Proszę Państwa. Doszło dzisiaj do wyjątkowego dla naszego tenisa wydarzenia. Hubert Hurkacz zmierzył się w Szanghaju z najlepszym tenisistą w historii tej dyscypliny sportu, Serbem Novakiem Djokovicem.
Sam ten fakt nie jest może aż tak niezwykły, bo nasz zawodnik krzyżował już z Serbem wcześniej w karierze rakiety ośmiokrotnie. Tyle, iż HuHu, po ośmiu falstartach, wreszcie tę rywalizację wygrał. 39-letni Djokovic nie jest już, co prawda, od pewnego czasu numerem jeden na świecie (aktualnie zajmuje w rankingu ATP pozycję ósmą, ale porażka z Polakiem powoduje, iż po chińskim tysięczniku wypadnie z czołowej 10-tki) i jego porażki zdarzają się częściej niż dwa, siedem czy 15 lat temu, ale znalezienie się w gronie tych, którzy z nim wygrali już jest powodem, iż można po latach siąść przy piecu i wnukom o tym fakcie przez cały wieczór, a może i kilka wieczorów, opowiadać.
Tym bardziej, iż w wypadku Hurkacza taka opowieść byłaby niepełna. HuHu może się bowiem od dzisiaj chwalić tym, iż pokonał w swojej karierze nie tylko najlepszego w historii, ale również pozostałych dwóch, którzy razem z Serbem tworzą tercet najwybitniejszych tenisowych tenorów. Porażkę z Polakiem musieli kiedyś przełknąć zarówno Roger Federer (ćwierćfinał Wimbledonu w roku 2021) jak i Rafael przez cały czas (trzy lata temu w rzymskim tysięczniku). Co ciekawe, wszystkich trzech pokonał na ich ulubionych nawierzchniach. Czyli Djoko na hardzie, Szwajcara na trawie, a Hiszpana na cegle.
TVP SPORT podało, iż takich graczy, którzy mają na rozkładzie całą trójkę najlepszych w historii graczy Ery Open jest, licząc już razem z Polakiem, zaledwie czterech. Oprócz Polaka same wielkie nazwiska. Każdy przynajmniej raz wygrywał Wielkiego Szlema. Mówimy o Szkocie Murrayu, Austriaku Thiemie i Niemcu z rosyjskim rodowodem Zwieriewie.
Rzeczywiście można pozazdrościć naszemu tenisiście towarzystwa. Sama tenisowa śmietanka.
Tak w ramach uzupełnienia. Rywalem Hurkacza w III rundzie będzie 21-letni i 277. w aktualnym rankingu Chińczyk Żu, który właśnie sensacyjnie pokonał Włocha Musettiego. Na Chińczyków, szczególnie gdy grają u siebie, trzeba bardzo uważać. Tym niemniej inny wynik niż zwycięstwo Polka byłby, przynajmniej dla mnie, nie lada sensacją. Może większą niż dzisiejsza wygrana HuHu z Djokovicem. No bo z kim wygrywać jak nie z gościem, który nigdy jeszcze nie był w czołowej dwusetce światowego rankingu? A nie gra w cyklu pierwszy rok. Po ewentualnym wyeliminowaniu Chińczyka czeka na Hurkacza ktoś z dwójki Dawidowicz-Fokina i Tiafoe. Z każdym z nich Polak ma ujemny bilans spotkań, z każdym przegrał trzy ostatnie potyczki. Hiszpanowi (bilans 2:5) uległ niedawno w finale w Pekinie. Z Amerykaninem (bilans 3:5) też ma rachunki do wyrównania. Choćby za tegoroczną potyczkę w Paryżu. Łatwo więc w czwartej rundzie turnieju w Szanghaju nie będzie. Przy czym najpierw trzeba do niej dotrzeć. O kolejnych szczeblach drabinki nie będę szczegółowo pisał, bo wezmę się naprodukuję, a Hurkacz mi zrobi figla, tak jak dzisiaj Iga, i zostanę z tym swoim tekstem jak Himilsbach z tym angielskim. Wspomnę tylko, iż potencjalnym rywalem w ćwierćfinale może być Shelton (byłaby okazja do rewanżu za US Open), a w półfinale Zwieriew. Z nim, wbrew pozorom, Polak ma z wymienionych wyżej zawodników o uznanych nazwiskach, statystyki najlepsze. Choć też jest na minusie (2:3). Rywal finałowy? Proponuję dyskusję na ten temat kiedy to będzie miało sens. Czyli, na przykład, kiedy Hurkacz przejdzie przynajmniej kolejne dwie, a może choćby trzy, rundy.
PS
Ja, generalnie, o męskim tenisie nie piszę. Za nudny, bo za bardzo przewidywalny. Z tym Hubertem to tak na chwilową poprawę nastrojów, jeżeli o czymś takim w ogóle można mówić po kolejnej, piętnastej już w tym roku, porażce Igi Świątek w cyklu turniejów WTA. Porażce, która jeżeli nie pozbawia jej definitywnie szans na awans do WTA Finals, to na pewno powoduje, iż te szanse są, jeżeli żadna z wyprzedzających ją konkurentek nie wycofa się z tych zawodów na przykład z powodu kontuzji, naprawdę bardzo niewielkie.


















