Stanowski and Braun, or the definition of the net bubble

patrzymy.pl 21 hours ago

Jeśli w polskim życiu publicznym dałoby się wskazać, dwie całkowicie odmienne osobowości, to z pewnością Krzysztof Stanowski i Grzegorz Braun znaleźliby się czołówce przeciwieństw. Jest jednak coś, co ich łączy, a może choćby mają kilka cech wspólnych. Obaj byli przedstawiani jako „czarne konie” wyborów, niektórzy analitycy wieszczyli absurdalny poziom poparcia dla Stanowskiego dochodzący do 10 proc. Z kolei w przypadku Grzegorza Brauna prognozy dotyczyły „zaorania” Sławomira Mentzena.

W polityce nigdy nie mówi się nigdy, ale wykluczając kumulację 1000 cudów połączonych z lądowaniem UFO, żadna z tych prognoz nie ma najmniejszych szans powodzenia. Sondaże przedwyborcze pokazują, iż Grzegorz Braun nie przekracza 3 proc., a Krzysztof Stanowski błąka się poniżej błędu statystycznego i to przedostatnie podobieństwo obu kandydatów. Ostatnim jest Internet, zarówno Stanowski, jak i Braun bezdyskusyjnie są gwiazdami Internetu i mają liczne grona zwolenników lub raczej fanów. Problem w tym, iż oceny potencjału i wpływu Internetu często opierają się na fałszywych przesłankach albo całkowicie odrealnionych wskaźnikach. Przez lata większość ekspertów twierdziło, iż Internet nie ma żadnego znaczenia, by w ułamku sekundy postawić dokładnie przeciwną tezę.

Tymczasem z Internetem jest dokładnie tak samo, jak z każdym innym przełomowym wynalazkiem, na początku telefony komórkowe też nie miały wielkiego znaczenia, dziś to potęga, nie tylko komunikacyjna. Odrzucając skrajne i przez to nieprawdzie szacunki potencjału, łatwo zauważyć, iż wirtualny świat Internetu to de facto fotografia lustrzane odbicie rzeczywistości, oczywiście kilkukrotnie pomniejszone. Przyjęcie takiego założenia jest słuszne, ale niesie też za sobą liczne pułapki, jeżeli się nie potrafi adekwatnie tego oczytać. Stanowski i Braun czwartkowym wywiadem na „Kanale Zero” pobili rekord w oglądalności na żywo, ale ten rekord to raptem 230 tys widzów. Jacek Kurski śmieje się pod nosem, gdy stawia ten wynik obok pików z „Sylwestrem Marzeń”.

Następny błąd popełniany przez osoby, które usiłują odzwierciedlać pełną saklę poparcia na podstawie internetowej reprezentacji polega na tym, iż Stanowski i Braun poza Internetem praktycznie nie istnieją, co zresztą przyznają sami zwolennicy kandydatów na Prezydenta RP. Nie jest zatem tak, iż skoro w Internecie ogłada Brauna 230 tys, to w rzeczywistości popiera go 2 miliony wyborców. W najlepszym przypadku poziom poparcia da się pomnożyć przez dwa, a i ten prosty rachunek trzeba jeszcze rozłożyć na czynniki pierwsze. Przede wszystkim oglądalność to nie wskaźnik poparcia i w tych 230 tys bez cienia wątpliwości znajdują się widzowie, którzy na Brauna głosować nie będą. Działa to na takiej samej zasadzie, jak działa wojna POPiS-owa. Zwolennicy Tuska oglądają Kaczyńskiego i odwrotnie.

Internet może być i jest wskaźnikiem popularności poszczególnych osób, ale zawsze należy patrzeć kompleksowo na każde zjawisko i postać. 230 tys oglądających Brauna to przede wszystkim odzwierciedlenie elektoratu tego polityka w naturalnych warunkach funkcjonowania, a nie odsetek większego poparcia w rzeczywistości. Identyczne mechanizmy dotykają Stanowskiego, bo między bajki można włożyć 4 miliony podpisów, które rzekomo zebrał, taki wynik byłby prawdopodobnie poza zasięgiem największych graczy politycznych. Stanowski miał olbrzymie problemy ze zbieraniem podpisów z tej prostej przyczyny, iż Internet stał się zwierciadłem rzeczywistości, ale ciągle rzeczywistością nie jest i Bogu dzięki!

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski

Read Entire Article