
W amerykańskim życiu publicznym narasta napięcie, które coraz częściej przebija się także do środowisk religijnych. Chrześcijańscy liderzy w USA mówią dziś wprost: to nie jest zwykły spór polityczny, ale kryzys moralny, w którym władza wykorzystuje strach jako narzędzie. Najbardziej widoczne jest to w działaniach ICE – służby imigracyjnej, której metody od lat budzą kontrowersje.
W wielu stanach dochodziło do sytuacji, które wstrząsnęły lokalnymi wspólnotami: – naloty na kościelne punkty pomocy, gdzie imigranci przychodzili po jedzenie lub wsparcie duchowe; – zatrzymania rodziców odprowadzających dzieci do szkoły, co wywoływało panikę w całych dzielnicach; – obecność uzbrojonych funkcjonariuszy podczas nabożeństw, co wielu wiernych odebrało jako próbę zastraszenia; – interwencje w ośrodkach parafialnych, gdzie prowadzono zajęcia dla dzieci lub seniorów.
Dla wielu duchownych to moment graniczny. Zaczynają mówić jednym głosem: chrześcijaństwo nie może być narzędziem politycznym, a milczenie wobec niesprawiedliwości staje się współudziałem. Dlatego coraz więcej liderów Kościołów apeluje o odwagę, solidarność i sprzeciw wobec działań, które uderzają w najsłabszych.
To nie jest tylko debata o polityce imigracyjnej. To pytanie o to, jaką rolę ma pełnić wiara w społeczeństwie, które coraz częściej staje przed wyborem między wygodnym milczeniem a moralną odpowiedzialnością.
















