Chrzanowski: Fałszerze historii Polskiej Kroniki Filmowej

myslpolska.info 5 hours ago
„Fakt” (3-4 października 2026 r.) zamieścił artykuł pod sfałszowanym tytułem „Polska Kronika Propagandowa” a w nadtytule dodał „W PRL musieli to oglądać wszyscy”. Tekst jest tak prostacki i nędzny, iż nie powinienem się nim zajmować. Autor pisze: „Rodowód kronika ma sowiecki. Zaczęło się na początku 1944 r. w Sielcach na Oką.”
Pierwsze wydanie Polskiej Kroniki Filmowej pojawiło się na ekranie 1 grudnia 1944 roku w Lublinie. Przez cały czas istnienia PRL widzowie oglądali PKF dobrowolnie, nikt ich do kin knutem nie zapędzał. W Polsce przetransponowanej na „demokratyczną” uznano, iż Polska Kronika Filmowa była „tubą komunistycznego sukcesu.” Od 1 lipca 1969 roku do 13 grudnia 1981 roku zapisywałem ten sukces na taśmie filmowej i o przebaczenie nie proszę. Cieszyłem się, gdy powstawały nowe zakłady pracy, szpitale, szkoły. Pokazywałem, jak wypoczywają górnicy, hutnicy, kolejarze, pracownicy różnych zawodów w domach wczasowych prowadzonych przez ich zakłady pracy. Pokazywałem szkoły, w których lekarze i pielęgniarki dbały o zdrowie uczniów, sam w czasie studiów korzystałem ze szpitala dla studentów. Cieszyły mnie polskie traktory na polach Pendżabu i montownia Ursusów w New Delhi. Pokazywałem polskie inwestycje w Syrii, Iraku i w ZSRR. PKF utrwaliła na taśmie wodowanie „Sołdka” pierwszego statku zbudowanego w polskiej stoczni, za moich czasów pokazaliśmy ostatni rejs rudowęglowca. Teraz różni doktorzy nauk zbytecznych i niektórzy autorzy prac magisterskich krytykują za to Polską Kronikę Filmową.

Dziwne, iż nie dostrzegają kronik, w których pokazywaliśmy życie codzienne Polaków, krytykowaliśmy złe zjawiska i niedostatki. Polska Kornika Filmowa broniła Jacka Karpińskiego, elektronika hodującego świnie. Krytykowała zakłady „Diora” za produkcję bubli. Pokazała nędzę szkoły wiejskiej w powiecie limanowskim. Tematy krytyczne zamieszczane w PKF doprowadzały do furii premiera Piotra Jaroszewicza. Osiemset kronik ukazało się z moim nazwiskiem. W sześciuset wydaniach PKF zamieściliśmy tematy krytyczne, tematy ukazujące trudne życie i niedostatki. Dwukrotnie przeprowadziliśmy badania wśród widzów. Młodzieżowa Agencja Wydawnicza wysłała do kin 3000 bezimiennych pytań. Ponad połowa wróciła do Agencji. Na pytanie czy „Pan (i) lubi PKF? 97 procent widzów odpowiedziało – tak. PKF traktowała bowiem widzów jak partnerów, a nie ciemną masę. Gdy na murach stoczni i wielu polskich miast pojawiły się napisy „Telewizja kłamie” Polską Kronikę Filmową wpuszczano do Stoczni im. Lenina w Gdańsku. W grudniu 1970 roku PKF zapisywała na taśmie wydarzenia w Gdańsku i Szczecinie. W styczniu 1971 roku filmowaliśmy i nagrywaliśmy stoczniowców na Wydziale „K2”. Siły „porządkowe” przerwały nam pracę. Zamknięto nas w budynku dyrekcji stoczni. Po pewnym czasie na placu przed budynkiem dyrekcji tłumnie pojawili się stoczniowcy. „Wypuścić kronikę!” Uwolnili nas. Dostałem w życiu wiele odznaczeń państwowych i społecznych: za zasługi dla zakładów, województw, miast i miasteczek. Drezdenko obdarzyło mnie choćby tytułem honorowego obywatela. Najważniejszą nagrodą dla mnie, dziennikarza Polskiej Kroniki Filmowej, sercu najbliższą było uwolnienie ekipy PKF przez Stoczniowców z łap „sił porządkowych.”
Pozbawieni rozumu i etyki zawodowej, liberalni dziennikarze usiłują za wszelką cenę i prawdopodobnie za wysokie honorarium przedstawić PKF jako tubę komunistycznej propagandy. Nawet nie pisną o kronice „STRAJK” – wydanie 39B/40A/80. Aby ją obejrzeć przed warszawskimi kinami ustawiały się kolejki. Można też sądzić, czytając elaboraty „wolnych dziennikarzy,” iż byliśmy pieszczochami PRL. Nic podobnego. Najgroźniejszym krytykiem PKF był premier Piotr Jaroszewicz. Najżarliwszym Krzysztof Teodor Toeplitz. Oto fragment z jego licznych tekstów: „Ostatnio obejrzałem pod rząd kilka wydań PKF. Jednym z nich było wydanie z okazji Dnia Kobiet. Pierwszą informacją tego wydania była wiadomość o tym, iż 200 wykwalifikowanych włókniarek z Żyrardowa niedługo znajdzie się bez pracy, ponieważ dla obsługiwanych przez nie nowoczesnych maszyn zabrakło surowca…” Felietonista poddał krytyce następne tematy, po czym stwierdził: „…jedyną rozsądną reakcją po obejrzeniu tej Kroniki może być tylko kompletne upicie się, bez względu na aktualną cenę alkoholu, lub wyrżnięcie w zęby kogokolwiek…”
„Fakt” wydrukował tekst podpisany literkami „CP”, jest to w zasadzie anonim. Dla mnie anonim to tchórzostwa i oszustwa synonim.

Mirosław Chrzanowski

Autor był redaktorem naczelnym „Polskiej Kroniki Filmowej” w latach 1973–1981.

Read Entire Article