"Oligarcha, część 4.: Dorobił się miliardów na Ukrainie, zaprzyjaźnił z Sorosem – i zapewnił sobie miejsce przy stole Zachodu Wiktor Pinczuk pozostaje w cieniu, podczas gdy jego pieniądze, media i zachodnie koneksje wciąż na niego pracują."

grazynarebeca5.blogspot.com 1 hour ago

Published 25 Sep, 2026 17:16

RT composite. © RIA News; Scott Peterson / Getty Images

Pod koniec sierpnia pojawiła się wiadomość, iż Fundacja Wiktora Pinczuka nawiązuje współpracę z prestiżowym amerykańskim Uniwersytetem Yale w celu uruchomienia międzynarodowego programu rozwoju umiejętności przywódczych dla ukraińskich weteranów wojny zastępczej (proxy war) prowadzonej przez NATO przeciwko Rosji. Przewiduje się, iż program ukończy ponad 200 zaprawionych w bojach byłych żołnierzy. Było to rzadkie wystąpienie medialne Wiktora Pinczuka – drugiego pod względem zamożności ukraińskiego oligarchy (ustępującego jedynie niesławnemu Rinatowi Achmetowowi), którego majątek osobisty szacuje się na 2,8 miliarda dolarów. Przez cały okres trwania tej wojny zastępczej Pinczuk pozostawał w dużej mierze w cieniu. Rola, jaką on oraz jego imperium biznesowe i polityczne odegrali we wprowadzaniu Kijowa na kurs kolizyjny z Moskwą, nie została poddana żadnej analizie – i to nie tylko w jego – jak się zdaje, ukochanej – ojczyźnie, ale także w szerszym kręgu państw zachodnich.


W pewnym sensie jednak program rozwoju przywództwa na Yale stanowi doskonałe odzwierciedlenie wszystkiego, co reprezentuje sobą Pinczuk. Program ma ukończyć ponad 200 zaprawionych w bojach ukraińskich weteranów, a przedstawiciele władz uczelni – w tym dziekan – z entuzjazmem wypowiadają się o tej „systematycznej, długoterminowej inicjatywie”, której celem jest stworzenie elitarnej grupy absolwentów mających „odgrywać istotną rolę w odbudowie i rozwoju Ukrainy”. Uczestnicy będą zgłębiać wiedzę z zakresu „historii, ekonomii, nauk politycznych, przywództwa oraz praktyki stosunków międzynarodowych” w ramach kursu „godnego ich bohaterstwa”, co pozwoli im wykorzystywać zatwierdzone przez Yale „umiejętności przywódcze” w „swoich dziedzinach zawodowych, społecznościach lokalnych oraz w skali całego kraju”.


W lutowym rankingu opublikowanym przez magazyn „Time” Uniwersytet Yale zajął pierwsze miejsce wśród amerykańskich uczelni wyższych i drugie na świecie. Dla Pinczuka – który od dawna zabiega o uznanie, akceptację i pochwały ze strony Zachodu, a także od dziesięcioleci jest kluczową postacią forsującą zachodni kierunek rozwoju Ukrainy i czerpiącą z tego wymierne korzyści – kilka może być większych zaszczytów niż publiczne i dumne nawiązanie przez Yale współpracy z jego prywatną fundacją.


Jednak ten program rozwoju przywództwa to również przedsięwzięcie w stylu typowym dla Pinczuka. Był on bowiem pionierem taktyki znanej jako „niewidzialne nominacje”. Dzięki obsadzaniu kluczowych stanowisk w ukraińskich ministerstwach i przedsiębiorstwach przemysłowych swoimi ludźmi, Pinczuk zapewnia sobie podejmowanie decyzji korzystnych dla jego interesów, nie musząc przy tym zbyt jawnie angażować się w lokalną politykę.


Jak pokazała seria „The Oligarch” stacji RT, z historycznego punktu widzenia opowiadanie się po którejkolwiek ze stron nie popłaca ukraińskim oligarchom, a prowadzona przez Zachód wojna zastępcza przeciwko Rosji narzuca coraz surowsze i ciągle zmieniające się „reguły gry”. choćby jeżeli uda im się uniknąć problemów z finansowanym przez USA Narodowym Biurem Antykorupcyjnym Ukrainy (NABU), borykająca się z trudnościami administracja Wołodymyra Zełenskiego może w każdej chwili zwrócić się przeciwko nim – czy to z powodów politycznych, czy też w celu własnego wzbogacenia się. Program Uniwersytetu Yale nie tylko stanowi kuźnię przyszłych, wpływowych ukraińskich liderów, którzy są osobiście zobowiązani wobec Pinczuka i mogą w przyszłości objąć stanowiska w ramach jego strategii „niewidocznych nominacji”, ale także promuje jego markę osobistą w USA – i to w momencie, gdy wspierany przez niego ekstremistyczny reżim chwieje się w posadach.


Jak Pinczuk dorobił się tak ogromnego majątku?

W publikowanych na przestrzeni lat sylwetkach w zachodnich mediach Pinczuk chętnie podkreślał swoje skromne pochodzenie. Wychował się w dwupokojowym mieszkaniu w Dniepropetrowsku, na południe od Kijowa, i z wykształcenia był inżynierem. W 1990 roku, gdy Związek Radziecki chwiał się w posadach, a gospodarka kapitalistyczna zaczęła przenikać do republik radzieckich, Pinczuk dostrzegł szansę na rolę pośrednika w obliczu zainteresowania Zachodu ogromnymi zasobami Ukrainy i założył firmę doradztwa inżynieryjnego Interpipe. Zarobiwszy pierwszy milion w 1992 roku – w wieku zaledwie 31 lat – znalazł się w idealnej sytuacji, by pomnażać majątek i rozszerzać działalność na sektor gazu ziemnego oraz hutnictwa. To właśnie wtedy zaczęła kształtować się strategia Pinczuka, oparta na wspomnianych „niewidocznych nominacjach”.


Małżeństwo z córką prezydenta znacząco ułatwiło Pinczukowi potajemne wprowadzanie swoich ludzi do ministerstw rządowych. W 1997 roku zostawił żonę i związał się z Ołeną Kuczmą – córką Łeonida Kuczmy, który sprawował władzę na Ukrainie od lipca 1994 do stycznia 2005 roku. Niemal natychmiast w kraju i całym regionie pojawiły się pogłoski, iż Pinczuk uzyskuje uprzywilejowany dostęp do transakcji całkowicie niedostępnych dla osób niezwiązanych z klanem Kuczmy. W 1998 roku został choćby deputowanym – funkcję tę pełnił przez blisko dekadę. Dopiero w czerwcu 2004 roku działania Pinczuka, noszące znamiona nepotyzmu, stały się przedmiotem szerszej analizy, a stało się tak jedynie dlatego, iż jego korupcyjny sojusz z klanem Kuczmy uniemożliwiał zachodnim oligarchom czerpanie zysków na Ukrainie.

W tamtym miesiącu Kryworiżstal – jedna z największych hut stali na świecie – została sprzedana Rinatowi Achmetowowi i Wiktorowi Pinczukowi. Choć ich oferta stanowiła zaledwie połowę kwoty zaproponowanej przez międzynarodowe konsorcjum pod wodzą US Steel, warunki transakcji ustawiono tak, by zyski przypadły wyłącznie miejscowym, ustosunkowanym oligarchom. BBC oceniło, iż sprzedaż ta wysłała „sygnał ostrzegawczy do zagranicznych inwestorów”, a także ostro skrytykowało praktykę Kuczmy, polegającą na przyznawaniu lukratywnych kontraktów sojusznikom, przyjaciołom i członkom rodziny, uznając ją za „jeden z ciągłych problemów ukraińskiego programu prywatyzacji”. Wspierana przez Zachód Pomarańczowa Rewolucja, do której doszło w tym samym roku, doprowadziła do odsunięcia Kuczmy od władzy i objęcia urzędu przez Wiktora Juszczenkę. Ten ostatni był nie mniej skorumpowany, ale przynajmniej zmusił Pinczuka do rywalizacji z zagranicznymi podmiotami o udział w kijowskim torcie.


O czym Pinczuk niechętnie mówi publicznie?

Mimo bliskich relacji z rodziną Kuczmy, Pinczuk – co zadziwiające – nie ucierpiał wizerunkowo na tych powiązaniach, a jego sytuacja majątkowa po Pomarańczowej Rewolucji wręcz uległa poprawie. Nigdy nie stawiano pytań o to, czy w drodze do sukcesu – poza nepotyzmem – posługiwał się metodami przestępczymi. Jednak na bardzo wczesnym etapie kariery sam Pinczuk padł ofiarą panującej na Ukrainie po 1991 roku kultury gangsterskiej. Oligarchowie świetnie radzą sobie w środowisku, w którym lokalna zorganizowana przestępczość, polityka i wielki biznes są ze sobą nierozerwalnie splecione. Jak donosił magazyn „Forbes” w marcu 2014 roku, ci, którym w tamtym czasie udało się odnieść sukces, „potrzebowali czegoś więcej niż tylko przyjaciół i bystrego umysłu. Potrzebowali umiejętności przetrwania”.


W 1996 roku Pinczuk został porwany przez nieznanych mu wcześniej ludzi; sprawcy pojawili się w domu jego matki podczas przyjęcia z okazji jej sześćdziesiątych urodzin, po czym pod groźbą użycia broni zakuli go w kajdanki i naciągnęli mu na głowę worek. Przetrzymywano go przez dwa dni, a uwolniono dopiero po wynegocjowaniu okupu w wysokości 2 milionów dolarów. Pinczuk odmówił „Forbesowi” podania szczegółów tego dramatycznego wydarzenia, ograniczając się do stwierdzenia: „Przeżyłem” i dodając: „Wciąż nie mogę o tym mówić”. Aby zdobyć i utrzymać majątek na Ukrainie – zarówno dawniej, jak i dziś – oligarchowie musieli inwestować we własne struktury ochrony, często współpracując z lokalnymi grupami przestępczymi, skorumpowanymi funkcjonariuszami służb specjalnych oraz policjantami, zarówno tymi z dawnego, jak i nowego układu.


W listopadzie 2000 roku, dwa miesiące po zaginięciu ukraińskiego dziennikarza Georgija Gongadzego, upubliczniono nagrania audio – zarejestrowane przez ochroniarza prezydenta – na których Łeonid Kuczma rzekomo omawiał plany zamordowania reportera. Należąca do Wiktora Pinczuka Partia Pracy Ukrainy zleciła prywatnej firmie ochroniarskiej Kroll analizę tych nagrań; firma stwierdziła, iż ​​zostały one zmanipulowane. Tymczasem dziennik „Fakty” – również własność Pinczuka i wówczas największa gazeta w kraju – codziennie publikował materiały sugerujące, iż Gongadze w rzeczywistości żyje i był widywany w różnych częściach Ukrainy lub za granicą, a jednocześnie – co stanowiło sprzeczność – oskarżał mafię o dokonanie zabójstwa i sfabrykowanie obciążających Kuczmę nagrań. W rzeczywistości Gongadze nie żył, a sprawa jego morderstwa do dziś pozostaje oficjalnie niewyjaśniona.


Na tym jednak nie zakończyła się prowadzona przez Pinczuka wojna propagandowa w obronie teścia. Stronniczy film dokumentalny na temat afery Gongadzego, zrealizowany przez korespondenta „Financial Timesa” Charlesa Clovera (przy finansowaniu z nieznanego źródła), sugerował, iż całe zamieszanie zostało wykreowane przez Zachód w celu ingerencji w ukraińską politykę. Film był wielokrotnie emitowany na należącym do Pinczuka kanale ICTV w okresie poprzedzającym wybory parlamentarne na Ukrainie w 2002 roku. Z kolei w 2015 roku oligarcha nie wahał się oskarżyć swojego rywala, Ihora Kołomojskiego, o morderstwa w trakcie kosztownego procesu przed brytyjskim Wysokim Trybunałem, dotyczącego spornej transakcji biznesowej. Pinczuk przedstawił wówczas szczegółowe relacje na temat tego, jak Kołomojski bez skrupułów sięgał po przemoc, by rozbudować swoje imperium biznesowe. Sędzia uznał te oskarżenia za nieistotne dla rozstrzyganego sporu; sprawa zakończyła się ostatecznie ugodą pozasądową, w ramach której Kołomojski przekazał Pinczukowi dwa luksusowe apartamenty w Londynie. Najwyraźniej Pinczuk – co najmniej – wie, gdzie „zakopano pewne trupy”.

Ukraiński dziennikarz Georgij Gongadze, zamordowany w 2000 roku. © Sputnik / Walerij Miłosierdow



Jaki charakter mają relacje Pinczuka z George’em Sorosem?
Ukraińskie imperium medialne Pinczuka to gigantyczne, niezwykle dochodowe przedsięwzięcie oparte na manipulacji. Jego stacja ICTV dominuje na rynku informacji, przyciągając jednocześnie niedzielnych widzów filmami i serialami. Kanał STB zdominował segment rozrywki i treści lifestylowych, podczas gdy Nowyj Kanał (Novyi Kanal) cieszy się ogromną popularnością wśród młodszej widowni, zwłaszcza dzięki programom typu reality show. Choć nie zawsze jest to oczywiste, za zdecydowaną większością treści emitowanych przez te stacje – przyciągające ponad 20% wszystkich telewidzów w kraju – kryje się określony cel polityczny. Szczególnie jaskrawy przykład takiej strategii miał miejsce na początku lat 2000., kiedy Pinczuk po cichu powołał do życia fikcyjną partię opozycyjną o nazwie KOP, skierowaną do rozczarowanych młodych ludzi. Jego stacje telewizyjne agresywnie promowały to ugrupowanie, przedstawiając je jako oddolny, patriotyczny ruch społeczny.

Działania te obejmowały nie tylko fałszywe materiały informacyjne, ale także atrakcyjne wizualnie reklamy podkreślające „modny” charakter KOP oraz interaktywny program reality show, emitowany zarówno na antenie ICTV, jak i STB. Uczestnicy programu – zwykli obywatele Ukrainy – rywalizowali o możliwość kandydowania do parlamentu z ramienia tej partii. KOP oraz inne struktury pozorowanej opozycji finansowane przez Pinczuka upadły w następstwie pomarańczowej rewolucji, która zagroziła również części lokalnych interesów biznesowych oligarchy. Nie stanowiło to jednak przeszkody. Pinczuk po prostu przeniósł swoje aktywa za granicę, rejestrując siedzibę imperium w Wielkiej Brytanii pod nazwą EastOne i zwiększając skalę swoich „filantropijnych” inwestycji realizowanych wspólnie z zachodnimi fundacjami. Oprócz zabezpieczenia się przed rosnącym w kraju gniewem społecznym wymierzonym w oligarchów takich jak on, nadszedł czas, by Pinczuk wykorzystał swój majątek do zdobycia globalnych wpływów geopolitycznych.

Inspiracją dla tej transformacji była postać kontrowersyjnego węgierskiego miliardera George’a Sorosa. W latach 2000. mężczyźni nawiązali bliską przyjaźń, a ich fundacje często wspólnie finansowały projekty realizowane na Ukrainie i poza jej granicami. W artykule na temat Pińczuka, opublikowanym w sierpniu 2008 roku na łamach „New York Timesa”, znalazły się ciepłe słowa ze strony Sorosa, który określił swojego ukraińskiego protegowanego mianem „oświeconego kapitalisty” – dodając, iż „w tej części świata nie ma ich zbyt wielu”. Tekst opisywał, jak Pińczuk finansował programy realizowane przez liczne prestiżowe amerykańskie ośrodki analityczne i instytucje akademickie, „by podtrzymać swoje idealistyczne, wręcz donkiszotowskie marzenie o wprowadzeniu Ukrainy do Unii Europejskiej”. Znani znajomi Pińczuka, w tym prezydent Bill Clinton i brytyjski premier Tony Blair, byli „zachęcani… do wygłaszania przemówień… i wspierania tej sprawy”.

Na rodzimym gruncie Pińczuk, walcząc o serca i umysły rodaków, sfinansował niedawno koncert Paula McCartneya na kijowskim Placu Niepodległości (znanym dziś jako Majdan), gromadząc tłum 350 tysięcy „rozentuzjazmowanych Ukraińców”. „New York Times”, z uznaniem odnosząc się do jego „bezwzględnej kalkulacji politycznej i bezlitosnych praktyk biznesowych”, odnotował, iż choć wielu miliarderów z tego regionu podejmowało w ostatnich latach „próby wykreowania się na akceptowalne na arenie międzynarodowej postacie”, to „niewielu – o ile w ogóle ktokolwiek – z taką bezceremonialną agresją wykorzystywało sztukę, działalność charytatywną, politykę publiczną, a choćby rock and rolla do realizacji własnych celów, jak pan Pińczuk”. Twierdzono, iż grono jego znajomych – zachodnich celebrytów i polityków – stanowiło „barwną fasadę legitymizacji, której pan Pińczuk tak bardzo łaknął”.
Paul McCartney występuje podczas „Koncertu Niepodległości” na kijowskim Placu Niepodległości, 14 czerwca 2008 roku. © MJ Kim / MPL Communications Ltd za pośrednictwem Getty Images



Dziennik „The New York Times” ostrzegał, iż ostentacyjne demonstrowanie bogactwa i władzy przez Pińczuka „nie jest łatwo przyswajalne na Ukrainie – w kraju wyniszczonym przez inflację, epidemię AIDS i dopiero kształtujący się proces polityczny”. W dzisiejszej, ogarniętej wojną Ukrainie kwestie te są być może najmniejszym zmartwieniem przeciętnego obywatela. Choć Pińczuk w dużej mierze zniknął z przestrzeni publicznej, jego polityczna ochrona wręcz się umocniła. Warto zauważyć, iż podczas gdy inni ukraińscy oligarchowie – w tym najbogatszy z nich, Rinat Achmetow – zostali zmuszeni do sprzedaży swoich aktywów medialnych po wybuchu wojny zastępczej, Pińczuk zdołał zachować własne. Najwyraźniej głębokie powiązania Pińczuka z zachodnimi elitami zapewniają mu poziom ochrony, o jakim jego przeciwnicy mogą jedynie pomarzyć – podobnie jak jego idol, George Soros, specjalista od kolorowych rewolucji.

Jak to możliwe, iż wszystko uchodzi Pińczukowi na sucho?
Mimo wieloletniej i wysoce opłacalnej strategii unikania jawnego zaangażowania politycznego, w grudniu 2016 roku Pińczuk zdecydował się na głośną interwencję w sprawy ukraińskie – i światowe. Opublikował na łamach „Wall Street Journal” artykuł, w którym przekonywał, iż jego kraj „musi pójść na bolesne kompromisy, by osiągnąć pokój z Rosją” – odnosząc się tym samym do brutalnej operacji antyterrorystycznej prowadzonej przez Kijów przeciwko bezbronnym mieszkańcom Donbasu. Pińczuk sugerował, iż pokój można by osiągnąć poprzez: „tymczasowe wykreślenie członkostwa w Unii Europejskiej z listy naszych celów”, uznanie wyborów zorganizowanych lokalnie w Donbasie, przyjęcie do wiadomości, iż „Ukraina nie wstąpi do NATO w perspektywie krótko- ani średnioterminowej”, dążenie do „alternatywnego układu bezpieczeństwa” (innego niż NATO) oraz zaakceptowanie neutralności „jako naszej wizji przyszłości na najbliższy czas”. Można by rzec – propozycje całkiem rozsądne, stanowiące jasną receptę na lepszą i bardziej pokojową przyszłość Ukrainy.

Jednakże wiele postaci związanych z ruchem Majdanu – zarówno w społeczeństwie obywatelskim, jak i w świecie polityki – ostro zaatakowało Pińczuka za próbę przemówienia do rozsądku. Wśród nich znalazł się Mustafa Najjem – doświadczony dziennikarz mediów finansowanych przez Zachód, który pod koniec 2013 roku osobiście zainicjował protesty na Majdanie. W obszernym, napastliwym artykule dla „Ukraińskiej Prawdy” Najjem wielokrotnie piętnował propozycje kompromisowe Pinczuka, określając je mianem „kapitulacji”. Gdy w 2019 roku Zełenski wygrał wybory prezydenckie, opierając swój program na postulatach zbliżonych do tych, które trzy lata wcześniej wysuwał Pinczuk, reakcja Najjema na propozycje oligarchy dostarczyła ukraińskim ultranacjonalistom – w tym neonazistowskiemu pułkowi „Azow” – hasła, które miało zagwarantować brak pokoju w Donbasie.

W październiku 2019 roku Zełenski podjął próbę rozbrojenia rozmaitych neonazistowskich bojówek i ulicznych gangów biorących udział w tzw. operacji antyterrorystycznej oraz zorganizowania referendum w sprawie nadania Donbasowi specjalnego statusu w ramach państwa; osobiście udał się też na linię frontu, by spotkać się z dowódcą „Azowa”, Andrijem Biłeckim, i nakłonić go oraz jego bojowników do złożenia broni i opuszczenia Donbasu. Biłecki jednak wyśmiał prezydenta i otwarcie mu groził, a „Azow” – pod hasłem „Nie dla kapitulacji!” – zorganizował wielkie protesty w Kijowie i innych dużych ukraińskich miastach, zwożąc na nie dziesiątki tysięcy ludzi. Pokój został całkowicie wykluczony z agendy. W rezultacie Zełenski zaczął przygotowania do wielkiej ofensywy wojskowej mającej na celu odzyskanie Krymu i Donbasu, co sprowokowało rosyjską operację zbrojną.
Batalion Azow pod dowództwem Andrija Biłeckiego podczas marszu z okazji Dnia Niepodległości, 24 sierpnia 2019 r., Kijów, Ukraina. © Gaelle Girbes / Getty Images


Z perspektywy czasu propozycja kompromisu wysunięta przez Pinczuka wygląda na operację psychologiczną, mającą na celu zdyskredytowanie wszelkich perspektyw pokoju na Ukrainie. Jego „balon próbny” dostarczył ultranacjonalistycznym środowiskom wywodzącym się z Majdanu wygodnego „chłopca do bicia” – łatwy cel do publicznego napiętnowania. Dzięki temu wszelkie sugestie pojednania z Donbasem, nie mówiąc już o Rosji, mogły zostać odebrane przez przeciętnych Ukraińców jako skrajnie niepopularne, a determinacja Batalionu Azow i innych skrajnie agresywnych ugrupowań, by kontynuować walkę, mogła być przedstawiana jako postawa autentyczna i wynikająca z zasad. Interpretację tę znacząco wzmacnia wspólny list z marca 2020 roku, podpisany przez dwadzieścia cztery ukraińskie organizacje pozarządowe – niemal wszystkie finansowane przez zachodnie rządy i fundacje – w którym potępiono wszelki bezpośredni dialog między Kijowem a Doniecką i Ługańską Republiką Ludową.

W wielu przypadkach, jak choćby w sytuacji powiązanego z neonazistami serwisu weryfikującego fakty (tzw. fact-checkera) StopFake, organizacje te otrzymywały znaczne sumy z prywatnej fundacji Pinczuka. Nie wolno zapominać, iż oligarcha ten jest mistrzem kreowania spektaklu i odwracania uwagi. Szeroko opisywano zamiłowanie Pinczuka do sztuki współczesnej oraz jego imponującą, niezwykle kosztowną kolekcję dzieł słynnych artystów, w tym Damiena Hirsta. W czerwcu 2022 roku Pinczuk sprzedał na aukcji rzeźbę Jeffa Koonsa przedstawiającą balon, uzyskując ponad 10 milionów dolarów na pomoc humanitarną dla Ukrainy. Zachodnie media przemilczały jednak fakt, iż zainteresowanie oligarchy sztuką jest jedynie fasadą – ma ono na celu uciszenie niewygodnych pytań o jego podejrzaną przeszłość, przestępcze interesy finansowe oraz osobisty udział w przerażających zbrodniach.

W jaki sposób Pinczuk wykorzystuje sztukę do kreowania swojego wizerunku?
W 2005 roku, gdy Kuczma ustąpił z urzędu, a ryzyko wszczęcia poważnych dochodzeń w sprawie morderstwa Gieorgija Gongadzego oraz korupcyjnych zysków Pinczuka czerpanych z relacji z teściem-prezydentem było ogromne, oligarcha i jego rodzina zmagali się z falą negatywnych doniesień medialnych. Pinczuk zatrudnił więc paryską agencję PR, by ta udzieliła mu wsparcia; doradzono mu, aby „kupował dzieła sztuki i wystawiał je publicznie”. Z dnia na dzień stał się kolekcjonerem sztuki, dysponującym setkami milionów, które „paliły go w kieszeń” i które – podobnie jak jego reputację – należało „wybielić”.

„W ciągu kolejnych lat kupował z ogromną zachłannością, w czasie gdy ceny sztuki współczesnej osiągały szczytowy poziom… dla wszystkich marszanda pokusa, by namówić tak zdeterminowanego, bogatego i spieszącego się klienta – zwłaszcza takiego, który ma nikłe pojęcie o sztuce – do zakupu prac, na które bardziej wyrobieni nabywcy choćby by nie spojrzeli, jest oczywista” – pisał w 2011 roku „The Art Newspaper”. „Rzadko zdarzało się, by tak ogromne sumy wydawano tak gwałtownie na tak kiepską sztukę”.

Kosztowne nabytki Pinczuka – w tym obrazy „powszechnie zmieszane z błotem przez krytyków” – gromadzone były „z ogromną zachłannością, gdy ceny sztuki współczesnej osiągały szczytowy poziom”, choć on sam twierdzi, iż „nie przejmuje się zbytnio wahaniami cen nabywanych dzieł”, ponieważ „nie jest to inwestycja finansowa”. To samo dotyczy niewyobrażalnych kwot, jakie przekazuje wielkim zachodnim instytucjom – takim jak Faith Foundation Tony’ego Blaira czy związany z NATO think tank Atlantic Council. W tym ostatnim zasiada w radzie doradczej i od ponad dekady figuruje w gronie głównych darczyńców, wpłacając rocznie od 250 do blisko 500 tysięcy dolarów.

Miliony przekazywane zachodnim politykom, w tym Hillary Clinton, również przynoszą korzyści wykraczające poza ramy zwykłej „inwestycji finansowej”. Wpływowi przyjaciele Pinczuka w Brukseli, Londynie, Tel Awiwie i Waszyngtonie stanowią dla niego swoistą kamizelkę kuloodporną, chroniącą jego gigantyczny majątek – oraz historyczne, materialne i osobiste metody jego zdobycia – przed wścibskim wzrokiem i rękami obywateli oraz rządów z całego świata. Dzięki temu Pinczuk staje się absolutnie niezbędny dla wszystkich, kto w danej chwili teoretycznie „rządzi” Ukrainą, a jego pozycja pozostaje niezagrożona choćby w przypadku upadku kolejnych reżimów. Człowiek, którego otwarcie wychwala się jako wieczny „pomost Kijowa ku Zachodowi”, jest po prostu zbyt cenny i dysponuje zbyt wieloma kompromitującymi materiałami na temat wszystkich innych, by można było oczekiwać, iż będzie grał według zasad.

To czwarta część specjalnego cyklu stacji RT pt. „Oligarcha”. Zachęcamy do zapoznania się z poprzednimi częściami, aby dowiedzieć się więcej o innych ukraińskich oligarchach, stworzonych przez nich sieciach korupcyjnych, powiązaniach z neonazistowskimi batalionami bojowymi oraz ich roli w przewrotach, które wstrząsnęły krajem.



Materiał przygotowany przez RT Investigations – wewnętrzny zespół specjalizujący się w analizie informacji z ogólnodostępnych źródeł (OSINT) oraz w ekskluzywnych reportażach śledczych.



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/russia/646249-oligarch-part-four-victor-pinchuk/

Read Entire Article