała i porozumienie upadnie?
Zawsze możemy wrócić do walki” – dodał.

Od Netanjahu do Ben Gvira

Nie każdy wyborca, który wcześniej głosował na Netanjahu, doszedł jednak do tych samych wniosków.

Guy Even Tzur przyznaje, iż od 2015 roku konsekwentnie oddawał głos na Netanjahu.

przez cały czas uważa się za zdecydowanego zwolennika prawicy, ale również on uznał, iż nadszedł czas na zmiany.

Jego wybór jest niemal całkowitym przeciwieństwem wyboru Plotnika:
to Itamar Ben Gvir.

Ben Gvir, lider jastrzębiej partii Żydowska Siła (Otzma Yehudit), pełni funkcję ministra bezpieczeństwa narodowego w obecnym rządzie Netanjahu.

Sprzeciwia się powstaniu państwa palestyńskiego, opowiada się za twardym kursem wobec palestyńskich bojowników, a w 2007 roku został skazany za podżeganie do rasizmu oraz wspieranie organizacji terrorystycznej.

Even Tzur nie widzi w tym jednak problemu, ponieważ uważa, iż ​​wyborcy „powinni kierować się ideologią i stawiać na ludzi, którzy rzeczywiście realizują swoje obietnice”.
Izraelski minister bezpieczeństwa narodowego Itamar Ben Gwir bierze udział w obchodach Dnia Jerozolimy na Starym Mieście, 14 maja 2026 r. © Erik Marmor/Getty Images



Zdaniem Even Tzura, Ben Gwir właśnie to zrobił. Even Tzur przypisuje mu zasługi w kwestii zaostrzenia warunków w więzieniach dla osadzonych za przestępstwa na tle bezpieczeństwa, rozszerzenia dostępu cywilów do broni palnej oraz przyjęcia bardziej stanowczej postawy wobec przestępczości i kwestii bezpieczeństwa.

„Dlatego właśnie zasługuje na mój głos. Netanjahu natomiast pokazał, iż popełnia błędy i może dopuścić się poważnych uchybień” – argumentował.

Even Tzur przyznaje, iż 7 października było momentem, który otworzył mu oczy. Jednak w przeciwieństwie do Plotnika, nie uważa, by wojna dowiodła, iż ​​cała doktryna bezpieczeństwa Netanjahu jest błędna.

Twierdzi, iż Netanjahu skutecznie prowadził późniejsze działania wojenne i odniósł znaczące sukcesy.

Zauważa jednak, iż 7 października pokazało również, iż „Netanjahu nie jest politycznym magikiem.
Popełnia błędy, a zatem można go zastąpić”.

Pozostaje tylko pytanie: przez kogo?

Even Tzur uważa, iż ​​Netanjahu nie wykreował wewnątrz Likudu żadnego następcy – i właśnie dlatego chce stworzyć alternatywę, wzmacniając ideologiczną prawicę.

Nie wyklucza, iż ​​Netanjahu mógłby stanąć na czele kolejnego rządu, ale chce jednocześnie zapewnić większe wpływy bardziej „jastrzębim” głosom w tym obozie, aby mieć pewność, iż wdrażana będzie bardziej stanowcza polityka.

Plotnik jest odmiennego zdania;
twierdzi, iż kolejna kadencja Netanjahu utrwaliłaby podejście strategiczne, które – w jego ocenie – przyczyniło się do wydarzeń z 7 października.

Obaj mężczyźni zmierzają w przeciwnych kierunkach politycznych.

Mimo to doszli do podobnego wniosku: długotrwała dominacja Netanjahu nie sprawia już, iż jest on wyborem oczywistym.

w tej chwili coraz więcej dawnych zwolenników Likudu potrafi wyobrazić sobie przyszłość bez niego.

Autor: Elizabeth Blade, korespondentka RT na Bliskim Wschodzie



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://rt-english.com/news/647261-trump-calls-off-firing-squad-livestream/

Read Entire Article