Janusz Korwin-Mikke opublikował 17 września wpis „Pozdrawiam z Moskwy”, wywołując oburzenie polityków. Data była szczególnie bolesna: tego dnia przypadała 87. rocznica sowieckiej napaści na Polskę. Zdjęcie dołączone do wpisu uznano za wygenerowane przez AI, ale sam polityk potwierdził pobyt w rosyjskiej stolicy.
Moskwa dokładnie 17 września
Janusz Korwin-Mikke zamieścił na platformie X krótkie pozdrowienie z Moskwy w dniu, w którym Polska wspomina ofiary sowieckiej agresji z 1939 roku. Nie był to zwykły termin w kalendarzu. 17 września jest również Dniem Sybiraka, a pamięć o deportacjach, więzieniach i zbrodniach Związku Sowieckiego pozostaje częścią polskiej racji stanu.
Wirtualna Polska podała, powołując się na ustalenia dziennikarza TVN24 Dawida Rydzka, iż fotografia dołączona do wpisu została wygenerowana przez sztuczną inteligencję. To istotne sprostowanie, ale nie zmienia zasadniczego faktu. Korwin-Mikke sam napisał później o wyjeździe do Moskwy i pobycie w tamtejszych placówkach medycznych. Spór nie dotyczy więc wyłącznie obrazka, ale świadomie wybranego miejsca, daty i komunikatu.
Reakcje polityków i ostrzeżenie MSZ
Europosłanka Kamila Gasiuk-Pihowicz określiła publikację jako „plucie na Polskę”. Europoseł Dariusz Joński pytał o zapłatę w rublach, a minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski przypomniał o oficjalnym ostrzeżeniu dla podróżujących. Ministerstwo Spraw Zagranicznych odradza wszelkie podróże do Rosji z powodu wojny na Ukrainie, uznania Polski przez Moskwę za państwo nieprzyjazne i bardzo ograniczonych możliwości pomocy konsularnej.
Oskarżenia o finansowanie pozostają politycznymi komentarzami, a nie ustalonym faktem. Trzeba to powiedzieć jasno. Nie ma jednak obowiązku udawać, iż sam wpis jest niewinną pocztówką. W polityce symbol i data mają znaczenie, zwłaszcza gdy autor od lat zabiera głos w sprawach Rosji. Korwin-Mikke wcześniej przedstawiał rosyjskie osłabianie Ukrainy jako korzystne dla Polski, choć takie rozumowanie ignoruje rosnącą siłę agresora przy naszej granicy.
Realizm narodowy nie oznacza pobłażania Kremlowi
Polska prawica ma obowiązek patrzeć na politykę zagraniczną chłodno. Właśnie dlatego nie może mylić realizmu z pozą, która daje Moskwie łatwy materiał propagandowy. Rosja prowadzi wojnę na Ukrainie, uderza w infrastrukturę blisko polskiej granicy i próbuje podważać pamięć o własnych zbrodniach. Dzień wcześniej rosyjskie zagrożenie uruchomiło w Polsce procedury alarmowe.
17 września Moskwa ponownie próbowała narzucić swoją wersję historii. Rosyjskie MSZ negowało charakter sowieckiej agresji na Polskę. W takim otoczeniu publiczne „pozdrowienia z Moskwy” polskiego polityka nie są demonstracją niezależności. Rozmywają granicę między suwerenną oceną sytuacji a lekceważeniem narodowej pamięci.
Nie trzeba powtarzać narracji rządu ani przyjmować bezkrytycznie każdego stanowiska Brukseli, aby rozumieć podstawową hierarchię lojalności. Polski polityk powinien zaczynać od interesu własnego państwa. Pamięć o 17 września jest częścią tego interesu, bo uczy, czym kończy się naiwność wobec imperialnej Rosji.
Stawka dla Polski
Prowokacja daje chwilowy rozgłos jej autorowi, ale rachunek płaci debata publiczna. Polacy potrzebują poważnej rozmowy o obronie granic, odporności państwa i warunkach pokoju na Ukrainie. Zamiast tego dostają gest, który przesuwa uwagę z rosyjskiego zagrożenia na osobisty spektakl jednego polityka.
Wolność słowa obejmuje prawo do publikowania nierozsądnych treści. Nie chroni jednak przed rzeczową oceną. Narodowy realizm wymaga pamięci, dyscypliny i rozpoznania przeciwnika. Kto 17 września szuka poklasku w Moskwie, ten nie wzmacnia polskiej suwerenności. Osłabia powagę sprawy, od której zależy nasze bezpieczeństwo.
Źródło: Interia Wydarzenia, Wirtualna Polska, wPolityce.pl
Źródło: Interia Wydarzenia

















