Cesarz Trump
Jesteśmy bliżej, niż myślisz
Matt Smith @ Inwestycje kryzysowe
Jeśli zwracałeś uwagę na powolny chaos, jakim jest współczesna amerykańska polityka, idea Ameryki jako imperium, a nie republiki, od lat jest boleśnie oczywista. Przez długi czas trwał skoordynowany wysiłek, cała zabawa, by utrzymać fikcję, iż rząd USA wciąż jest uroczą instytucją "przez i dla Amerykanów". Ale bądźmy szczerzy — ten statek nie tylko odpłynął, ale został przebudowany na pancernik i w tej chwili robi pączki na Karaibach.
Kiedy maska naprawdę zaczęła się zsuwać? Czy było to przy Patriot Act i późniejszej "Wojnie z Terroryzmem", kiedy wolności obywatelskie zostały wrzucone na ognisko przy melodii "God Bless America"? A może to było podczas globalnego kryzysu finansowego, gdy Wall Street otrzymała wielobilionową pomoc ratunkową, a Main Street zawiadomienie o zajęciu nieruchomości? A może histeria związana z COVID była ostatnią kroplą, masterclassem, jak wykorzystać zdrowie publiczne jako broń do tłumienia małych firm, uciszania sprzeciwu i zatruwania społeczeństwa. I nie zapominajmy o "wielkiej inwazji migrantów", logistycznym cudzie handlu ludźmi finansowanym przez rząd, który ma chronić jego granice.
Jeśli którykolwiek z tych momentów pozostawił cień wątpliwości, drugi akt administracji Trumpa powinien był roztrzaskać go na milion kawałków. W ruchu, który dla niektórych był odświeżający, a dla innych przerażający, Trump zrezygnował z uprzejmości i z otwartymi ramionami przyjął rolę cesarza.
Rozpoczął wszystko od wydania rekordowych 225 rozporządzeń wykonawczych tylko w 2025 roku, co jest oszałamiającym pokazem jednostronnej władzy, który sprawia, iż jego pierwsza kadencja wygląda jak wzór współpracy kongresowej. Dla porównania, pierwszych 25 prezydentów USA wydało łącznie zaledwie 1 262 rozporządzenia wykonawcze na przestrzeni około 112 lat. Trump w ciągu jednego roku jest już w jednej piątej drogi do końca. To nie jest tylko prezydent pokazujący swoją siłę wykonawczą; to fundamentalna zmiana relacji między rządem amerykańskim a jego obywatelami, na skalę niespotykaną od czasów Franklina D. Roosevelta. Podobnie jak FDR, który wykorzystał kryzysy Wielkiego Kryzysu i II wojny światowej, by trwale rozszerzyć władzę wykonawczą, Trump wykorzystuje postrzegane kryzysy naszych czasów, by stworzyć nowe, bardziej autorytarne państwo amerykańskie. Nałożył ogromne cła, co jest w praktyce największą podwyżką podatków w nowożytnej historii, i zbombardował rekordowe siedem zagranicznych państw w ciągu jednego roku. "Pokój przez siłę" czy po prostu bardzo agresywną kampanię marketingową dla kompleksu wojskowo-przemysłowego?
Imperialny Bumerang
Prawdziwym szczytem był jednak 3 stycznia 2026 roku, podczas operacji Absolute Resolve. W ruchu prosto wyjętym z powieści Toma Clancy'ego, siły amerykańskie szturmowały Caracas i pojmały prezydenta Wenezueli, Nicolása Maduro. Trump, ze swoją charakterystyczną subtelnością, ogłosił, iż USA będą "rządzić" Wenezuelą przez najbliższą przyszłość, planując sprzedaż swoich rezerw ropy temu, kto zaoferuje najwięcej. Zapytany przez The New York Times, czy istnieją jakieś ograniczenia jego władzy na arenie międzynarodowej, odpowiedź Trumpa była mistrzowską lekcją imperialnej pychy:
"Tak, jest jedna rzecz: moja własna moralność, mój własny umysł. To jedyna rzecz, która może mnie powstrzymać. Nie potrzebuję prawa międzynarodowego. Nie chcę nikomu zrobić krzywdy."
A żeby sfinansować tę globalną przygodę? Proponowana podwyżka budżetu obronnego o 500 miliardów dolarów, co dałoby łącznie 1,5 biliona dolarów. Bo nic nie mówi "jesteśmy pokojową republiką" tak jak budżet wojskowy, który mógłby sfinansować małą planetę.
Oczywiście, żadne imperium nie jest kompletne bez odrobiny chleba i zabaw dla ludzi w domu. Aby zadowolić masy, Trump nakazał Fannie Mae i Freddie Mac zakup papierów wartościowych zabezpieczonych hipotekami do 200 miliardów dolarów, ograniczył oprocentowanie kart kredytowych i zaproponował pomysł czeków stymulacyjnych z taryf o wartości 2 000 dolarów. To klasyczny imperialny podręcznik: utrzymać mieszkańców w łagodze, oferując im wystarczająco dużo przygód, by odciągnąć ich uwagę od faktu, iż ich republika jest likwidowana cegła po cegle.
Ale pięść imperium jest najbardziej odczuwalna w domu. Historyczny wzorzec jest wyraźny: imperia ekspansyjne i bezwzględne wobec obcych wrogów konsekwentnie zwracają się przeciwko własnej ludności. Uczeni nazywają to "imperialnym bumerangiem" — represyjne techniki opracowane w celu kontroli terytoriów kolonialnych nieuchronnie wracają do ojczyzn i są stosowane przeciwko własnym obywatelom. Infrastruktura nadzoru, zatrzymań i przymusu doskonalona za granicą nie znika; Jest przekierowywane do wewnątrz. USA nie są wyjątkiem. Techniki nadzoru i integracji danych opracowane dla zagranicznych działań kontrpartyzanckich są w tej chwili wdrażane w kraju. To imperialny bumerang w jego współczesnej formie, składający się z trzech kluczowych elementów.
Pierwszą jest cyfrowa sieć sterująca, "cyfrowy panoptikon", gdzie rząd może obserwować życie milionów Amerykanów z niespotykaną dotąd szczegółowością. Administracja Trumpa stosuje "wtórne nadużycia danych", gdzie informacje przekazywane jednej agencji są wykorzystywane przez inną bez zgody, oraz "centralizację danych", konsolidując dane z różnych agencji i wzmacniając je przez dostępne komercyjnie dane w ogromne bazy danych. Drugim jest Real ID, który stał się obowiązkowy dla krajowych lotów 7 maja 2025 roku. To coś więcej niż ustandaryzowany identyfikator; To ogólnokrajowa karta nadzoru, która łączy się ze scentralizowanymi bazami danych, ułatwiając śledzenie i monitoring. Trzecim jest Palantir Technologies, silnik integracji danych, który umożliwia to wszystko. Z ponad miliardem dolarów w kontraktach federalnych od czasu objęcia urzędu przez Trumpa, oprogramowanie Palantir "Foundry" jest wdrażane w agencjach federalnych, aby łączyć dane ze służb zdrowotnych, edukacyjnych, organów ścigania, imigracji i systemów finansowych w kompleksowe profile obywateli amerykańskich.
To prowadzi nas do najbardziej widocznego przejawu imperialnego bumerangu: przekształcenia ICE w narodową policję. W 2025 roku ICE przeszło historyczny wzrost liczby pracowników o 120%, zatrudniając 12 000 nowych funkcjonariuszy w ciągu roku. Aby przyciągnąć rekrutów do tej nowej armii, administracja zaoferowała premie za podpisanie w wysokości 50 000 dolarów i zrezygnowała z wymagań dotyczących wieku i wykształcenia, wszystko to napędzane medialną kampanią medialną o wartości 100 milionów dolarów "wojennej rekrutacji".

Paradoks polega na tym, iż mimo tego ogromnego nagromadzenia, liczby deportacji Trumpa wciąż pozostają w tyle za Obamą. W trakcie swojej pierwszej kadencji Trump deportował mniej niż 932 000 osób, co daje średnio około 233 000 rocznie. Dla porównania, administracja Obamy, kierowana przez tzw. "Naczelnego Deportera", usunął ponad 3,1 miliona osób w ciągu ośmiu lat, co daje średnio prawie 388 000 rocznie. choćby przy przyspieszeniu tempa w drugiej kadencji, gdy DHS deklaruje ponad 605 000 deportacji do grudnia 2025 roku, po 5 latach urzędowania Trump ma jeszcze długą drogę, by dogonić Obamę.
Trzeba przyznać, iż trzeba coś zrobić, by deportować przestępców, którzy przekroczyli granicę podczas inwazji Bidena. Ale warto zapytać — czy odpowiedź jest działaniem ICE na ulicy? Czy to działa i jakim kosztem? Czy możliwe, iż ta rozszerzona siła służy innemu motywowi niż tylko deportacja najeźdźców?
Być może ta nowa formacja nie polega tylko na łapaniu nieudokumentowanych imigrantów; Chodzi o zbudowanie federalnej policji specjalizującej się w "chwytaniu i pakowaniu do worków". jeżeli tak jest, to jak długo minie, zanim my, Amerykanie bez akcentu, z tradycją, staniemy się celem służby ochrony typu "porwanie i torby"?
Wyobraź sobie, gdyby Biden miał do dyspozycji takie narzędzie.
Budowanie maszyny
W każdym razie przygotowanie jest złe. Te same dobrze finansowane lewicowe zespoły, które przyniosły nam BLM, Antfa i Defund the Police — które zorganizowały chaos "Lata Miłości", najdroższego wydarzenia zamieszek obywatelskich w historii amerykańskiego ubezpieczeniowego i zakończonego 25 śmierciami, stoją dziś na miejscu, stojąc w bezpośrednim opozycji do ICE.
Zamaskowane, agresywne i konfrontacyjne taktyki "Operacji Metro Surge" ICE już doprowadziły do starć uzbrojonych agentów federalnych z protestującymi w miastach w całym kraju. To już doprowadziło do śmierci Renee Nicole Good, lewicowej aktywistki zastrzelonej przez agenta ICE w Minneapolis, którą sekretarz DHS natychmiast nazwał "terrorystką krajową".
Obecnie łatwo jest nałożyć określenie terrorysty. Jestem na tyle stary, by pamiętać, jak terroryści byli naprawdę niebezpiecznymi ludźmi, którzy palili ludzi w klatkach i ścinali głowy. Dziś etykieta odnosi się do facetów na łodzi, Maduro, a teraz do prawdopodobnie chorej psychicznie matki trójki dzieci, która wyraźnie popełniła kilka błędów, w tym wrzucenie auta na bieg i depnięcie gazu. Głupie, tak. Przestępca, jasne. Ale terrorysta domowy?
ICE wydaje się skazane (jeśli nie zaprojektowane) do siły przeciwstawić się lewicowym agitatorom ulicznym i wywołać eskalację; coś, co skłoniłoby Trumpa do powołania się na Insurrection Act. Po zakończeniu działania Trump mógłby wysłać czynne wojsko do USA, federalizować jednostki Gwardii Narodowej z dowolnego stanu — podporządkować je federalnemu dowództwu i utrzymywać nieograniczone rozmieszczenie bez nadzoru kongresu czy ograniczeń czasowych. Nie wspominając o tym, iż te jednostki wojskowe zyskują uprawnienia do egzekwowania prawa, w tym prawo do zatrzymania bez należytego procesu.
Jeśli Trump powoła się na Ustawę o Powstaniu, jedyne realne ograniczenia jego władzy wewnętrznej będą równe tym, które ma na arenie międzynarodowej. "Jego moralność. Własnym umysłem."
Imperium jest tutaj
Trump po raz trzeci wygłosi przemówienie inauguracyjne na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos. To nie jest konfrontacja; To koronacja. W swoim pierwszym wystąpieniu w 2018 roku pojawił się jako rzekomy populistyczny disruptor, ale odszedł jako uznany pragmatyk, skutecznie zdobywając globalną elitę obietnicami obniżek podatków i deregulacji. Do swojego drugiego wystąpienia w 2025 roku zrezygnował z handlu i wydawał bezpośrednie polecenia dotyczące wszystkiego, od cen ropy po stopy procentowe. Teraz, w 2026 roku, powraca wraz z przyjacielem Larrym Finkiem jako tymczasowy współprzewodniczący WEF, kończąc swoją przemianę z outsidera, który obiecał osuszyć bagno, do cesarza, który teraz nim dowodzi. Człowiek, który zrobił karierę na wyśmiewaniu globalnej elity, stanie teraz przed nimi nie jako prezydent, ale jako prezes globalnego imperium, sprawujący nieograniczoną władzę.
Imperium jest tutaj i choćby nie próbuje się już ukrywać. Musimy teraz uznać, iż Ameryka zmieniła się w fundamentalny sposób, a konsekwencje są ogromne. Jak długo minie, zanim imperialne ambicje, które przejęły Wenezuelę, zwrócą uwagę na ogromne zasoby Grenlandii i Kanady lub zdecydują się "ustabilizować" Kolumbię lub Nikaraguę? A jakie działania w kraju — takie, których jeszcze nie potrafimy sobie wyobrazić — będą usprawiedliwione przez tę nową rzeczywistość? Te zmiany nie są teoretyczne. Nadchodzą. Pozostaje tylko pytanie, co jesteśmy gotowi z tym zrobić.
Pozdrów,
Matt Smith
____
https://www.crisisinvesting.com/p/emperor-trump


















