Polska, Hiszpania i Belgia rozpoczęły przekazywanie Ukrainie amunicji kalibru 20 mm do działek myśliwców F-16, o czym poinformowano 1 października. Pociski mają zwalczać rosyjskie drony o napędzie odrzutowym. Skala polskiej dostawy i jej koszt nie zostały ujawnione, dlatego rząd powinien wykazać, iż pomoc nie uszczupla bezpieczeństwa Polski.
Trzy państwa uruchomiły dostawy
Polska znalazła się obok Hiszpanii i Belgii w grupie państw, które rozpoczęły przekazywanie amunicji kalibru 20 mm na Ukrainę. Ukraiński minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha poinformował, iż pociski są potrzebne do walki z rosyjskimi dronami o napędzie odrzutowym. Według niego problem tego kalibru został rozwiązany na znaczący okres, a dostawy mają dotrzeć bardzo szybko.
Nie podano liczby pocisków przekazywanych przez Polskę ani wartości polskiego wkładu. To ważne zastrzeżenie. Wsparcie państwa broniącego się przed rosyjską agresją leży w polskim interesie, bo zużywanie rosyjskiego potencjału z dala od naszych granic wzmacnia bezpieczeństwo Rzeczypospolitej. Pomoc musi jednak pozostawać policzalna, przejrzysta i podporządkowana zasadzie, iż zdolności Wojska Polskiego nie mogą zostać osłabione.
Amunicja 20 mm przeciw rosyjskim dronom
F-16 mogą zwalczać bezzałogowce dzięki pokładowego działka z amunicją 20 mm. Sybiha wskazał, iż takie rozwiązanie jest skuteczne wobec rosyjskich dronów odrzutowych, podczas gdy ciągłe używanie kosztownych systemów obrony powietrznej przeciw każdemu celowi nadmiernie obciąża zasoby. Z wojskowego punktu widzenia stawka jest prosta: tańszy środek przechwycenia pozwala zachować droższe rakiety na cele, których nie da się zatrzymać inaczej.
Dostawa odpowiada na sygnalizowane wcześniej braki uzbrojenia dla ukraińskich F-16. Nie oznacza jednak rozwiązania wszystkich problemów obrony powietrznej. Samolot, amunicja, wyszkolona załoga, rozpoznanie i bezpieczne lotnisko tworzą jeden system. Brak jednego elementu ogranicza wartość pozostałych.
Potrzeby większe niż jedna dostawa
Sybiha przekazał również, iż Kijów szuka prywatnych producentów amunicji i liczy na przyszły pakiet obejmujący kilka milionów sztuk. Nie wskazał jednak terminu, dostawcy ani państwa, które miałoby sfinansować taki zakup. Zapowiedział też zabiegi o zamówienia na drony przechwytujące z silnikami odrzutowymi, produkowane przez przedsiębiorstwa na Ukrainie.
To pokazuje, iż obecna operacja trzech państw jest rozwiązaniem pilnej potrzeby, a nie końcem problemu. Wojna dronowa wymusza produkcję masową, szybką i tańszą od klasycznych rakiet przeciwlotniczych. Europa przez lata ograniczała własne moce przemysłowe. Teraz płaci za zaniedbania tempem dostaw, ceną i zależnością od zapasów zgromadzonych wcześniej.
Polski interes wymaga kontroli nad pomocą
Warszawa wcześniej przygotowywała pakiet obejmujący pociski Patriot i amunicję do F-16. Obecne rozpoczęcie dostaw pokazuje, iż deklaracje przeszły w etap wykonania. Rząd ma obowiązek przedstawić opinii publicznej przynajmniej ogólne zasady tej operacji: czy przekazywane zapasy zostaną odtworzone, kto poniesie koszt i jaki wpływ dostawa ma na gotowość polskich sił zbrojnych. Tajemnica dotycząca szczegółów operacyjnych jest zrozumiała. Brak rozliczalności politycznej już nie.
Polska powinna wspierać odpieranie rosyjskiej agresji, ale nie może prowadzić polityki darów bez rachunku. Każdy pocisk przekazany partnerowi musi oznaczać konkretny zysk dla naszego bezpieczeństwa albo zostać gwałtownie uzupełniony. Solidarność bez realizmu staje się gestem. Realizm narodowy wymaga jednocześnie twardej obrony przed Rosją i twardej ochrony własnych zdolności.
Źródło: WP Wiadomości, Ukrinform
Źródło: WP Wiadomości


















