Spór o Chrzest w Irlandii

narodowcy.net 2 days ago

Dwa miesiące temu media donosiły o artykule byłej prezydent Irlandii Mary McAleese na temat sakramentu Chrztu Świętego, który miałby naruszać prawa dziecka zapisanymi w Deklaracji Praw Człowieka (UDHR) z 1948 roku oraz ONZ-owskiej Konwencji Praw Dziecka (UNCRC) z 1989. Zarówno Irlandia jak i Stolica Apostolska jako członkowie ONZ powinny zatem przestrzegać ich zapisów, a w opinii Mary MacAleese, łamią je poprzez udzielanie Chrztu niemowlętom. Z oczywistych względów nie mogą one bowiem wyrazić na sakrament zgody, a zgodnie z nauczaniem Kościoła Katolickiego Chrzest niesie za sobą niezmazywalne konsekwencje. Jej pismo spotkało się z odpowiedziami, które uważam za wyczerpujące. Jednakże interesujące wydaje się, po co pisać artykuły z tak kiepskimi tezami i czy jest to w ogóle warte zachodu? Ostatecznie w dobie liberalizmu i wolności religijnej, można by powiedzieć: „Nie chcesz Chrztu niemowląt, to ich do niego nie zanoś.” i zamknąć temat. Ale może jednak jest jakiś dobry powód (oczywiście nie w katolickiej perspektywie) i warto chronić obce dzieci przed tym, by były włączone do Kościoła zanim mogą świadomie wyrazić zgodę?

Odpowiedzi na artykuł

Do słów byłej prezydent odniósł się między innymi jeden z katolickich biskupów. Cytując za portalem dorzeczy.pl :

Biskup Alphonsus Cullinan, ordynariusz diecezji Waterford i Lismore, wyjaśnił w rozmowie ze stacją EWTN News, iż chrzest niemowląt jest powszechną praktyką w większości wyznań chrześcijańskich i był praktykowany w Kościele od I wieku. „Jezus daje nam polecenie, aby iść i chrzcić. Kościół chrzci więc w posłuszeństwie wyraźnemu nakazowi, który ma oparcie w Biblii. Dlatego chrzest niemowląt, który włącza je w Ciało Chrystusa, czyli w Kościół, czyniąc je dziećmi Bożym jest czymś bardzo dobrym” – powiedział.

W tym samym artykule czytamy też fragment odpowiedzi, której udzielił Mahon McCann, filozof, etyk z uniwersytetu w Dublinie. Sam wychowany w ateistycznej rodzinie i ochrzczony w zeszłym roku po własnym nawróceniu, argumentuje w ten sposób:

„moi rodzice po prostu ‘anulowali w swoich głowach prawdę o Zmartwychwstaniu’ i przestali chodzić na Mszę św. itd., jak wielu katolików dzisiaj. Kościół nie ma żadnych prawnych środków, by zmusić kogokolwiek do dążenia do świętości (…) Zamiast oceniać chrzest niemowląt przez pryzmat ‘praw’, należy zapytać: ‘czy prawa człowieka są adekwatnym standardem etycznym do oceny katolickiej teologii moralnej?’ ”. „Odpowiedź brzmi: nie” – stwierdził. „Katolicka teologia moralna ma charakter teleologiczny, zmierza ku świętości osoby. Dlatego to, co prowadzi do świętości, jest ‘dobre’, a to, co od niej oddala, jest ‘złe’. Etyka praw człowieka nie jest ukierunkowana na osiągnięcie świętości i dlatego nie stanowi adekwatnych ram do oceny katolickich sakramentów czy praktyk”.

I tutaj rodzi się pytanie, po co adekwatnie ta krytyka? W końcu wychowanie dzieci polega na przekazywanie im wzorców, pokazywania dobra i zła i przygotowaniu do samodzielnego życia w przyszłości włącznie z mierzeniem się z konsekwencjami swoich czynów i decyzji. Pozostawianie dzieciom ich życia duchowego do samodzielnego wyboru i pokierowania to jakiś dziwaczny wyłom w logice bycia rodzicem. Dziecko jednocześnie trzeba nauczyć odpowiednich postaw, ale tylko w relacjach międzyludzkich, stosunku do państwa i społeczeństwa, ale nie religii. Rodzicom można zaufać w kwestii na przykład polityki, ale już nie religii? Czy tylko sam Chrzest stanowi problem? A co za tym idzie, inne sakramenty, jak Komunia Święta (też powinna być dla dorosłych?). Może można opowiadać o religii, ale bez dania dzieciom tego, co w niej najważniejsze? Wydaje się to zupełnie niezrozumiałe. To Kościół naucza o niezbywalnych konsekwencjach Chrztu. Nikt nie może zmusić nikogo, by w to wierzył. Czy jakikolwiek system filozoficzny czy inna religia mogła skazać na potępienie konwertytę z katolicyzmu, o ile przyjął wcześniej katolicki Chrzest? Nie sądzę. Nie rozumiem więc, skąd tak silna krytyka sakramentu, o ile jego skutki są duchowe i to w optyce katolickiej, a nie deklaracji ONZ, na które powołuje się MacAleese.

Prawdziwe powody?

Wygląda na to, iż to prosty propagandowy atak na Kościół, jak wiele innych, który, stwarzając pozory jakiejś filozoficznej spójności, ma tylko dać efekt i wzmocnić stworzone dawno stereotypy na temat KK. Nikt rozsądny nie będzie przecież argumentował, iż dziecko powinno samo o wszystkim decydować albo wszystkie tematy, które nie wpływają na jego biologiczne przetrwanie, powinny być poruszane dopiero po osiągnięciu przez niego dojrzałości. Ludzie mają różne poglądy na wiele spraw i wynika to także z przyjęcia poglądów rodziców albo ich świadomego odrzucenia. Każdy zresztą pogląd można zmienić czy to na podstawie sensownych i logicznych przesłanek, jak i zupełnie nierozsądnych lub emocjonalnych. Wychowanie dziecka nie odbiera mu wolności. Każdy może żyć po niekatolicku albo i formalnie dokonać apostazji. Pojedynczy człowiek nie przeżywa traumy, iż jakiś dziwnie ubrany facet polał go wodą jak miał kilka miesięcy, skoro tylko tym byłby dla niego Chrzest.

Powody mogą być różne, ale nie wygląda to na szczerą troskę o dzieci. Daje paliwo antyklerykalnym ruchom i powód do pozornie racjonalnej argumentacji, dla tych, którzy i tak nie planują dziecka ochrzcić albo robią to nie z powodów religijnych. Zresztą, jak zauważył biskup Collinan, Chrzest niemowląt to nie tylko katolicki zwyczaj, ale to właśnie KK przedstawiany jest jako ignorujący prawa dziecka. Czy to przypadek, iż akurat do niego odnosi się MacAleese? Może i tak. Sama wychowała się jako katoliczka, więc odnosi się do tego co zna. A jednak, to właśnie Stolica Apostolska powinna dostosować się do Konwencji ONZ i dostosować własne praktyki do jej interpretacji tych dokumentów. Gdyby choćby interpretowała je adekwatnie i Chrzest naruszał prawa dziecka, jak je definiują dokumenty ONZ, przecież nie wiązałyby ich. Cała argumentacja pani byłej prezydent sprowadza się do tego, iż nadaje jakąś dogmatyczną wartość dokumentom organizacji międzynarodowej, jednocześnie odbierając prawo do dogmatów KK, jeżeli godzą w akta prawne, które są przecież ustalone przez ludzi. A wszystko to z powodu skutków, które Chrzest daje, a w które wierzą tylko Katolicy. Jak pisałem, wygląda na kolejny propagandowy atak, z pozorną treścią. A jednak zdecydowałem się o tym wspomnieć mimo, iż sprawa nie jest świeża.

Szatańska alternatywa

Wczorajszy dzień Świętego Patryka jest dobrą wymówką, aby poruszyć temat z opóźnieniem, wszak to święto właśnie Irlandii i jej patrona, który ją… ochrzcił. Pomyślałem sobie, iż może jednak konsekwencje Chrztu w Kościele Katolickim mogą stanowić problem dla pewnych osób, które nie chcą mieć z nim żadnej łączności. Czysto teoretycznie wyobraziłem sobie, iż ktoś może rozumieć wiarę katolicką, zgadzać się, iż świat „działa” tak jak opisuje go Kościół zgodnie z Objawieniem, a mimo to odrzuca życie dążące do zbawienia swojej duszy. Skoro człowiek ma wolną wolę może odrzucić prawdziwą religię choćby wierząc w jej prawdziwość. Mówi się przecież, iż poza katolikami, prawosławnymi i może jeszcze kilkoma grupami, w realną obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie muszą też wierzyć sataniści, skoro to konsekrowane hostie są przez nich przechwytywane w celu profanacji. Teoretycznie właśnie tak mogą rozumować ludzie, niekoniecznie związani z satanizmem, którzy świadomie odrzucaliby łaski płynące z Chrztu. To w ich interesie mogłaby być prowadzona walka z Chrztem niemowląt, by przypadkiem nie doznali łask, które mogłyby im pomóc w zbawieniu, którego sobie nie życzą.

Nie chcę tutaj budować atmosfery grozy, ale absolutnie dosłownie to Lucyfer, czyli Szatan, całkowicie świadomie wybrał drogę przeciwną Bożemu planowi, mimo iż lepiej niż ludzie wiedział i rozumiał na czym on polega. W tym sensie świadome odrzucenie łask płynących z Chrztu byłoby szatańskie.

Czy prezydent MacAleese myśli po szatańsku? Pewnie w takim sensie, iż każde zło to jego małe zwycięstwo. Ale myślę, iż to tylko kolejny atak na KK ubrany w szaty troski o człowieka. Jak zazwyczaj. A jednak, odwodząc ludzi od sakramentów może utrudniać im kroczenie do zbawienia. Jest więc z czym walczyć. I choć na wyższym poziomie to walka duchowa, to w sprawie takich argumentów, wystarczy wysiłek intelektualny i uczciwość. I warto i tego się podjąć.

Read Entire Article