Najczęściej, wręcz rytualnie, wścieka się Donald Tusk i wtedy podejmuje błogosławione dla ładu społecznego decyzje, na przykład: „kastruje pedofilów”, „wypala gorącym żelazem korupcję”, „ogłasza zero tolerancji dla mowy nienawiści”. Z tych deklaracji nigdy nie rodzi się nic sensownego, za to śmiechu i żenady nie brakuje. Rzadziej wściekają się koalicjanci Donalda Tuska, jednak podobne incydenty się zdarzają, szczególnie w tych sytuacjach, które bezpośrednio zagrażają interesom koalicjantów i dokładnie taka okoliczność miała miejsce podczas czwartkowego głosowania w Sejmie.
W 2018 roku ówczesna większość sejmowa skupiona pod szyldem Zjednoczonej Prawicy przegłosowała ustawę wprowadzającą dwukadencyjność dla: wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Jak większość zmian proponowanych przez PiS, ta również gwałtownie została uznana za ograniczenie demokracji, a najgłośniej protestowało PSL i nie ma tym głośnym protestu najmniejszego przypadku. PSL to partia, która jest bardzo mocno zagnieżdżona w samorządach lokalnych i najwięcej mają do stracenia wójtowie wybrani z ramienia „ludowców”, ale i reprezentacja burmistrzów w mniejszych miastach nie jest mała, jak na partię, która w sondażach nie przekracza progu wyborczego. Zdecydowanie jest się o co bić i z intencją utrzymania samorządowych łupów PSL ruszyło do boju.
Z chwilą przejęcia władzy przez koalicję 13 grudnia, każdy z koalicjantów miał w swoim notesie zapisane najważniejsze cele. Dla Koalicji Obywatelskiej była to rozliczenie PiS i „przywracanie praworządności”, dla Lewicy „prawa kobiet”, dla Polski 2050 obniżenie składki zdrowotnej, a dla PSL zniesienie zmian w ustawie samorządowej. Patrząc i oceniając obiektywnie, żaden z tych postulatów nie został wprowadzony w życie, jednak najbardziej bolą porażki po ciosie nożem w plecy. Taki cios musiało przyjąć PSL, bo łącznie 15 posłów z: KO, Lewicy, Centrum i Polski 2050 zagłosowało przeciw projektowi ustawy, który zgłosiło PSL, a czworo wstrzymało się od głosu. Jest to tym bardziej bolesne, iż przeciwnicy zmian wygrali zaledwie różnicą dwóch głosów 213 do 215. Taki wynik głosowania oznacza, iż ustawa upadła i choćby nie będzie można obwinić prezydenta Karola Nawrockiego po kolejnym wecie, co z pewnością by nastąpiło.
Niekorzystne rozstrzygnięcie wywołało wściekłość w szeregach PSL, jeszcze na parę chwil przed głosowaniem lider „ludowców” Władysław Kosiniak-Kamysz groził koalicjantom, iż złoży kolejny projekt ustawy dotyczący dwukadencyjności posłów i senatorów jeżeli nie poprą projektu PSL. Pogróżki nie zadziałały i w rewanżu „ludowcy” tuż po głosowaniu wydali oświadczenie:
DWIE KADENCJE TAKŻE DLA POSŁÓW I SENATORÓW! SKORO MAMY DWIE KADENCJE DLA WÓJTÓW, BURMISTRZÓW I PREZYDENTÓW MIAST, TO TAKIE SAME ZASADY POWINNY BYĆ DLA POSŁÓW I SENATORÓW! Dlatego będziemy za wprowadzeniem dwukadencyjności również w Sejmie i Senacie! CHCECIE DWUKADENCYJNOŚCI? TO WPROWADŹMY JEDNE ZASADY DLA WSZYSTKICH! Polityczna konsekwencja i sprawiedliwość!
— PSL (@nowePSL) October 22, 2026
Szanse powodzenia tak srogiego rewanżu są mniejsze od zera i z pewnością wszystko zakończy się na pustosłowiu. Trudno uwierzyć w to, iż posłowie będą skłonni zagłosować przeciw sobie, łącznie z posłami PSL. Kolejne przeszkody są „osobowe”, pierwszą jest Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty, który może „zamrozić” każdy projekt ustawy. Druga jeszcze poważniejsza przeszkoda, to wściekły Donald Tusk, bo w tej koalicji tylko on ma monopol na wściekłość, szantaż i populizm, dlatego każdą konkurencję wytnie w pień.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

















