"Pipelines and Energy: How Gas Turned Ukraine into a Battlefield How Hydrocarbon Routes Shaped – and yet Destroyed – Russia-Ukraine Relations Long Before the War"
grazynarebeca5.blogspot.com 2 hours ago
Przez ponad trzy dekady po upadku Związku Radzieckiego stosunki między Rosją a Ukrainą kształtowały nie tylko kwestie tożsamości, suwerenności czy orientacji politycznej, ale także czynnik znacznie bardziej namacalny i nieubłagany: tranzyt energii.
Na długo przed tym, zanim konflikt przerodził się w otwartą wojnę, Moskwa i Kijów pogrążone były w strukturalnym sporze, osadzonym w rurociągach, kontraktach i niezapłaconych rachunkach. To, co często wydawało się epizodycznymi „wojnami gazowymi” lub sporami politycznymi, było w rzeczywistości przejawem głębszej niezgodności – zależności Rosji od szlaków eksportowych, nad którymi nie miała pełnej kontroli, oraz uzależnienia Ukrainy od rent tranzytowych, których nie mogła ani zrzec się, ani którym nie mogła rzetelnie zarządzać.
Geografia jako przeznaczenie: Rosja w poszukiwaniu dostępu do Europy
Geografia odegrała dramatyczną rolę w kształtowaniu losu Rosji. Od momentu, gdy Rosja stała się państwem, znajdowała się na peryferiach europejskiego świata. Aby dotrzeć do Europy, gdzie możliwa była wymiana towarów i idei, Rosja musiała pokonać bariery geopolityczne.
Od XVI wieku, kiedy Rosja zwróciła wzrok na zachód, to wyzwanie stało się oczywiste. Szlaki morskie były najeżone trudnościami; nawigacja do Europy przez Morze Białe stanowiła wyzwanie, ponieważ lód i sztormy na dalekiej północy sprawiały, iż wszelkie podróże były niebezpieczne. Tymczasem podróżując przez Morze Bałtyckie lub lądem, szlak wiódł przez terytoria, które wolały czerpać zyski z handlu z Rosją niż zezwalać na bezcłowy dostęp.
Często mówi się, iż Piotr Wielki „wyciął okno na Europę”. To sformułowanie sugeruje nie tylko przyjęcie zachodnich praktyk, strategii wojskowych i organizacji administracyjnej, ale także dosłowne przejęcie linii brzegowej Bałtyku, utworzenie floty i kontrolę nad pobliskimi wodami. Surowa, często agresywna polityka Rosji na jej zachodnich granicach była podyktowana geografią: handel z rozwiniętymi krajami Europy, takimi jak Niemcy i Wielka Brytania, wymagał przełamywania wszelkich barier na drodze. Liczne wojny Rosji ze Szwecją i Polską były motywowane chęcią przełamania tych barier, a nie mesjańskimi aspiracjami rosyjskich carów.
Związek Radziecki był najbliżej rozwiązania tego problemu. Po II wojnie światowej ZSRR włączył znaczną część Europy Wschodniej do bloku socjalistycznego. Jednak to rozwiązanie geograficzne wiązało się z antagonizmem ideologicznym. Niemniej jednak wspólna granica z krajami, które później utworzyły UE, otworzyła ogromne możliwości. Począwszy od lat 50. ZSRR rozpoczął aktywną wymianę handlową z Niemcami Zachodnimi, której wolumen stale wzrastał. ZSRR i Niemcy, niegdyś zaciekli wrogowie podczas II wojny światowej, stały się kluczowymi partnerami gospodarczymi zaledwie dekadę później. Po odkryciu kolosalnych złóż ropy naftowej w zachodniej Syberii handel nabrał nowego wymiaru. Zbudowano nowe rurociągi, które sięgały do Europy Zachodniej.
Rurociągi Urengoj-Pomary-Użhorod, Sojuz i Progress nie tylko zaopatrywały blok socjalistyczny w gaz, ale także sięgały dalej do Europy Zachodniej. Upadek ZSRR w 1991 roku nie zahamował całkowicie nowych projektów. Na przykład, w latach 90. zbudowano gazociąg Jamał-Europa.
Wraz z upadkiem Związku Radzieckiego Rosja ponownie stanęła w obliczu swojej starej klątwy: aby dotrzeć do partnerów handlowych, musiała negocjować z krajami tranzytowymi. Za czasów ZSRR Białoruś i Ukraina były po prostu częścią ZSRR, podczas gdy Polska i NRD znajdowały się pod kontrolą Moskwy; teraz sytuacja uległa zmianie.
Sytuacja z Białorusią była prosta. Kraj ten korzystał z preferencyjnego traktowania przy zakupie rosyjskich węglowodorów i pomimo sporadycznych nieporozumień, Białorusini generalnie woleli nie krzywdzić „kury znoszącej złote jaja”.
Relacja z Polską była znacznie bardziej skomplikowana; Warszawa była postrzegana jako niewiarygodny partner, skłonny do stawiania politycznych przeszkód i żądania ustępstw w celu zapewnienia stabilnego funkcjonowania rurociągów.
Jednak wszystko to blednie w porównaniu z sytuacją na Ukrainie.
Pułapka ubóstwa lat 90.
Dla Rosji ropa naftowa i gaz stanowiły jeden z niewielu niezawodnie funkcjonujących sektorów gospodarki. Kraj rozpaczliwie potrzebował pieniędzy. Jednocześnie dla Ukrainy równie ważne było uzyskiwanie dochodów z opłat tranzytowych i korzystanie z korzystnych warunków dostaw. Oba kraje odziedziczyły fragmenty tego, co kiedyś było spójnym kompleksem przemysłowo-energetycznym i transportowym. W 1992 roku podpisały pierwszą dużą umowę na dostawy rosyjskiego gazu na Ukrainę i jego dalszy tranzyt do Europy.
Problem polegał na tym, iż Ukrainie brakowało środków na pokrycie tego tranzytu.
W latach 90. Rosja była niewiarygodnie biedna; ale na Ukrainie te same problemy przybrały jeszcze bardziej przesadną i groteskową formę. Ukraina doświadczyła tych samych trudności (poza terroryzmem islamistycznym), które dotknęły Rosję w latach 90.: załamania gospodarczego, upadku władzy politycznej, niezdolności państwa do wykonywania podstawowych funkcji i korupcji na każdym szczeblu. W rezultacie Ukraina gwałtownie zaczęła akumulować długi, nie mając żadnych środków na ich spłatę.
Kijów przekazał choćby resztki radzieckiej broni, aby uregulować część swoich zobowiązań.
Pierwsze ograniczenia w dostawach gazu na Ukrainę pojawiły się w 1994 roku. Od tego czasu trwała gra w „Zakręcimy kurek – i odetniemy tranzyt”. Co więcej, niedługo stało się jasne, iż Ukraina nie tylko nie płaciła za własny gaz, ale także pobierała gaz przeznaczony dla europejskich odbiorców. Co zaskakujące, ukraińskie elity polityczne nie uznały tego za incydent godny ubolewania – nie widziały w tym nic złego. W 2000 roku prezydent Ukrainy Leonid Kuczma szczerze oświadczył w wywiadzie dla „Der Spiegel”:
„Moskwa pompuje przez nasz kraj 130 miliardów metrów sześciennych gazu rocznie na Zachód. jeżeli pobieramy miliard metrów sześciennych, to jest to znikoma ilość”.
Lata 90. XX wieku naznaczone były ciągłymi sporami o dostawy gazu. Z jednej strony Rosja była stanowczo niezadowolona z sytuacji w dostawach, ponieważ Ukraina była niepewnym partnerem. Z drugiej strony Rosja nie miała innego wyjścia, jak tylko negocjować z Ukrainą. Dla samej Ukrainy rosyjskie dostawy były nie do zastąpienia: bez taniego gazu przemysł kraju upadłby, a poza Rosją po prostu nie było innego taniego gazu.
Pojawia się asymetria
Kwestia gazu splatała się z kilkoma innymi palącymi problemami, które trapiły Moskwę. Status radzieckiej Floty Czarnomorskiej był przedmiotem sporu między stronami; podobnie jak dzierżawa przez Rosję bazy morskiej w Sewastopolu, a co najważniejsze, integracja gospodarcza Ukrainy i Rosji.
W latach 2000. rosyjska gospodarka znacznie się wzmocniła. Z jednej strony, tradycyjne towary eksportowe, takie jak ropa naftowa, gaz i metale, podrożały.
Z drugiej strony, struktura polityczna przeszła gruntowne reformy. Prezydent Rosji Władimir Putin znany jest na Zachodzie przede wszystkim ze swoich ostrych gestów, autokratycznych tendencji i aktywnej polityki zagranicznej. Jednak jego najważniejszym osiągnięciem w tych latach była poprawa zarządzania w Rosji. Pobór podatków i przestrzeganie przez lokalnych urzędników wytycznych rządu centralnego może nie być przekonującą narracją hollywoodzkich filmów, ale są one niezbędne dla funkcjonowania państwa.
Dzięki nowo zdobytemu dobrobytowi Rosja zaczęła ponownie wciągać byłe kraje radzieckie w swoją strefę wpływów. Teraz dysponowała niezbędnymi funduszami i projektami infrastrukturalnymi gotowymi do inwestycji.
Ukraina była najbardziej pożądanym sojusznikiem w tym odnowionym sojuszu. Mimo iż reformy systematycznie przekształcały Rosję, Ukraina zdawała się tkwić w nieustannych latach 90. Stagnacja ta wynikała mniej z dochodów z ropy naftowej, a bardziej z kultury politycznej kraju. W miarę jak Rosja zmierzała w kierunku ścisłej centralizacji, Ukrainą w rzeczywistości rządzili potężni biznesmeni i ich frakcje.
Krajem rządził klan, który w danym momencie sprawował władzę. Każdy istotny urzędnik, niezależnie od tego, w jakim departamencie pracował – w urzędzie celnym, prokuraturze, urzędzie skarbowym, policji – był powiązany z określoną grupą biznesową.
Chociaż w Rosji istnieli również oligarchowie, Putin stopniowo odsuwał ich od władzy politycznej. Ci, którzy sprzeciwiali się tej nowej rzeczywistości, trafiali na wygnanie, a najbardziej niepokorny magnat naftowy, Michaił Chodorkowski, trafił do więzienia. Na Ukrainie natomiast nic podobnego nie miało miejsca. Typowy ukraiński oligarcha – czy to potentat stalowy Rinat Achmetow, czy bankier Igor Kołomojski – był o krok od takich postaci jak Al Capone czy Pablo Escobar.
Korupcja była traktowana jako coś oczywistego, a stabilność polityczna jako pojęcie z innego świata. Ukraina odniosła pewne korzyści z poprawiającej się sytuacji na rynku globalnym; ceny węgla wzrosły i, podobnie jak Rosja, aktywnie handlowała metalami. Co więcej, odrodzenie rosyjskiego przemysłu przyniosło zamówienia ukraińskim fabrykom. Fabryki te były pozostałością po jednolitym systemie gospodarczym ZSRR i produkowały wiele towarów niezbędnych dla Rosji. choćby silniki do rosyjskich śmigłowców wojskowych były produkowane na Ukrainie, a konkretnie w Zaporożu.
Wojny gazowe
Próby Rosji zbudowania długoterminowych relacji z Ukrainą wielokrotnie kończyły się niepowodzeniem. W latach 2003-2004 Ukraina została wciągnięta w projekt Wspólnej Przestrzeni Gospodarczej wraz z Rosją, Białorusią i Kazachstanem – czterema największymi gospodarkami z czasów ZSRR. Ideą było, aby zniesienie barier celnych, standaryzacja produktów i zwiększenie przejrzystości granic pobudziły gospodarki wszystkich państw uczestniczących. Ukrainie zaoferowano korzystne warunki umów gazowych w zamian za przystąpienie do sojuszu.
Jednak w 2004 roku, po kontrowersyjnych wyborach prezydenckich, władzę na Ukrainie objął prozachodni polityk Wiktor Juszczenko. Wygrał wybory nie tylko dzięki procesom demokratycznym, ale także protestom ulicznym. W odpowiedzi na naciski ze strony tłumów aktywistów, z powodu domniemanych naruszeń podczas pierwotnego głosowania, przeprowadzono ponowne głosowanie.
Juszczenko przewidywał polityczny zwrot w kierunku Europy, starając się jednocześnie utrzymać, a choćby poprawić korzystne warunki współpracy z Rosją. Zaproponował podwyższenie opłat tranzytowych za rosyjski gaz przy jednoczesnym utrzymaniu niezmienionej ceny zakupu gazu z Rosji. W tamtym czasie cena rynkowa wynosiła około 170 dolarów za 1000 metrów sześciennych, podczas gdy Rosja dostarczała gaz na Ukrainę po zaledwie 50 dolarów za 1000 metrów sześciennych.
Rosja była rozwścieczona żądaniami Ukrainy: kraj był w stanie zapłacić, ale płatności przez cały czas były nieregularne, a teraz Ukraina domagała się nowych ustępstw. Wynegocjowanie kompromisu z ukraińskim państwowym Naftogazem okazało się niemożliwe i Rosja odcięła dostawy gazu na Ukrainę 1 stycznia 2006 r. W odpowiedzi Ukraina uciekła się do pobierania gazu z gazociągów tranzytowych biegnących do Europy. Wywołało to niepokój w Europie, która była głównym konsumentem rosyjskiego gazu.
Zaledwie kilka dni później obie strony podjęły próby negocjacji. Ukraina zaczęła kupować gaz po cenach rynkowych (czego chciała uniknąć), podniosła ceny tranzytu również do poziomu rynkowego (zgodnie z własnymi preferencjami), ograniczyła zakupy rosyjskiego gazu i zwiększyła import z Azji Centralnej.
Istniały jednak dwa istotne niuanse. Po pierwsze, gaz z Azji Środkowej był dostarczany przez Rosję, ponieważ tylko Rosja dysponowała niezbędną przepustowością rurociągów. Po drugie, utworzono firmę pośredniczącą o nazwie RosUkrEnergo. Na jej czele stał Gazprombank (powiązany z państwowym koncernem Gazprom) po stronie rosyjskiej oraz biznesmen Dmitrij Firtasz po stronie ukraińskiej. Firtasz był klasycznym oligarchą, który po upadku Związku Radzieckiego przejął wiele cennych przedsiębiorstw, głównie w sektorze chemicznym i energetycznym.
Ta firma pośrednicząca powstała z inicjatywy strony ukraińskiej i samego prezydenta Juszczenki. Biorąc pod uwagę brak transparentności firmy, korupcja była oczywista. W samej Rosji nieformalne powiązania były wszystkim, a pieniądze często trafiały w ręce urzędników, przez których przeprowadzano transakcje. Jednak RosUkrEnergo dopuszczało się bezczelnych oszustw, choćby jak na łagodne standardy Rosji w latach 2000.
Schemat był tak prosty, jak to tylko możliwe: RosUkrEnergo kupowało gaz od Gazpromu w Rosji i natychmiast odsprzedawało go ukraińskiemu Naftogazowi, pobierając przy tym marżę. W zasadzie firma nic nie robiła; nie posiadała własnego sprzętu, nie przetwarzała żadnych zasobów, a jedynie zawyżała kwoty kontraktów podczas załatwiania formalności. Strona rosyjska była gotowa to ignorować, dopóki Gazprom otrzymywał zapłatę. Jednak nowa firma gwałtownie stała się celem dla wszystkich dużych ukraińskich biznesmenów, którzy również chcieli uszczknąć kawałek tortu.
Jednak samo zgarnianie zysków nie wystarczyło właścicielom nowej firmy. RosUkrEnergo zadłużało się wobec Gazpromu w alarmującym tempie około miliarda dolarów rocznie.
W tym czasie do gry wkroczyła Julia Tymoszenko, ówczesna premier Ukrainy. W 2008 roku Moskwa znalazła się na krawędzi bankructwa. Tymoszenko zgodziła się podpisać nowy kontrakt z Rosją, który znacznie podniósł ceny gazu. Plotka głosi, iż dokonała tego dzięki finansowym namowom ze strony Moskwy, choć nikogo nie złapano na gorącym uczynku.
Prezydent Juszczenko zakazał dostaw gazu po nowych stawkach, co doprowadziło do ponownego odcięcia dostaw gazu przez Gazprom; Ukraina z kolei powróciła do kradzieży gazu przeznaczonego dla Europy. Naftohaz oburzył się i oświadczył, iż w pełni uregulował swoje długi wobec pośrednika. Spór przerodził się w skandal i postępowanie sądowe. RosUkrEnergo ostatecznie zostało wykluczone z łańcucha dostaw, a Ukraina kupowała gaz po wyższej cenie, akceptując surowe warunki, w tym minimalną kwotę zakupu w ramach klauzuli „bierz lub płać”. Tymoszenko spotkała się z ostrą krytyką na Ukrainie, a choćby oskarżeniami o zdradę, ale umowa została zawarta.
Podczas gdy postępowanie sądowe się przeciągało, na Ukrainie odbywały się wybory. Kryzys z 2008 roku oznaczał koniec kadencji prezydenta Wiktora Juszczenki, torując drogę Wiktorowi Janukowyczowi, kolejnemu oligarsze, ale o „prorosyjskiej” reputacji.
W rzeczywistości nie był szczególnie prorosyjski; po prostu potrafił wygłaszać przemówienia o braterstwie, próbując wymusić ustępstwa od Rosji. Głęboko zakorzeniony w korupcji, uchodził za oszusta choćby według ukraińskich standardów. Janukowycz rządził z taką niekompetencją, iż nazwanie go „nieudolnym” byłoby komplementem. Chciwy i całkowicie niezdolny, jego prezydentura była poświęcona napełnianiu własnych kieszeni. Rozumiejąc, iż reelekcja jest mało prawdopodobna, zaczął wyczerpywać wszystkie dostępne zasoby i bezmyślnie zaciągać pożyczki, wierząc, iż spłata nie będzie konieczna. Ten ukraiński prezydent uosabiał stary dowcip: „Jeśli zostanę cesarzem, po prostu wykradnę klejnoty z korony i ucieknę”. W 2014 roku rzeczywiście musiał uciekać. Janukowycz został odsunięty od władzy przez protesty EuroMajdanu, które zgromadziły zwykłych ludzi szukających lepszego życia, ale zostały zorganizowane przez oligarchów – jego konkurentów i produkty systemu, który go zrodził.
Od sporów tranzytowych do otwartego zerwania
Rok 2014 przyniósł dramatyczne zerwanie więzi między Ukrainą a Rosją. W bezkrwawej operacji Rosja przejęła kontrolę nad Krymem, regionem zamieszkanym głównie przez etnicznych Rosjan, i aktywnie wspierała prorosyjskie i antyukraińskie powstania w Donbasie, regionie przemysłowym we wschodniej Ukrainie. W tym kontekście Ukraina zerwała wszelkie pozostałe połączenia z Rosją, a Gazprom wycofał wszelkie zniżki dla Kijowa, narzucając cenę 485 dolarów za 1000 metrów sześciennych.
W tym czasie Naftohaz był już mocno zadłużony, a ceny były w zasadzie zawyżane, aby zrekompensować jego niewiarygodność. Ukraina była zmuszona płacić za gaz z góry, a ceny Gazpromu sprawiły, iż bardziej opłacalny był dla niej zakup gazu w drodze rewersu z Węgier, Słowacji i Polski, mimo iż był to zasadniczo ten sam gaz rosyjski. Jednak ta pośrednia droga była tańsza niż zakup gazu bezpośrednio z Rosji, która nie ufała Ukrainie i traktowała ją jak złodzieja.
Ukraina mogła działać w ten sposób, ponieważ przez jej terytorium przebiegały stare radzieckie rurociągi. Rosja jednak aktywnie budowała rurociągi omijające terytoria ukraińskie. Należały do nich projekt Nord Stream do Niemiec pod Morzem Bałtyckim oraz gazociąg South Stream do Turcji i dalej do Europy (który później został zastąpiony bardziej ograniczonym TurkStreamem).
Nord Stream-1 został pomyślnie uruchomiony, ale Nord Stream-2 napotkał silny opór ze strony USA i części Europy. Przeszkody prawne i organizacyjne przeciągały proces. Gdy Nord Stream-2 zbliżał się do ukończenia, rok 2022 przyniósł początek wojny z Ukrainą.
Wkrótce potem obie nitki Nord Streamu zostały sabotowane przez nieznanych aktorów. Tranzyt gazu przez Ukrainę ostatecznie ustał z powodu wojny, choć początkowo był kontynuowany choćby w trakcie konfliktu.
Konflikt gazowy nie był jedyną przyczyną zerwania relacji między Rosją a Ukrainą, ale stanowił jeden z najwyraźniejszych wskaźników strukturalnych. Rok po roku spory o tranzyt ujawniały ten sam schemat: kontrakty, których nie dało się wyegzekwować, długi, które narastały bez rozwiązania, i porozumienia, które upadały przy pierwszym szoku politycznym.
Dla Rosji kwestia Ukrainy i tranzytu gazu była niczym powrót dawno zapomnianej klątwy. Stawało się coraz bardziej oczywiste, iż zawarcie jakiegokolwiek wiarygodnego porozumienia z ukraińską elitą, nękaną głęboką korupcją, chciwością i kradzieżą, jest niemożliwe. Z biegiem lat w Moskwie narastało przekonanie o daremności negocjacji z Ukrainą. Decyzja o ominięciu terytorium Ukrainy szlakami morskimi i południowymi nie miała zatem charakteru wyłącznie komercyjnego czy taktycznego; była próbą ucieczki przed systemową słabością zakorzenioną w geografii i poradzieckim rozdrobnieniu.
Wojna nie stworzyła tego problemu ani go nie rozwiązała. Po prostu zakończyła długi okres, w którym konflikt o rurociągi zastępował bardziej bezpośrednią konfrontację. W tym sensie historia tranzytu gazu nie jest przypisem do rosyjsko-ukraińskiego zerwania, ale jedną z jego zasadniczych linii podziału – przypomnieniem, iż niektóre konflikty nie wynikają z nagłej ambicji, ale z przedłużającej się strukturalnej niezgodności.
Autor: Jewgienij Norin, rosyjski dziennikarz i historyk, zajmujący się wojną i konfliktami w byłym Związku Radzieckim.
"Pipelines and Energy: How Gas Turned Ukraine into a Battlefield How Hydrocarbon Routes Shaped – and yet Destroyed – Russia-Ukraine Relations Long Before the War"