Przedstawiciele Rosji, Ukrainy i USA spotkają się 10 i 11 listopada 2026 roku w Abu Zabi, by rozmawiać o deeskalacji, sprawach humanitarnych i powojennym bezpieczeństwie. Waszyngton będzie pośrednikiem. Dla Polski stawka jest jasna: porozumienie musi realnie powstrzymać Rosję, a nie dać jej czasu w odbudowę sił.
Rozmowy na szczeblu roboczym
Termin spotkania ogłosił specjalny wysłannik Białego Domu Steve Witkoff. Jak podał RMF24, negocjacje w stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich mają się odbyć na szczeblu roboczym, przy pośrednictwie Stanów Zjednoczonych. Agenda obejmuje deeskalację, kwestie humanitarne, przyszłe gwarancje bezpieczeństwa oraz drogę do trwałego porozumienia.
To konkretna próba powrotu do dyplomacji, ale sam fakt posadzenia delegacji przy jednym stole nie pozostało przełomem. Wojna trwa, Rosja przez cały czas pozostaje agresorem, a każdy dokument będzie wart tyle, ile mechanizmy jego egzekwowania. Historia relacji z Moskwą nie pozwala budować bezpieczeństwa na deklaracjach dobrej woli.
Europa przed rozmowami w Abu Zabi
Przed spotkaniem w Abu Zabi negocjatorzy amerykańscy mają rozmawiać w Brukseli z przedstawicielami Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Unii Europejskiej i NATO. Konsultacje mają dotyczyć gwarancji dla Ukrainy, przyszłego ładu bezpieczeństwa na kontynencie oraz gospodarczych podstaw odbudowy kraju.
Obecność Europy w procesie konsultacyjnym jest konieczna, ale Polska nie może zadowolić się rolą widza. To państwa wschodniej flanki ponoszą największe ryzyko błędnej kalkulacji Zachodu. Rosyjskie działania wymierzone w łączność i infrastrukturę NATO pokazują, iż presja Moskwy wykracza poza linię frontu. Warszawa powinna więc twardo domagać się rozwiązań, które wzmacniają obronę regionu i nie tworzą szarej strefy bezpieczeństwa.
Najtrudniejsze są gwarancje
Najważniejszy problem nie dotyczy miejsca spotkania ani składu delegacji. Chodzi o to, czy przyszłe ustalenia będą miały wiarygodne zabezpieczenia. Zawieszenie walk bez kontroli, odpowiedzialności za naruszenia i umiejętności odstraszania mogłoby stać się jedynie przerwą operacyjną. Taki pokój byłby pozorny.
Kwestie humanitarne także nie mogą być sprowadzone do dyplomatycznego dodatku. Setki tysięcy spraw dotyczących osób zaginionych w tej wojnie pokazują skalę cierpienia rodzin i chaosu, który trzeba porządkować niezależnie od sporów o granice i przyszły układ polityczny. Wymiana jeńców, ustalenie losu zaginionych oraz ochrona ludności cywilnej powinny przynieść mierzalne rezultaty.
Polska potrzebuje pokoju trwałego, nie wygodnego
Polski interes narodowy wymaga zakończenia wojny, ale nie za cenę porozumienia, które nagradza agresję i przenosi zagrożenie bliżej naszych granic. Potrzebujemy Ukrainy zdolnej do obrony, silnej wschodniej flanki NATO oraz własnej armii przygotowanej na najgorszy scenariusz. Dyplomacja ma sens wtedy, gdy stoi za nią siła.
Rozmowy w Abu Zabi mogą otworzyć drogę do ograniczenia rozlewu krwi. Nie wolno jednak mylić nadziei z naiwnością. Dla Polski najważniejszy test brzmi: czy wypracowany układ rzeczywiście zmniejszy rosyjskie możliwości ponownego uderzenia. jeżeli nie, będzie tylko odroczeniem następnego kryzysu.
Źródło: RMF24/PAP
Źródło: RMF24


















