Marek Jakubiak chce 50-kilometrowej strefy przy granicy. Ostrzega przed wojną

dzienniknarodowy.pl 1 hour ago
Zdjęcie: Marek Jakubiak chce 50-kilometrowej strefy przy granicy. Ostrzega przed wojną


Marek Jakubiak 20 września zaproponował 50-kilometrową strefę zakazu lotów przy wschodniej granicy Polski oraz społeczny system ostrzegania za 5–10 mln zł. Poseł Wolnych Republikanów ocenił w Radiu Wnet, iż rząd buduje atmosferę prowadzącą Polaków ku akceptacji wojny. Stawką jest skuteczna obrona państwa bez politycznego siania paniki.

Strefa zakazu lotów i stałe punkty obserwacyjne

Marek Jakubiak przedstawił w Radiu Wnet własny plan ochrony wschodniej granicy. Chce wyznaczenia pasa o szerokości 50 kilometrów, w którym obowiązywałby zakaz lotów, a każdy obcy obiekt naruszający strefę miałby zostać zestrzelony. Wzdłuż granicy miałyby działać stałe punkty obserwacyjne i stanowiska do zwalczania celów lecących na małej wysokości.

To propozycja skierowana wprost do Ministerstwa Obrony Narodowej. Poseł nie podał jednak szczegółów dotyczących zasięgu pionowego strefy, zasad identyfikacji obiektów ani procedur użycia uzbrojenia. Przy tak poważnej operacji te elementy są konieczne. Polska musi chronić własną przestrzeń powietrzną stanowczo, ale każda decyzja o otwarciu ognia wymaga jasnych reguł i sprawnego rozpoznania.

Parlamentarzysta zaproponował także numer alarmowy działający podobnie do 112. Obywatel, który zobaczy nisko lecący obiekt, miałby przekazać sygnał bezpośrednio do Centrum Dowodzenia Operacji Powietrznych, a zgłoszenie pojawiałoby się na interaktywnej mapie. Jakubiak oszacował koszt takiego rozwiązania na 5–10 mln zł. Tani kanał zgłoszeń może wspierać służby, ale nie zastąpi radarów, rozpoznania wojskowego i wyszkolonych operatorów.

Poseł oskarża rząd o budowanie strachu

Najostrzejsza część wypowiedzi dotyczyła polityki informacyjnej gabinetu Donalda Tuska. Jakubiak ocenił, iż alarmy, syreny i ewakuacje szkół na wschodzie kraju tworzą społeczną psychozę. Stwierdził: „Oni chcą nas wprowadzić do wojny, takie jest moje wrażenie”. To opinia posła, nie potwierdzony fakt. Tak poważny zarzut wymaga dowodów, których w przytoczonej wypowiedzi nie przedstawił.

Rząd ma jednak obowiązek wyjaśniać, dlaczego uruchamia konkretne procedury i jakie zagrożenie wykryły służby. Najnowszy alert RCB na wschodzie Polski został wysłany podczas rosyjskiego ataku na cele na Ukrainie i podniesienia gotowości polskiego lotnictwa. Obywatel powinien dostać rzetelny komunikat: co się dzieje, czego państwo od niego oczekuje i kiedy alarm zostaje odwołany. Strach nie może być narzędziem politycznym, ale lekceważenie rosyjskiego zagrożenia byłoby równie nieodpowiedzialne.

Polska potrzebuje obrony, nie wojennego teatru

Rosja prowadzi wojnę tuż za polską granicą, a ataki na zachodnią część Ukrainy wymuszają reakcję polskich i sojuszniczych sił. Presja na polską przestrzeń powietrzną jest realnym problemem bezpieczeństwa. Państwo musi być gotowe od pierwszej minuty, niezależnie od tego, kto sprawuje władzę.

Nie wolno jednak przedstawiać każdego alarmu jako dowodu na nieuchronny udział Polski w wojnie. Władza ma odpowiadać faktami, a opozycja powinna kontrolować jej decyzje bez podważania samej potrzeby obrony. Polska racja stanu wymaga dwóch rzeczy naraz: twardej ochrony granic i pełnej kontroli politycznej nad każdym krokiem, który mógłby wciągnąć nasz kraj w bezpośrednie starcie. To oznacza inwestycje w obronę powietrzną, przejrzyste procedury oraz uczciwą informację dla Polaków.

Źródło: Do Rzeczy, za Radiem Wnet.

Źródło: Do Rzeczy

Read Entire Article