
Ja bronię twardej własności, choćby dużych, dziedzicznych ordynacji jako coś w pełni zgodnego z libertariańskim porządkiem. I nie ma sprzeczności w tym, iż uważam, iż wszystkie te tytuły są splamione grabieżą sprzed setek lat.
Tę pozorną sprzeczność rozwiązuje prawo zasiedzenia, które istnieje, jest słuszne i libertarianie go nie podważają. Jak ktoś wystarczająco długo włada ziemią, a poprzedni właściciel nie próbuje jej aktywnie odzyskać, to nabywa do nie prawa, choćby gdy wszedł na nią nielegalnie czy z nadania bandyty.
Więc legalnym, pełnoprawnym, moralnym właścicielem ziemi jest każdy, kto na niej długo gospodaruje, choćby jeżeli nadał ją mu jakiś bandyta, czy to Bierut, Stalin, Hitler czy Mieszko — i to źródło nabycia w żaden sposób nie różnicują właścicieli moralnie. Moralnie różnicują tylko ich własne czyny — np. służba u któregoś z tych bandytów.
Grzegorz GPS Świderski
]]>Twitter.com/gps65]]>
]]>t.me/KanalBlogeraGPS]]>
















