Uzależnieni od polskiej polityki znają ten wątek na pamięć, bo był używany dziesiątki razy i praktycznie w każdej konfiguracji. Historycy i politolodzy pewnie będą się spierać o to, kiedy zaczęło się debatowanie o debacie, ale najbardziej prawdopodobną datą jest 12 października 2007 roku. W tym dniu naprzeciw siebie usiadło dwóch odwiecznych rywali: Donald Tusk i Jarosław Kaczyński, a wynik tego starcia najpewniej przesądził o wyniku wyborczym. Donald Tusk przy pomocy prostych sztuczek, w większości skopiowanych z kampanii w innych państwach, pokonał Jarosława Kaczyńskiego.
Od tej pamiętnej debaty zaczęła się rytualna przepychanka kto i z kim może debatować, a jednym z najczęściej powtarzających się kryteriów było wskazywanie godnego przeciwnika. Tak naprawdę to cała zabawa zaczęła się wcześniej, przed 12 października 2007 roku, kiedy to Jarosław Kaczyński oświadczył, iż nie będzie debatował z pomocnikiem Aleksandra Kwaśniewskiego, czyli z Donaldem Tuskiem. Można by uznać ten epizod za datę początkową, ale ostatecznie do debaty doszło, za to po 12 października 2007 roku Jarosław Kaczyński już nigdy nie starł się bezpośrednio z Donaldem Tuskiem. Podobne uniki i gry propagandowe były prowadzone w przeróżnych składach osobowych, tych z pierwszej ligi i z niższych lig. Ostatnie wybory prezydenckie trochę złamały reguły debaty o debacie, bo na „piwie u Mentzena” zjawili się obaj kandydaci, którzy przeszli do drugiej tury, ale od wczoraj znów mamy powrót do korzeni.
W sobotę Jarosław Kaczyński ogłosił, iż to Przemysław Czarnek będzie kandydatem PiS na premiera. Z politycznego punktu widzenia jest to pomysł, co najmniej kontrowersyjny, ale na pewno wywołał pierwsze i to bardzo żywiołowe reakcje. O dziwo największą nerwowość wykazał lider Konfederacji Sławomir Mentzen, który od kilku dni produkuje „śmieszne” obrazki, filmiki i komentarze atakujące Przemysława Czarnka. Apogeum tego wzmożenia nastąpiło po wizycie Przemysława Czarnka w Kanale ZERO, podczas której polityk PiS zgodził się na propozycję Roberta Mazurka i przyjął zaproszenie do debaty ze Sławomirem Mentzenem. Postawa Przemysława Czarnka jest rzadko spotykana, bo to zawsze słabszy zabiega o konfrontację z silniejszym. Pomimo ewidentnego kryzysu w PiS, Konfederacja przez cały czas jest drugą partią opozycyjną i to z dużą stratą sondażową do PiS. O ile dziwi otwartość Przemysława Czarnka, w zaistniałych warunkach, o tyle zaskakuje ucieczka Sławomira Mentzena, przynajmniej na pierwszy rzut oka.
Lider Konfederacji nagrał ponad godzinny film, na którym podsumowuje po raz tysięczny okres błędów i wypaczeń rządów PiS, a w podsumowaniu odmawia debaty z Przemysławem Czarnkiem. Swoją decyzję tłumaczy tym, iż Przemysław Czarnek jest rzecznikiem Jarosława Kaczyńskiego i dlatego, co najwyżej może rozmawiać z rzecznikiem Konfederacji Wojciechem Machulskim. W taki oto sposób Sławomir Mentzen, który od 6 lat „wywraca stolik”, znów przysiadł się do stolika „układu” i przemówił językiem stałych biesiadników. Wyjaśnienie tej epickiej ucieczki jest jednak bardzo proste. Od zawsze wiadomo, iż debaty jeden na jeden to pięta achillesowa Sławomira Mentzena. Bezlitośnie obnażył słabość prezesa Konfederacji Ryszard Petru i Adriana Zandberga, a Mateusz Morawiecki do końca politycznej kariery będzie się śnił Sławomirowi Mentzenowi po nocach. Przemysław Czarnek w bezpośrednich starciach czuje się jak ryba w wodzie i to w połączeniu z tramą archiwalnych pojedynków sprawiło, iż Sławomir Mentzen nie tylko uciekł z ringu na hulajnodze, ale jeszcze wystawił swojego rzecznika.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!
