autor: Tyler Durden
Autor: Elwin de Groot, szef strategii makro w Rabobank
Może już się zapiąłeś, ale arktyczny chłód może dziś wymagać od ciebie dodatkowej kamizelki. Prezydent Trump i niektórzy urzędnicy z jego administracji nasilili groźby zajęcia Grenlandii. Najlepiej przez "kupowanie", ale jeżeli trzeba, choćby siłą.
Biały Dom poinformował wczoraj, iż rozważa opcje przejęcia Grenlandii, w tym potencjalne wykorzystanie wojska. Głównym powodem przedstawionym w oświadczeniu jest to, iż uważa to działanie za konieczne do "odstraszenia naszych przeciwników w regionie Arktyki". "Prezydent i jego zespół omawiają szereg opcji realizacji tego ważnego celu polityki zagranicznej, a wykorzystanie amerykańskiego wojska jest zawsze opcją dostępną przez naczelnego dowódcę," poinformował Biały Dom.
Kilku urzędników rządowych próbowało złagodzić ostrość tego ostatniego zdania. Specjalny wysłannik USA na Grenlandię, Jeff Landry, powiedział CNBC, iż Trump nie jest gotów przejąć wyspy, a prezydent "popiera niezależną Grenlandię", podczas gdy Wall Street Journal donosił, iż sekretarz stanu Marco Rubio powiedział ustawodawcom podczas tajnej konferencji w poniedziałek, iż ostatnie groźby administracji wobec Grenlandii nie sygnalizują nadchodzącej inwazji i iż celem jest wykupienie wyspy od Danii.
Tymczasem Demokraci z Senatu USA zapowiedzieli, iż zamierzają wprowadzić rezolucję uniemożliwiającą Trumpowi inwazję na Grenlandię. USA przedstawiły swoje działania w Wenezueli jako poparcie dla "aresztowania" Maduro, co – jak twierdzą – dało prezydentowi większą swobodę. Ale sprawa Grenlandii może nie być łatwa do zakwalifikowania się do tej kategorii.
Mimo to zagrożenie pozostaje teraz szeroko otwarte na stole. I jest jasne, iż grozi to dużym rozłamem między USA a ich sojusznikami. Na początku tego tygodnia premier Danii Mette Frederikson już ostrzegła, iż choć traktuje groźby administracji Trumpa poważnie, "wszystko się zatrzymuje, włącznie z NATO, a tym samym bezpieczeństwem ustanowionym od zakończenia II wojny światowej", jeżeli USA zdecydują się zaatakować kolejny kraj NATO.
Co ciekawe, USA od dawna zaniedbywają swoją obecność wojskową na Grenlandii. Od 1951 roku posiada umowę obronną z Danią, ustanawiającą na wyspie działalność bazy lotniczej Pituffik (Thule). W czasie zimnej wojny stacjonowało tam do 6 000 amerykańskich żołnierzy w kilku obozach; Dziś ta obecność dramatycznie zmniejszyła się do około 150 żołnierzy. W czerwcu ubiegłego roku duński parlament rozszerzył dostęp USA do wyspy poprzez Umowę o Współpracy Obronnej (DCA) z 2023 roku, dając jej szerokie prawa do obsługi personelu stacji, magazynowania sprzętu, prowadzenia konserwacji i ćwiczeń oraz jurysdykcji nad wojskami amerykańskimi.
Odniesienie do tych istniejących porozumień było również kluczowym elementem (dość nietypowego) wspólnego oświadczenia przywódców Francji, Niemiec, Włoch, Polski, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i Danii wczoraj. Zauważa ona, iż "bezpieczeństwo arktyczne pozostaje kluczowym priorytetem Europy i jest najważniejsze dla bezpieczeństwa międzynarodowego i transatlantyckiego. NATO jasno dało do zrozumienia, iż region Arktyki jest priorytetem, a europejscy sojusznicy podejmują działania. My i wielu innych sojuszników zwiększyliśmy naszą obecność, działania i inwestycje, aby chronić Arktykę i odstraszać przeciwników. Królestwo Danii – w tym Grenlandia – jest częścią NATO." Oświadczenie podkreśla jedność NATO i wspólne bezpieczeństwo na Arktyce oraz znaczenie przestrzegania zasad ONZ: suwerenności, integralności terytorialnej i nienaruszalności granic. Ogłoszono również, iż przyszłość Grenlandii należy do decyzji jej mieszkańców i Danii.
To, jak sytuacja i działania dyplomatyczne wokół Grenlandii będą się rozwijać w nadchodzących tygodniach, może również wpłynąć na ten inny – i znacznie bardziej pilny – dossier, czyli Ukrainę. W tej sprawie wczoraj pojawiły się choćby pozytywne wieści. Po spotkaniu w Paryżu z Zełenskym i europejskimi przywódcami z "koalicji chętnych", specjalny wysłannik USA Steve Witkoff powiedział, iż poczyniono "znaczące postępy" w ramach gwarancji bezpieczeństwa.
Dzięki Deklaracji Paryskiej – Solidne Gwarancje Bezpieczeństwa dla Solidnego i Trwałego Pokoju na Ukrainie, europejscy przywódcy wyraźnie chcieli zaprezentować rzadką jedność euroatlantycką. Oświadczenie sugeruje między innymi, iż USA poparłyby mechanizm monitorowania i weryfikacji zawieszenia broni pod przewodnictwem USA oraz iż będą wiążące zobowiązania wspierające Ukrainę w przypadku przyszłego zbrojnego ataku Rosji. jeżeli zostanie zatwierdzona przez Waszyngton, będzie to znaczący krok naprzód, choć wiele szczegółów wciąż wymaga doprecyzowania. Nie jest też jasne, jak to wpłynie na Rosję i – jeżeli Rosja odrzuci plan – jak zareagują sojusznicy, a szczególnie USA.
Jak dotąd rynki pozostawały w dużej mierze niewzruszone pomimo geopolitycznych osuwisk, które miały miejsce w ostatnich tygodniach. S&P 500 osiągnął wczoraj nowy rekordowy poziom, podobnie jak indeks Eurostoxx 600. Podczas gdy rentowności obligacji skarbowych wzrosły o 1 do 2 punktów bazowych, rentowności europejskie spadły, ponieważ inwestorzy czerpali inspirację z mieszanych badań PMI oraz stosunkowo łagodnych danych inflacyjnych z regionu. Euro również osłabło względem dolara, a EURUSD spadł poniżej poziomu 1,17.
Grudniowe badania PMI dla Hiszpanii i Włoch wykazały kontrastujące zmiany, przy czym Hiszpania zaskakuje pozytywnie (indeks złożony wzrósł o 0,5 punktu do 55,6), a Włochy negatywnie (indeks złożony spadł o 3,5 punktu do 50,3). Wraz z niewielkimi korektami spadkowymi indeksów PMI we Francji i Niemczech, ogólny przekaz jest taki, iż gospodarka europejska prawdopodobnie weszła w miękkie miejsce pod koniec 2025 roku. Potwierdza to nasze ostrożne spojrzenie na gospodarkę na najbliższe kilka miesięcy.
Tymczasem dane inflacyjne zaskoczyły na dół. Inflacja we Francji spadła o jeden poziom w grudniu, gdy oczekiwano niewielkiego wzrostu. Wartość nagłówka złagodniała do 0,8% z 0,9%, podczas gdy inflacja zharmonizowana złagodziła się z 0,8% na 0,7%. Ten druk ponownie podkreśla, iż Francja pozostaje w niższej lidze, jeżeli chodzi o inflację w Europie. Spadek inflacji przypisywał się głównie wyraźniejszemu spadkowi cen energii, szczególnie ropy naftowej, zauważył INSEE. Inflacja świeżych produktów spożywczych przyspieszyła, podczas gdy spadek cen towarów przemysłowych uległ zmniejszeniu do -0,4% r/r z -0,6%. Inflacja usług utrzymała się na poziomie 2,2% r/r.
W Niemczech spadek inflacji był bardziej wyraźny. Inflacja zharmonizowana za grudzień spadła co najmniej o 0,6 punktu procentowego do 2% (konsensus: 2,2%). Chociaż spadek inflacji żywnościowej i energetycznej miał swój wkład, znaczący spadek inflacji bazowej – w przeciwieństwie do danych francuskich – był kluczowym czynnikiem wpływającym na inflację w Niemczech. Krajowy wskaźnik inflacji bazowej spadł o 0,3 punktu procentowego. Odnotowano zauważalne spadki cen odzieży i rekreacji. Te ostatnie zwykle są aktywne i są dość wrażliwe na zniekształcenia w sezonowych wzorcach (takich jak terminy świąt itp.), więc nie cały spadek inflacji bazowej może się utrzymać w nadchodzącym 2026 roku.
Ogólnie jednak łagodne dane inflacyjne z Niemiec i Francji skierowały uwagę inwestorów na możliwość, iż EBC może przez cały czas obniżyć stopy, jeżeli zarówno gospodarka, jak i inflacja będą się jeszcze bardziej pogarszać w nadchodzących miesiącach. Gołębie ECB ostatnio są stosunkowo ciche, ale takie liczby wystarczają, by podtrzymać pewne spekulacje.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.zerohedge.com/

















