O szóstej rano umiera metafora

niepoprawni.pl 2 hours ago

O szóstej rano dzwonek brzmi inaczej. Jest głośniejszy, bardziej urzędowy. choćby jeżeli to tylko plastikowy przycisk z marketu. O szóstej rano nie przychodzi listonosz, sąsiad ani hydraulik. O szóstej rano przychodzi państwo. W kapciach, w szlafroku, z niedopitą herbatą na stole emerytka z Torunia dowiedziała się, iż Internet to jednak nie jest przestrzeń wirtualna. To jest korytarz z linoleum, po którym chodzi się bardzo realnie.

Napisała w sieci dwa zdania. Niepotrzebnie. Nieroztropnie. Bez zastanowienia nad skutkami. „Giń człowieku”. „Dość okradania”. Internet pęka od takich zdań, jak zsyp w bloku po świętach. Nikt się już nie dziwi hałasowi. Ale tym razem coś się zacięło i cały syf wrócił na klatkę. I ruszyła machina. Zatrzymanie. Artykuły. Moralne wzmożenie. Ulga, iż zło zostało nazwane i obezwładnione o poranku. I wreszcie skazane.

Zawsze mnie fascynowało, iż po 1989 roku uznaliśmy, iż najpierw zmienimy wszystko, a potem jakoś samo się naprawi. Sądy też. Profesor Strzembosz wierzył, iż się oczyszczą. Jak akwarium bez filtra. Minęły dekady, a woda mętna. Zbrodnie i przekręty sprzed lat leżą nierozliczone jak stare segregatory w piwnicy. Za to aparat represji wobec słów działa z precyzją szwajcarskiego zegarka. Tylko wskazówki ma, jakby cudze.

Bo w Polsce są równi i są równiejsi. To nie odkrycie, raczej obserwacja terenowa. Są tacy, których krytykować wolno i tacy, przy których lepiej ściszyć głos. Owsiak od lat stoi w tej drugiej grupie. Świecki święty, nietykalny, obłożony parasolem dobrych intencji. Moralny szantaż to najtańsza waluta — wystarczy ją rozmienić na empatię. Kto nie wrzuca do puszki, ten wróg. Kto zadaje pytania, ten podejrzany.

A teraz wyobraźmy sobie, iż Mickiewicz ma konto na Facebooku. Pisze: „Giń, przepadnij, wstydu oszczędź”. Algorytm mruga. Moderator zgłasza. Prokurator czyta. „Elementy groźby?”. „Mowa nienawiści?”. Wielka Improwizacja jako materiał dowodowy. Może dozór. Może przeprosiny. W końcu słowo to czyn, a czyn trzeba ukarać. Zwłaszcza gdy padnie nie tam, gdzie trzeba.

Problem nie polega na tym, iż ktoś napisał coś niepotrzebnie. Problem polega na tym, iż państwo zareagowało, jakby naprawdę nie miało nic pilniejszego na głowie. Jakby przez czterdzieści lat nie nauczyło się odróżniać desperacji od przemocy, chamstwa od zbrodni, a literatury od zamachu. Co gorsza, ta czujność działa tylko w jedną stronę. W drugą zapada cisza.

To nie była groźba śmierci. jeżeli już, to życzenie komuś śmierci. Różnica subtelna, ale zasadnicza. Od dziś „idź do diabła” może być aktem karalnym. Nowa jakość sprawiedliwości. „Będziemy stosować prawo tak, jak my je rozumiemy”. Pamiętają państwo, kto to powiedział?

Read Entire Article