Jeśli wierzyć Dorocie Gawryluk, a nie jest to Agnieszka Gozdyra, to w Polsce 2050 Szymona Hołowni miało dojść do przewrotu. Przewrót zaplanował Donald Tusk, czego Gawryluk wprost nie powiedziała, ale też niewielkie pozostawiła pole do innej interpretacji. Coś jednak poszło nie tak, bo planem Tuska była Paulina Hennig-Kloska, a nie Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, która wygrała II turę wyborów. Takie rozstrzygnięcie jest bliżej tego, co chciał osiągnąć Szymon Hołownia i zdecydowanie dalej od zamierzeń Donalda Tuska.
Co teraz? Czy Szymon Hołownia poczuje się usatysfakcjonowany wyborem? Pewnie tak by się stało, ale parę tygodni temu. Wszystko się zmieniło z chwilą złożenia publicznych deklaracji przez obie panie: „Szymon zrezygnował, Szymona nie ma”. Na portalu X, ulubionym przez polityków kanale informacyjnym, nie znajdziemy komentarza byłego szefa Polski 2050, po ogłoszeniu wyników wyborów i to raczej nie jest przypadek. Co więcej Szymona Hołowni zabrakło też na dzisiejszej konferencji zorganizowanej przez nową przewodniczącą Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz. Najwyraźniej były lider partii własnego imienia stracił zaufanie od swoich koleżanek, które złapały się za kudły i raczej nie odnajdzie się w nowej partyjnej rzeczywistości. Podobne odczucie ma wielu posłów Polski 2050 i wystarczy spojrzeć na liczby składające się na wynik wyborów, żeby dojść do tak oczywistych wniosków.
W powtórzonej II turze wyborów Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz poparło 350 spośród 659 głosujących członków partii. Paulina Hennig-Kloska otrzymała 309 głosów i to jest zaledwie 41 głosów mniej. Równie interesujące jest to, iż pomiędzy pierwszą i drugą turą wyborów zniknęło prawie 200 wyborców, czytaj członków partii zainteresowanych wyborami. Wyjaśnienie tej absencji nie jest specjalnie skomplikowane, po prostu Polska 2050 się sypie i tylko jedno pozostało niewyjaśnione. W mediach pojawiło się sporo spekulacji dotyczących Szymona Hołowni i jego nowej roli w polityce. Wspólnym mianownikiem tych doniesień jest opuszczenie partii z trzynastoma, może choćby piętnastoma członkami i pierwsze sygnały raczej tych spekulacji nie dementują. Na konferencji nowych władz Polski 2050 zabrakło nie tylko Hołowni, ale też wielu innych polityków tej partii, co dobitnie pokazuje, iż o jedności nie może być mowy.
Polska 2050 praktycznie nie istnieje ani w sondażach, ani w świadomości wyborców i w dodatku samych członków partii. Jest to nie tylko problem jednej partii, jej byłego lidera i nowej szefowej, ale także Donalda Tuska. jeżeli Szymon Hołownia wyjdzie z Polski 2050 i zabierze ze sobą choćby 10 posłów, to „koalicja 13 grudnia” straci większość sejmową. Wprawdzie Hołownia się zarzeka, iż nie zamierza opuszczać koalicji, jednak gdy wyjdzie z Polski 2050 i stworzy własne koło, to formalnie powstanie zupełnie nowy byt polityczny, który nie ma umowy koalicyjnej. Donald Tusk będzie musiał negocjować z Szymonem Hołownią i ustalić zasady współpracy, a wiadomo, iż pomiędzy panami od dawna nie ma żadnej chemii, o ile kiedykolwiek była. Jest mało prawdopodobne, żeby Hołownia porozumiał się z PiS, ale postawienie ostrych warunków i głosowanie przeciw projektom rządowym, jak najbardziej wchodzi w grę.
W najgorszym dla Donalda Tuska scenariuszu, nowa formacja w ogóle nie wejdzie do koalicji i będziemy mieli rząd mniejszościowy. W takiej konfiguracji dałby się jakoś funkcjonować, ale z prezydentem Rafałem Trzaskowskim, który jak wiadomo stracił stanowisko po dwóch godzinach. Najbliższe dni pokażą, co się wydarzy i o ile Szymonowi Hołowni uda się zmontować kilkunastoosobowe koło poselskie, to Donald Tusk będzie się musiał bardzo gimnastykować, aby od nowa sklecić koalicję, z kolei Hołownia nie ma nic do stracenia, dlatego tanio skóry nie sprzeda.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!
