Z zachowaniem niezbędnych proporcji i z pominięciem bezpośrednich analogii, sztab na Nowogrodzkiej zaczyna przypominać bunkier Hitlera, ale parodystycznej wersji internatowej, których nawiasem mówiąc jest mnóstwo. Po serii bezskutecznych zakazów i nakazów, prezes Jarosław Kaczyński najpierw skierował trójkę członków PiS do komisji etyki, z Mateuszem Morawieckim na czele, a potem dokonał „wnikliwej analizy materiału” i do tej trójki dołączył Patryk Jaki. Znamienną ciekawostką jest fakt, iż kolejny raz upiekło się Jackowi Kurskiemu, chociaż akurat on jest jednym z większych balastów dla PiS.
W cieniu tych dyscyplinarnych porządków, które są raczej grą pozorów i wyrazem bezsilności, pojawiają się „przełomowe” zapowiedzi. W pierwszej kolejności Jarosław Kaczyński ogłosił, iż wybrał już kandydata na premiera, co przy 25 proc. poparciu i to w tych optymistycznych sondażach, brzmi groteskowo, ale jeszcze bardziej żałośnie przedstawia się wyłanianie kandydata. Premier miał być Zbigniew Bogucki, ale po pierwsze nikt go o zdanie nie pytał, po drugie Bogucki zapowiedział, iż nie zostawi Kancelarii Prezydenta, po trzecie prezydent Karol Nawrocki stanowczo zaprotestował przeciw takiemu manewrowi. Z tą chwilą zaczęły się typowe dla Nowogrodzkiej chaotyczne ruchy w poszukiwaniu planu kandydata B. Problem w tym, iż każda kandydatura z pierwszego szeregu PiS wywoływała ostre protesty poszczególnych frakcji. W efekcie prezes Kaczyński miał sięgnąć po samorządowców, a ściślej po prezydentów miast: Stalowej Woli, Otwocka i Chełma.
Pytanie, czy którykolwiek z prezydentów wie o planach Jarosława Kaczyńskiego pozostaje otwarte i być może za chwilę będzie nieaktualne, bo akcja bardzo przyśpiesza. Przed wyborem „technicznego premiera”, lider PiS obwieścił, iż partia idzie po zwycięstwo:
Receptą na zwycięstwo jest jedność, a wszelkie próby jej podważania to realizowanie scenariusza obecnej koalicji rządzącej.
Pokazaliśmy, iż działając wspólnie, potrafimy zwyciężać.
Przed nami wytężony czas pracy i przygotowania do adekwatnej kampanii parlamentarnej.
Marsz…
— Jarosław Kaczyński (@OficjalnyJK) February 28, 2026
Wpis Jarosława Kaczyńskiego lub raczej Radosława Fogla zebrał zaledwie 3000 polubień i ponad 1000 komentarzy, najłagodniej mówiąc mało entuzjastycznych. Marsz po zwycięstwo ma rozpocząć wskazany premier i już należy człowiekowi współczuć, bez względu na to kim będzie. Zaklinanie rzeczywistości i budowanie morale w „bunkrze Hitlera” z całą pewnością nie przyniesie żadnego przełomu, za to może przynieść kolejne tąpnięcie w sondażach. Formuła PiS w tym kształcie personalnym po prostu się wyczerpała i choćby Jarosław Kaczyński odmłodniał o 30 lat, co jest oczywiście niemożliwe, to i tak nie jest w stanie parować tłumów, jak w 2015 i 2019 roku.
Osiem lat rządów doprowadziło do skrajnego zmęczenie materiału i chociaż sondaże zawsze należy traktować z dużym dystansem, to nie wydaje się, aby łączny wynik Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej przewyższający wynik PiS, był przypadkiem. Słowa Jarosława Kaczyńskiego i skostniałego kierownictwa partii, w dodatku skłóconego, docierają jedynie do najbardziej wiernego elektoratu, reszta albo ziewa albo rzuca „wyrazami”. I nic tego stanu rzeczy nie zmieni, bo do przełomu i odbudowy zaufania wśród Polaków potrzeba generalnej zmiany personalnej, począwszy od prezesa Jarosława Kaczyńskiego. 7 marca nie rozpocznie się marsz po zwycięstwo, tylko będziemy mieli kontynuację konduktu żałobnego.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!












![A gdyby śmierci nie było? [o „Trzecim królestwie” Knausgårda]](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2025/07/Szablon-rozmiaru-obrazkow-na-strone-2.png)




