W czerwcu 2014 r. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, podległa Donaldowi Tuskowi, wparowała z impetem do siedziby tygodnika „Wprost”. Na zlecenie prokuratury funkcjonariusze mieli zabezpieczyć materiały dowodowe związane z tak zwaną aferą podsłuchową, czyli knajpiane nagrania znanych polityków PO i powiązanych z nimi biznesmenów, z Janem Kulczykiem na czele. Akcja ABW była relacjonowana na żywo przez dziennikarzy, którzy spontanicznie zebrali się w budynku redakcji „Wprost”, dzięki temu cała Polska mogła zobaczyć, jak Michał Majewski z Sylwestrem Latkowskim własną piersią bronili laptopa z nagraniami przed funkcjonariuszami ABW.
Był to chyba największy skandal w czasie pierwszych rządów Donalda Tuska, w każdym razie ówczesny premier, ze strachu przed dalszymi konsekwencjami, porzucił najwyższy urząd państwowy i uciekł do Brukseli pod spódnicę Angeli Merkel. Znacznie gorzej wszystko zakończyło się dla Michała Majewskiego, prawomocnie skazanego za utrudnianie czynności funkcjonariuszom. O dziwo w tej sprawie środowisko dziennikarskie przez pewien czas było zjednoczone, do tego stopnia, iż Monika Olejnik i Cezary Gmyz mówili jednym głosem podczas słynnej poniedziałkowej konferencji Donalda Tuska, ale nie trwało to długo i wszyscy wrócili do swoich politycznych bunkrów. Wydawało się, iż po takiej akcji, która kosztowała Donalda Tuska nie tylko utratę stanowiska premiera, ale i na osiem lat wyeliminowała go z polskiej polityki, nikt z obecnego obozu władzy nie odważy się na powtórkę.
Stało się inaczej i to bardzo szybko, bo już w tydzień po objęciu władzy, 20 grudnia 2013 roku do TVP wtargnęła ekipa „silnych ludzi” i zajęła wszystkie pomieszczenia, po czym wyłączyła nadajniki, by na końcu postawić telewizję publiczną w stan likwidacji. O ile w przypadku interwencji we „Wprost” istniała wątła podstawa prawna, o tyle napaść na TVP i późniejsze działania to podręcznikowe bezprawie i do tej pory było na samym szczycie bezprawnych działań rządu Donalda Tuska, ale dziś pojawiła się konkurencja. Waldemar Żurek po pierwszych populistycznych zagrywkach zebrał poklask od fanatycznych wyborców KO, jednak teraz musi się zmagać z coraz bardziej głośnymi zarzutami dotyczącymi braku sprawczości.
Przejadło się „Silnym Razem” jedzenie żurku i rąbanie drew, nie mają też większej ochoty na analizowanie statystyk z postępowań prokuratorskich, czym się ratuje minister sprawiedliwości. Lud domaga się krwi i dlatego Waldemar Żurek postanowił przebić włamanie do TVP z czasów Adama Bodnara i prokuratura pod jego kierownictwem włamała się do siedziby Krajowej Rady Sądownictwa, a ściślej…
Wyjaśnię tę sytuację bardzo precyzyjnie, bo mam mało czasu. Jak państwo widzieliście już kiedyś, policja wchodziła do budynku, w którym mieści się siedziba KRS, a są tam użyczone pokoje dla rzeczników dyscyplinarnych powołanych przez ministra sprawiedliwości. Rzecznicy dyscyplinarni ministra Ziobry zostali odwołani ze stanowisk, ale nie wydali ani biura, ani dokumentacji spraw dyscyplinarnych sędziów — powiedział Waldemar Żurek w Sejmie.
Tym kolejnym bezprawnym działaniom usiłowali, w ramach interwencji poselskiej”, przeszkodzić politycy PiS, protesty wnosiła też przewodnicząca KRS Dagmara Pawełczyk-Woicka, ale funkcjonariusze policji stanęli murem przed wejściem i nie wpuścili do środka nikogo. „Przywracanie praworządności” w takim „stylu” pewnie przypadnie do gustu grupce fanatyków, ale dla większości Polaków jest coraz mniej strawne, z kolei dla nie zaczadzonych politycznie prawników coraz bardziej bezprawne. Jednak najgorsza informacja dla ekipy rządzącej test taka, iż pod spódnicę Angeli Merkel za dwa lata nie uciekną.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!















