Saudyjski rurociąg East-West pozostaje wyłączony po ataku dronów z 10 września, a naprawa może potrwać od trzech do pięciu tygodni. Trasa przenosiła około 4 mln baryłek dziennie, blisko 4 proc. światowej podaży. jeżeli zapasy eksportowe wyczerpią się w ciągu kilku dni, kierowców i firmy czeka kolejna fala drożyzny.
Rurociąg wyłączony po ataku dronów
Arabia Saudyjska zamknęła rurociąg East-West 11 września, dzień po ataku dronów na instalacje tej magistrali. Rijad obarczył odpowiedzialnością wspierane przez Iran bojówki działające z terytorium Iraku. Władze Iraku przyznały, iż drony wystartowały z obszaru kraju, odwołały dowódcę wojskowego i wszczęły dochodzenie.
Trasa liczy około 1200 kilometrów. Łączy wschodnie obszary wydobycia z portem Janbu nad Morzem Czerwonym, dzięki czemu pozwala omijać cieśninę Ormuz. Po wcześniejszym załamaniu transportu tankowcami stała się podstawowym kanałem saudyjskiego eksportu. Atak uderzył więc w instalację, która miała chronić rynek przed skutkami wojny i blokady szlaków morskich.
Cztery miliony baryłek dziennie pod znakiem zapytania
Według analizy Associated Press rurociąg przesyłał od końca sierpnia od 2,6 do 4 mln baryłek dziennie. Dwaj regionalni urzędnicy ocenili, iż naprawa może potrwać od trzech do pięciu tygodni. Utrata przepływu na poziomie 4 mln baryłek oznaczałaby około 4 proc. całej światowej podaży.
Saudyjskie zapasy mogą jeszcze przez kilka dni podtrzymywać eksport. Nie zastąpią jednak magistrali przez kilka tygodni. Wrześniowy raport Międzynarodowej Agencji Energetycznej szacował światową podaż ropy w 2026 roku na 100,7 mln baryłek dziennie i produkcję Arabii Saudyjskiej w sierpniu na niespełna 6 mln baryłek dziennie. Rynek już wcześniej był napięty przez wojnę na Bliskim Wschodzie i ograniczenie żeglugi przez Ormuz.
Cieśniny i rurociągi stały się celami
East-West miał być bezpiecznikiem na wypadek zamknięcia cieśniny Ormuz. Teraz sam bezpiecznik został uszkodzony. Kryzys wokół Ormuzu już wcześniej podbijał ceny ropy, a zagrożenie w rejonie Bab al-Mandab dodatkowo utrudnia transport przez Morze Czerwone.
Sytuacja pokazuje słabość globalnego rynku opartego na kilku wąskich gardłach. Jeden skuteczny atak na stację pomp potrafi ograniczyć przepływ surowca liczony w milionach baryłek. Rozbudowa alternatywnych tras nie daje bezpieczeństwa, o ile infrastruktura pozostaje podatna na tanie drony.
Rachunek dotrze także do Polski
Dla polskich rodzin skutek może pojawić się na stacjach paliw i w cenach transportu. Droższa ropa podnosi koszty przewozu żywności, produkcji oraz ogrzewania opartego na paliwach płynnych. Ostatnie ataki na irańskie tankowce pokazały, jak gwałtownie rynek reaguje na eskalację. Im dłużej East-West pozostanie zamknięty, tym większa będzie presja na ceny i inflację.
Polska nie kontroluje konfliktu na Bliskim Wschodzie, ale musi kontrolować własne przygotowanie. Rząd powinien jasno przedstawić stan zapasów, odporność dostaw i możliwe warianty działania w razie dłuższego ubytku podaży. Bezpieczeństwo energetyczne nie polega na uspokajających deklaracjach. Polega na zapasach, wielu kierunkach importu i infrastrukturze, która pozwala przetrwać kryzys bez przerzucania całego rachunku na obywateli.
Źródło: Associated Press, Wirtualna Polska, Międzynarodowa Agencja Energetyczna
Źródło: WP Wiadomości


















