Komisja Europejska zwołała na 4 listopada w Brukseli rozmowy o powojennej odbudowie Ukrainy i jej bezpieczeństwie. W ogłoszonym składzie są Ukraina, USA, Francja, Niemcy, Wielka Brytania, NATO i Bank Światowy, ale nie Polska. Dla Warszawy oznacza to ryzyko utraty wpływu na decyzje gospodarcze podejmowane tuż za naszą granicą.
Bruksela ustala skład rozmów bez Warszawy
Komisja Europejska potwierdziła, iż 4 listopada będzie gospodarzem rozmów przedstawicieli Ukrainy, Stanów Zjednoczonych, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, NATO i Banku Światowego. Oficjalny zapis briefingu Komisji Europejskiej nie wymienia Polski wśród uczestników. Spotkanie ma dotyczyć powojennej odbudowy, przyszłego dobrobytu Ukrainy oraz warunków trwałego pokoju.
Główna rzeczniczka Komisji Paula Pinho przekazała, iż rozmowy będą kontynuacją negocjacji prowadzonych wcześniej w Miami. Unię Europejską mają reprezentować wysocy urzędnicy, w tym doradcy do spraw bezpieczeństwa narodowego. Komisja nie podała nazwisk delegatów amerykańskich ani nie potwierdziła udziału prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego.
Sam brak Polski na ogłoszonej liście nie dowodzi formalnego wykluczenia Warszawy. Dowodzi jednak czegoś politycznie ważnego: państwo graniczące z Ukrainą, będące zapleczem logistycznym dla pomocy i naturalnym uczestnikiem regionalnej odbudowy, nie zostało wskazane jako strona tego etapu rozmów. W polityce międzynarodowej miejsce przy stole trzeba wywalczyć. Same deklaracje o solidarności go nie zapewniają.
Odbudowa i bezpieczeństwo w jednym planie
Ukraiński zespół ma pracować w Brukseli 4 i 5 listopada. Rustem Umierow, szef Służby Wywiadu Zagranicznego Ukrainy, zapowiedział udział przedstawicieli ukraińskich resortów gospodarki, finansów i obrony oraz Biura Prezydenta. Pierwsza część rozmów ma obejmować plan dobrobytu, rozwój gospodarczy i długoterminową odporność państwa. Kolejna ma dotyczyć gwarancji bezpieczeństwa z udziałem USA, Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec i NATO.
Skala przyszłych decyzji jest ogromna. Bank Światowy szacuje potrzeby odbudowy Ukrainy na blisko 588 mld dolarów w ciągu dekady. Największe potrzeby dotyczą transportu, energetyki i mieszkalnictwa. Bank ocenia też, iż kapitał prywatny mógłby pokryć 40 proc. całkowitych kosztów. To oznacza wieloletnie kontrakty, wpływ na korytarze transportowe i miejsce przedsiębiorstw na rynku odbudowy.
Polska ma tu własny, wymierny interes. W lipcu Donald Tusk rozmawiał z premierem Ukrainy o energetyce i udziale polskich firm w inwestycjach. o ile jednak najważniejsze założenia finansowe i polityczne będą uzgadniane bez polskiego przedstawiciela, późniejsze zabieganie o kontrakty może okazać się znacznie trudniejsze. Bliskość geograficzna jest atutem, ale nie zastąpi obecności podczas podejmowania decyzji.
Polski interes wymaga twardej dyplomacji
Odbudowa Ukrainy nie jest akcją dobroczynną. To jednocześnie kwestia bezpieczeństwa wschodniej flanki, przyszłych szlaków handlowych, energetyki i setek miliardów dolarów. Polska powinna wspierać suwerenną Ukrainę wobec rosyjskiej agresji, ale wsparcie musi iść w parze z ochroną własnych interesów gospodarczych i politycznych.
Warszawa powinna publicznie wyjaśnić, czy zabiegała o udział w brukselskich rozmowach i w jakim formacie zamierza włączyć polskie firmy w przygotowywane projekty. Istotne jest też źródło finansowania. Dyskusja o tym, by zamrożone rosyjskie aktywa służyły Ukrainie, bezpośrednio dotyczy europejskich podatników oraz odpowiedzialności agresora za wyrządzone zniszczenia.
Polacy ponieśli realne koszty pomocy udzielanej sąsiadowi i mają prawo oczekiwać od własnego państwa skuteczności. jeżeli rozmowy o bezpieczeństwie i odbudowie regionu realizowane są bez Polski, rząd nie może zbyć sprawy milczeniem. Realizm narodowy nakazuje prostą zasadę: pomagamy sojusznikowi, ale pilnujemy, aby o przyszłości naszego sąsiedztwa nie decydowano ponad naszymi głowami.
Źródło: Kresy.pl, Komisja Europejska, LB.ua, Bank Światowy
Źródło: Kresy.pl


















