Przeszłość tworzą nieliczne obrazy

myslpolska.info 8 hours ago

Przypomniana w tytule myśl uwypukla tezę ogólną, iż obiektywnie istnieje tylko czas teraźniejszy, w którym również istnieje to, co nazywamy przeszłością i przyszłością.

Są to na wskroś współczesne obrazy tego, co uważamy za byłe albo przyszłe. Wydawałoby się również, iż istnieje wyraźna cezura między tym, co dziś uważamy, a przeszłością i aktualnymi wizjami przyszłości. Owa cenzura nie zawsze jest, a choćby nie jest regułą. Ci, którzy „żyją przeszłością”, a w zasadzie jej cząstką, którą zapamiętali, często łączą ją z wyobrażeniem o przyszłości. Powtarzają, iż „historia lubi się powtarzać”, albo „wszystko już było”. Często ich wizje przeszłości istnieją głównie po to, aby uzasadniać prognozy czy też przepowiednie, czyli nasze aktualne wyobrażenia o przyszłości.

Ktoś kiedyś powiedział, iż są dwie grupy narodów: pierwsza, do której się ponoć zaliczamy, na co dzień używa wizji przeszłości, aby odgadnąć przyszłość (zanim się stanie częścią teraźniejszości); druga, która używa wizji przyszłości głównie po to, aby ustalić, co dziś jest przeszłością. Ci drudzy chcą lub umieją zapominać, a zwłaszcza umieją unieważnić część przeszłości. Ani jedna ani druga grupa nie ustrzeże się od popełnianych błędów – jak zawsze – w czasie teraźniejszym: obie jednakowo prowadzą do sukcesów jak i do klęsk.

Nam się wydaje, a przynajmniej tym, którzy „wiedzą lepiej”, iż musimy skrzętnie pamiętać wszystko co złe z przeszłości polsko-rosyjskiej (bo tu „historia musi się powtórzyć”) oraz gwałtownie zapomnieć zło wyrządzone nam przez Niemcy, a zwłaszcza przez inne państwa zwane dziś popularnie Zachodem. Tu jest przeszłość unieważniona, której przypomnienie jest już „dezinformacją” (albo niedługo będzie). Jest to również ciągiem dalszej wizji stworzonych przez „wolne media” lat 1945-1989, a zwłaszcza monachijską stację amerykańską pod nazwą „Rozgłośnia Polska Radia Wolna Europa” – mam już swoje lata; słuchałem i dobrze pamiętam. Była to na wskroś przeciwna wizja do koncepcji propagandowej władz Polski Ludowej, która umniejszała lub pomijała złą przeszłość w relacjach polsko-rosyjskich lub polsko-radzieckich i kazała pamiętać zło wyrządzone nam przez Niemców. „Zachód” też był wtedy obecny: on nas notorycznie „zdradzał”, a przede wszystkim nie należały do niego Niemcy.

Teraz jest inaczej: Zachód to przede wszystkim Niemcy, które w dodatku mają nas bronić przed „nieuchronną agresją” ze strony Rosji. To jest „prawda” obowiązująca na przyszłość. Czyli jednak należy również do drugiej grupy narodów, które poprzez wizję przyszłości „meblują” to, co uważają za swoją przeszłość. Utrapieniem w tej wizji jest współczesna Ukraina. Mamy ją wspierać, bo (jakoby) broni nas przez ową „nieuchronną agresją”, ale wbrew „Giedroyciowym” teoriom współcześnie jest jawnie antypolska i wystawia nam (i jeszcze wystawi) przysłowiową fakturę za tę obronę („nasza wojna”). Także przyszłość wygląda tu raczej ponuro: co będzie, jak Ukraina w wersji banderowskiej, zdemoralizowana darmowym finansowaniem i korupcją, wygra tę wojnę? Przecież to będzie nasza klęska, bo z tym państwem po prostu przegramy, w dodatku goszcząc u siebie kilkumilionową diasporę ukraińską. Nie mamy więc wyjścia – ta wojna musi trwać dalej, bo jest bezpieczniejsza od pokoju.

Przyszłość (jak i przeszłość) są jednakowo nieprzewidywalne. Różnica ta głównie polega tylko na tym, iż nieprzewidywalność przyszłości potwierdza mijający czas – gdy stanie się już teraźniejszością. Wtedy gwałtownie zapomnimy nasze błędne prognozy i rozpamiętywanie naszych pomyłek. Z nieprzewidywalnością przeszłości jest trochę inaczej: z czasem dowiadujemy się, iż kiedyś było „zupełnie inaczej”, np. wielcy „szermierze niepodległości” okazywali się wieloletnimi konfidentami zaborców. Wtedy stajemy przed dylematem: który (poprzedni albo zdemaskowany) obraz przeszłości ma być częścią teraźniejszości? Tu mogą żyć obok siebie oba obrazy, może „zwyciężyć” jeden z nich, albo jeden i drugi umrze przez zapomnienie. W przypadku przeszłości polsko-rosyjskiej jesteśmy (przynajmniej na razie) skazani na jedną, czarną legendę. Na straży jej wyłączności stoi władza i jej służby oraz „słudzy narodu ukraińskiego”. Jakiekolwiek odkrycia zaprzeczające tej legendzie są „dezinformacją”. Nie traćmy nadziei: w przyszłości naszej to przeszłość może się zmienić. choćby bardzo. Sprawcą tej zmiany może być nasz „strategiczny sojusznik” i protektor, który może (musi?) znaleźć proporcjonalnego partnera. Po co? Aby pomógł mu wybrnąć z przegranych wojen. Możemy być kosztem tego „dealu”, albo choćby beneficjentem: w tym drugim przypadku będziemy musieli gwałtownie zapomnieć „złą przeszłość” i zmienić ją na dużo lepszą.

prof. Witold Modzelewski

Myśl Polska, nr 39-40 (27.09-4.10.2026)

Read Entire Article