Od Andrzeja Leppera do Leszka Millera

myslpolska.info 5 hours ago
Działać zgodnie z realiami
By działać w kreślonych warunkach trzeba pogodzić się z realiami i w ich ramach zmieniać otaczającą nas rzeczywistość. Znakomicie obrazuje nam to pogląd Andrzeja Leppera. Lider Samoobrony zrozumiał jaki jest stan faktyczny i sam się nazwał socjalliberałem i krytykował takie postacie jak idealizowany na lewicy nieżyjący już przywódca Wenezueli Hugo Chávez. Pogodzenie się z realiami, nie oznacza akceptacji szaleństw neoliberalnych jak na przykład całkowita lub znaczna prywatyzacja służby zdrowia, szkolnictwa.

Andrzej Lepper przez lata był przedstawiany przede wszystkim jako populista, radykał, trybun ludowy albo polityk antysystemowy. Tymczasem z rozmowy udzielonej „Wprost (Państwo zapłaci, Tygodnik Wprost, Wydanie: 16/2006) wyłania się znacznie bardziej uporządkowany obraz jego poglądów gospodarczych. Sam lider Samoobrony definiował się wprost jako socjalliberał, zwolennik gospodarki rynkowej, ale takiej, w której państwo aktywnie przeciwdziała nadmiernym nierównościom i wspiera rozwój gospodarczy.

„Tak, jestem socjalliberałem, przyjmuję zasady gospodarki rynkowej” – deklarował Lepper. Zaraz jednak dodawał zastrzeżenie zasadnicze: „nie zgadzam się z poglądami skrajnych liberałów, którzy akceptują świat z garstką bogatych i wielką grupą bardzo biednych”. To zdanie dobrze streszczało cały jego sposób myślenia o gospodarce. Lepper nie kwestionował własności prywatnej ani mechanizmów rynkowych. Odrzucał natomiast model, w którym państwo pozostaje bierne wobec narastających różnic społecznych. „Nie chcę rozkułaczać bogatych, ale muszą się sprawiedliwiej niż dotychczas dzielić z resztą społeczeństwa” – mówił.

Nie uważał się też za polityka komunistycznego lub socjalistycznego. Kiedy rozmówcy przypomnieli mu, iż brazylijski prezydent Luiz Inácio Lula da Silva wywodził się z lewicy, Lepper odpowiadał: „Socjalistą to on był, gdy walczył o władzę. Teraz to socjalliberał”.Chwilę później tę samą etykietę odnosił do siebie. W innym miejscu wywiadu powtarzał wręcz: „Jestem socjalliberałem”. W wywiadzie stanowczo odciął się również o wyidealizowanego w kręgach lewackich i skrajnie lewicowych nieżyjącego już prezydenta Wenezueli Hugo Cháveza.

Państwo nie może stać z boku

W wizji Leppera państwo miało być aktywnym uczestnikiem gospodarki. Nie chodziło jednak o likwidację rynku, ale o korygowanie jego mechanizmów i wykorzystywanie instytucji publicznych do pobudzania wzrostu. Szczególnie krytycznie oceniał ówczesny model funkcjonowania Narodowego Banku Polskiego i pozycję Leszka Balcerowicza. „A u nas prezes Leszek Balcerowicz ustawił się w nadzwyczaj wygodnej pozycji i twierdzi, iż interesuje go tylko cel inflacyjny” – mówił. Zarzucał prezesowi NBP, iż „okopał się za murami swojej bankowej twierdzy” i zachowuje się „jak państwo w państwie”.

Lepper przekonywał, iż bank centralny powinien współodpowiadać nie tylko za stabilność pieniądza, ale również za wzrost gospodarczy i zatrudnienie. Powoływał się przy tym na przykłady zagraniczne, zwłaszcza amerykańską Rezerwę Federalną. Jak mówił, chodziło mu o to, „aby bank centralny współodpowiadał z rządem za politykę gospodarczą”. Nie zamierzał przy tym likwidować niezależności NBP. Twierdził raczej, iż należy ją inaczej zdefiniować. „To nieprawda, iż chcemy ograniczyć niezależność NBP” – podkreślał.

Pieniądz ma pracować

Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów jego programu było przekonanie, iż rezerwy finansowe państwa powinny być aktywniej wykorzystywane dla rozwoju gospodarki. W rozmowie Lepper wskazywał m.in. na rezerwę rewaluacyjną NBP. „Dlaczego, skoro można, nie wykorzystać na przykład 16 mld zł na rozwój gospodarczy kraju?” – pytał. Podobnie mówił o rezerwach dewizowych. „Zawsze uważałem, iż one są potrzebne, ale muszą być złożone w naszych bankach, a nie za granicą. I też muszą służyć naszej gospodarce” – przekonywał. Jednocześnie zastrzegał: „nigdy nie pozwolę, aby je roztrwoniono”.

Jego recepta była dość konkretna. Środki miały trafiać m.in. do Banku Gospodarstwa Krajowego i służyć uruchamianiu tańszych kredytów dla młodych przedsiębiorców, samorządów oraz firm uczestniczących w inwestycjach współfinansowanych ze środków unijnych. „Musimy dać ludziom więcej pieniędzy, ożywić popyt wewnętrzny” – mówił.

Keynesizm po lepperowsku

Lepper nie ukrywał inspiracji rozwiązaniami, które można określić jako keynesowskie. Kiedy dziennikarze zarzucali mu „sztuczne ożywianie popytu”, odpowiadał: „Tak twierdzą dogmatyczni liberałowie. Inni nazywają to socjalliberalizmem”. Jego zdaniem wzrost popytu miał pobudzać produkcję, inwestycje i zatrudnienie. „Moi eksperci ekonomiczni mogą podać wiele przykładów, choćby Brazylii, gdzie ożywienie popytu nakręciło koniunkturę i przyniosło zyski” – przekonywał.
Zastrzegał przy tym, iż państwo powinno działać z umiarem: „Pieniądze trzeba dozować z umiarem”. Była to więc wizja daleka zarówno od klasycznego liberalizmu gospodarczego, jak i od gospodarki centralnie planowanej. Lepper widział rolę państwa jako inwestora, regulatora i kreatora popytu. Silniejsza polityka społeczna

Drugim filarem jego programu była rozbudowana polityka społeczna. Lider Samoobrony wskazywał na ubóstwo i przekonywał, iż państwo ma obowiązek ograniczać jego skalę. „My pod względem wielkości sfery ubóstwa jesteśmy na szarym końcu Unii” – mówił, co w realiach pierwszej dekady XX wieku było prawdą. W jego programie pobrzmiewał wyraźny protekcjonizm gospodarczy, ale nie w formie całkowitego odrzucenia kapitału zagranicznego. Kryterium miała być uczciwość podatkowa. Na pytanie, czy podatek obrotowy będzie narzędziem walki z zagranicznym handlem, odpowiadał: „Z tym, który oszukuje nasze państwo. Z uczciwym – nie”.

Ani liberalizm, ani socjalizm

Przywołany wywiad pokazuje, iż Lepper sam próbował sytuować się pomiędzy klasycznymi podziałami ideologicznymi. Rynek akceptował, ale domagał się silniejszego państwa. Bronił własności prywatnej, ale krytykował wielkie nierówności. Chciał obniżać niektóre podatki i składki, a zarazem zwiększać wydatki społeczne i inwestycje publiczne. Dlatego określenie „socjalliberał” nie było w jego przypadku przypadkowym hasłem. Powtarzał je w rozmowie kilkakrotnie i nadawał mu dość konkretną treść.

Rynek tak. Ale nie rynek pozostawiony samemu sobie. Własność prywatna – tak. Ale z większą odpowiedzialnością społeczną najbogatszych. Niezależny bank centralny – tak. Ale taki, który ma odpowiadać także za rozwój gospodarczy. Pomoc społeczna – tak. Ale powiązana z aktywizacją zawodową. W tym sensie Lepper próbował budować własną wersję trzeciej drogi. Najkrócej ujmował ją sam: „Przyjmuję zasady gospodarki rynkowej”, ale zarazem sprzeciwiał się światu „z garstką bogatych i wielką grupą bardzo biednych”.

Jałowa krytyka premiera Millera

Autentyczna lewica zarzuca premierowi Leszkowi Millerowi akceptację liberalizmu. Moim zdaniem Leszek Miller nie jest neoliberałem a socjalliberałem, zaś sama akceptacja dzisiejszego oblicza kapitalizmu wynika moim zdaniem z realizmu. Leszek Miller nie jest dzisiaj, bezkrytycznym stronnikiem niewidzialnej ręki rynku. W tym poglądzie były premier Leszek Miller jest podobny do lidera chłopskiej Samoobrony Andrzeja Leppera. Dziwaczne i niezrozumiałe jest to, iż krytyka „liberała Millera” wychodzi z środowisk, które na sztandary wywieszają nieżyjącego już lidera Samoobrony Andrzeja Leppera. Nie może być tak, iż obciążamy akceptacją „liberalizmu” Millera, a jednocześnie ten rodzaj „liberalizmu” akceptujemy to u Andrzeja Leppera.

Łukasz Jastrzębski

Read Entire Article