Szlęzak: O służbie wojskowej

myslpolska.info 2 hours ago
Miałem już dzisiaj nie pisać, ale chyba nie będę spał. Kolejna noc zmarnowana, a coraz więcej się pieprzy. Pani doktor onkolog surowo zakazała alkoholu. W kompromitujący sposób przegrałem zakład dotyczący historii. I to ja z wykształcenia historyk przegrałem z kolegą z wykształceniem technicznym. I jak tu żyć?! Nie wolno jebnąć koniaczka i człowiek coraz częściej gubi się w dziedzinie, w której był mocny. Nic tylko napisać coś o ponownym wprowadzeniu powszechnego poboru do wojska. Zresztą wczoraj się odgrażałem, iż dzisiaj napiszę. Do północy dwie godziny, więc może zdążę.
Od razu mówię, iż jestem przeciwny powszechnemu poborowi do wojska. Nie będę rozpisywał się o tym czy to w dzisiejszych realiach wojny ma sens. Nie będę roztrząsał czy ze względu na dziadostwo polskiej armii to cokolwiek da. Sporo o tym napisał profesor Adam Wielomski, więc nie będę wyważał otwartych drzwi i odeślę do jego odpowiedniej wypowiedzi. Ja chcę się skupić na innej stronie tego problemu. Zacznę od wielokrotnie przytaczanej wypowiedzi fińskiego marszałka Gustawa Mannerheima. Otóż powiedział on mniej więcej tak, iż przed wydaniem pieniędzy na wojsko, trzeba stworzyć ludziom taki poziom życia, którego sami będą chcieli bronić. Myśl prosta i oczywista. Jednak mamy w Polsce taką gmatwaninę spraw, iż to, co proste i oczywiste takim nie jest.
Jeden z wniosków wynikających z myśli Mannerheima jest taki, iż chęć obrony państwa powinna wynikać z utożsamiania się z tym państwem. I tu po raz pierwszy grzęźniemy w polskim problemie. Znam kilku mniejszych i większych przedsiębiorców, którzy są na polskie warunki ludźmi zamożnymi. Dorabiali się latami. Problem w tym, iż tego, czego się dorobili prawie wcale nie wiążą z funkcjonowaniem obecnej formy polskiej państwowości. Wręcz odwrotnie. Instytucję państwa polskiego uważają za niemal wrogą sobie. To państwo poprzez monstrualnie rozrośnięty aparat urzędniczy łupi ich bezlitośnie, ciągle zwiększając obciążenia. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, iż oni pasują do myśli Mannerheima i powinni mieć powód do obrony tego państwa. Oni tak jednak nie myślą.
Jest inna grupa, która nie tylko wydaje się być beneficjentem istnienia obecnej formy polskiej państwowości, ale faktycznie nią jest. To ludzie zatrudnieni (celowo nie piszę pracujący, bo z tym różnie bywa) w całym aparacie rządowym i samorządowym, czyli różne urzędy, państwowe i komunalne spółki itp. Zatem odnośnie myśli Mannerheima oni powinni być przede wszystkim zainteresowani obroną tego państwa. Nie są. Tak się porobiło, iż oni są zainteresowani czerpaniem pełnymi garściami z tego państwa i całkowicie niezainteresowani relacją w drugą stronę. Można tych ludzi szkolić, uczyć strzelać, zmobilizować i co tam jeszcze. Pewne jest jednak, iż wojska z tego nie będzie.
Jest jeszcze jedna grupa, o której najczęściej się myśli, gdy chce się wprowadzić powszechny pobór. To młodzi ludzie (nie jestem pewien czy chodzi tylko o mężczyzn) w wieku kiedyś określanym poborowym, czyli przede wszystkim od lat osiemnastu do dwudziestu kilku. Oni powszechnie nie uważają się za beneficjentów życia w obecnej Polsce. To, co mają, nie wynika z tego, iż jest taka, a nie inna Polska. To i jeszcze więcej im się zwyczajnie należy. O ile sobie przypominam, to w badaniach sprzed kilku lat chęć zbrojnego bronienia Polski deklarowało w tej grupie około trzydzieści procent. Wyraźnie więcej deklarowało, iż w razie wojny ucieknie z kraju. choćby jeżeli wcieli się ich do wojska, to prędzej będzie to materiał na dezerterów niż karnych żołnierzy. Na wojnie na Ukrainie problem dezercji jest ogromny. Śmiem twierdzić, iż u nas w razie wojny co najmniej nie będzie mniejszy.
W zasadzie nie widzę w tej chwili w Polsce grupy społecznej, zawodowej czy choćby religijnej, która byłaby gotowa świadomie i dobrowolnie wyłonić z siebie ludzi chcących i mogących pójść do wojska. Tym III RP różni się zarówno od PRL-u, jak i zwłaszcza od II RP. W PRL-u wojsko z poboru to był przymus i w zależności od społecznego pochodzenia albo stracone lata – to dla inteligencji, albo przekonanie, iż dla stania się prawdziwym mężczyzną służba wojskowa jest niezbędna – to dla wsi i tzw. klasy robotniczej. Sam wywodzę się z robotniczej rodziny i pamiętam kolegów z podwórka, którzy tak służbę wojskową traktowali. Motywacje patriotyczne wchodziły w tym przypadku w grę, ale nie miały istotnego znaczenia.
Z kolei w II RP służba w wojsku była oczywistym patriotycznym obowiązkiem. Tę motywację miała inteligencja – nosząca żywą tradycję walk o niepodległość – społeczność wiejska i w mniejszym stopniu środowiska robotnicze. Pamiętam z relacji mojego dziadka, którego powołano do służby w kawalerii, iż w jego wsi traktowano to jak wyróżnienie. Taki poborowy musiał być po pierwsze zdrowy, a po drugie nie mógł być analfabetą. Na biednej wsi międzywojennej bycie zdolnym do służby w kawalerii i nie bycie analfabetą było traktowane jako wyraz lepszego statusu społecznego. Wśród międzywojennej inteligencji, o ziemiaństwie nie wspominając, istniało niemal pełne utożsamianie się z państwem polskim i to choćby wtedy, kiedy było się w ostrej opozycji do aktualnej władzy.
Jak widać w III RP prawie całkowicie zniszczono to na czym w II RP i PRL-u opierał się skuteczny pobór powszechny do wojska. To było pełne utożsamianie się z państwem mimo choćby głębokich różnic politycznych oraz powszechne przekonanie, iż służba wojskowa robi z młokosa mężczyznę. Potrzeba lat by w obecnej formie polskiej państwowości odbudować ten etos służby wojskowej.
Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy. Chodzi mi o tworzenie atmosfery, iż lepszy pokój za wszelką cenę niż choćby najsłuszniejsze powody do wojny. To wyraźnie widać na tle stosunku do wojny rosyjsko – ukraińskiej. To trochę tak jakby hasło „to nie nasza wojna” odnosiło się nie tylko do wojny Rosji z Ukrainą oraz wciągnięcia Polski do wojny z Rosją, ale do każdej wojny, także takiej, w której bez wątpliwych motywacji politycznych przyszłoby bronić ojczyzny. jeżeli nie będziemy podtrzymywać przeświadczenia, iż ostatecznie Polski trzeba bronić z bronią w ręku, służąc w wojsku – a to dzisiaj ma niestety niejednoznaczny wydźwięk – to rojenia o powszechnym poborze nie będą miały sensu. Zatem jeżeli powszechny pobór do wojska albo choćby wprowadzenie powszechnych szkoleń wojskowych ma mieć sens, to trzeba wiele zmienić w funkcjonowaniu państwa i świadomości społecznej. Na to się niestety nie ma i dlatego uważam, iż w obecnej sytuacji powszechny pobór do wojska sensu nie ma.
A Państwo wskażecie inne, dodatkowe warunki dla których powszechny pobór miałby sens?

Andrzej Szlęzak

Read Entire Article