Ostatnie sondaże są bezlitosne zarówno dla Szymona Hołowni, jak i jego partii „Polska 2050 Szymona Hołowni”. Potrzeba więcej niż cudu, żeby Hołownia w pierwszej turze wyborów prezydenckich przekroczył 10%, a każdy wynik poniżej 10% będzie katastrofą. Lider partii własnego imienia chyba zdaje sobie sprawę z nieuchronnej porażki, bo jego deklaracja, iż nie zostanie wicepremierem Polski, jeżeli nie pokona Sławomira Mentzena, przypomina słynną podróż żydowskiego krawca do Radomia.
Gdy polityk jest pewien swego albo chociaż składa poważne obietnice, to gwarancje opiera na najbardziej oczywistych fundamentach. Oznacza to tyle, iż Szymon Hołownia za swoją porażkę powinien zapłacić rzeczywistą cenę, którą jest pożegnanie się ze stanowiskiem szefa partii, zamiast rezygnować z czegoś, co niekoniecznie było mu pisane. I ten brak powagi składa się na pełną skalę spadku popularności polityka „Trzeciej Drogi”. Szymon Hołownia jeszcze rok temu brylował tak mocno, iż przyćmiewał samego Donalda Tuska. Sejm zamienił się w drugi TVN i choćby w kinie były pokazywane obrady. Tysiące słów, w tym dowcipów i ripost, podało z ust „marszałka rotacyjnego”, a mało wyrobiona publika biła brawa na stojąco.
W tamtym czasie naiwnym wydawało się, iż tego króla balu nic nie zmiecie ze sceny, ale doświadczeni uczestnicy życia publicznego w Polsce wiedzieli jak to się skończy i dokładnie tak się skończyło. Nie da się w nieskończoność być zabawnym, błyskotliwym i kochanym przez tłumy. Wcześniej, czy później wszystko i wszyscy się zużywają, a ponieważ Szymon Hołownia od zawsze był bardziej irytujący i bełkotliwy, niż porywający, to jego podróż od bohatera do zera trwała krótko. Oczywiście można bronić pana Szymona rozmaitymi kontrargumentami, ale jest to syzyfowa praca, która w najmniejszym stopniu nie zmieni faktów i okoliczności.
Doskonałym podsumowaniem upadku Szymona Hołowni jest ostatnia mini afera z jego udziałem. Po niesławnym zachowaniu posła Wilka z Konfederacji, rozpoczęła się dyskusja na temat picia alkoholu w Sejmie. Jako jeden z pierwszych głos zabrał Marszałek Sejmu, co samo w sobie nie jest dziwne, natomiast bardzo dziwne było argumentowanie. Szymon Hołownia miał opowiadać, iż podczas obrad wyczuł woń alkohol wydobywającą się z ust posła Mariusza Goska i tę opowieść publicznie powtórzyła Aleksandra Leo z „Polski 2050”, co niemal zaprowadziło ją przed oblicze wymiaru sprawiedliwości.
Panie Pośle, właśnie przeczytałam Pana posta. Nie wiedziałam, iż brzydzi się Pan alkoholem i jest sportowcem. Brawo!
Najwyraźniej źle odczytałam Pana ostatnie osobliwe zachowanie. W końcu wchodzenie za stół prezydialny w czasie obrad Sejmu i przerywanie Marszałkowi w trakcie…
— Aleksandra Leo (@AleksandraLeo) February 22, 2025
Szymon Hołownia w ponad rok zaliczył dziesiątki takich i jeszcze większych wpadek: likwidowanie i ponowne ustawianie barierek przed Sejmem, nie wpuszczanie posłów do „otwartego Sejmu”, „wdeptywanie Putina w ziemię”, wysyłanie żony na front, żałosne tłumaczenie w sprawie Collegium Humanum, czy miotanie się w sprawie CPK. Przy tym wszystkim pan Hołownia nieustannie produkuje słowa i napawa się nimi, co jest wyjątkowo irytujące dla większości odbiorców. Mało kto przepada za zakochanymi w sobie wodzirejami i chociaż polityka bardzo często przypomina tandetne medialne przedstawienie, to jednak jest zupełnie inną dziedziną niż medialne produkcje. Szymon Hołownia po prostu się zużył jako showman, a politykiem nie był nigdy i już nie będzie.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!