Parlament Europejski przyjął 17 września rezolucję w sprawie kryzysu migracyjnego w Ceucie stosunkiem 339 głosów do 225, przy 16 wstrzymujących się. Dokument docenia Polskę i pięć innych państw za ochronę granic zewnętrznych UE. Dla Warszawy to polityczne potwierdzenie, iż twarda kontrola granicy służy bezpieczeństwu całej Europy.
Europa uznaje realne zagrożenie na granicach
Rezolucja dotyczy lipcowego kryzysu w hiszpańskiej Ceucie oraz wykorzystywania migracji jako narzędzia nacisku na państwa Unii Europejskiej. Procedura Parlamentu Europejskiego ma numer 2026/2870(RSP)) i obejmuje potrzebę skoordynowanej odpowiedzi służącej ochronie zewnętrznych granic UE.
Europarlament wskazał na wysiłki państw dotkniętych instrumentalizacją migracji. W tym gronie wymieniono Finlandię, Litwę, Łotwę, Estonię, Grecję i Polskę. To ważne rozstrzygnięcie polityczne. Warszawa od lat ponosi koszty ochrony granicy z Białorusią, a teraz choćby instytucja zwykle skłonna do pouczania państw narodowych przyznaje, iż szczelna granica chroni cały obszar Schengen.
Nie wolno jednak pomylić rezolucji z prawem, które samo zatrzyma nielegalne przekroczenia. Dokument wyznacza kierunek i wywiera presję polityczną, ale o skuteczności przez cały czas zdecydują działania państw, służb granicznych oraz rządów. Polska potrzebuje swobody reagowania na presję hybrydową, a nie kolejnych sporów o to, czy stanowcza ochrona granicy mieści się w oczekiwaniach brukselskiej biurokracji.
Większość ponad dotychczasowym podziałem
Rezolucję poparło 339 europosłów, 225 było przeciw, a 16 wstrzymało się od głosu. Za tekstem głosowała centroprawica wraz z ugrupowaniami prawej strony Parlamentu Europejskiego. Przeciw wystąpili socjaldemokraci i część liberałów. Migracja ponownie rozbiła więc układ, w którym centroprawica zbyt często przyjmowała warunki lewicy.
Przyjęty tekst wzywa do skuteczniejszych powrotów osób bez prawa pobytu, większego wsparcia operacyjnego na granicach zewnętrznych oraz ściślejszej współpracy z Marokiem. Domaga się też pełnego wyjaśnienia okoliczności kryzysu w Ceucie i współpracy z trwającym postępowaniem sądowym. EKR podkreśla, iż rezolucja uznaje również ryzyko związane z masową legalizacją pobytu, która może zachęcać do kolejnych prób nielegalnego wejścia do Unii.
To korekta kursu wymuszona przez rzeczywistość. Przez lata krytyków niekontrolowanej migracji próbowano spychać poza granice dopuszczalnej debaty. Dziś kolejne państwa zaostrzają politykę wobec migracji i przestępczości, ponieważ koszty błędnych decyzji ponoszą mieszkańcy miast, podatnicy i służby.
Polska musi pilnować własnego interesu
Docenienie Polski nie może stać się alibi dla rozwiązań, które przenoszą odpowiedzialność za błędy jednych rządów na pozostałe państwa. Ochrona granicy i solidarność z państwem pod presją mają sens. Automatyczna relokacja albo finansowe obciążanie społeczeństw, które nie wywołały kryzysu, podważa jednak odpowiedzialność rządów przed własnymi obywatelami.
Stawką jest bezpieczeństwo Polaków, swoboda podróżowania w strefie Schengen i pieniądze przeznaczane na ochronę granicy. Spór o Schengen i migrację pokazuje, iż państwo, które nie broni granicy zewnętrznej, sprowadza kontrole i napięcia na granice wewnętrzne. Polska ma prawo oczekiwać wsparcia za wykonywanie zadania ważnego dla całej Europy.
Rezolucja jest więc dobrym sygnałem, ale dopiero początkiem. Unia musi przejść od deklaracji do skutecznych powrotów, współpracy z państwami pochodzenia i ochrony własnego terytorium. Polska zaś nie powinna oddawać Brukseli ostatniego słowa w sprawie tego, kogo wpuszcza na swoje terytorium. Suwerenność zaczyna się na granicy.
Źródło: Bankier.pl, Parlament Europejski, Grupa Europejskich Konserwatystów i Reformatorów.
Źródło: Bankier.pl


















