Wiem, napiszecie żem Kolumb czy inny Leif Eriksson. Ale idea powinna brzmieć wciąż i wciąż.
Chcesz zostać politykiem? Zgoda! Działaj, musisz uczestniczyć w prawdziwym życiu politycznym choćby w ramach Gminy, Powiatu czy bądź bardzo sprawnym działaczem związkowym. Wszystko w ramach działalności Społecznej.
Jednocześnie pracując wśród ludzi i umiejąc to udokumentować. Nie na zasadzie gry w berka ale konkretnych materiałów oraz zeznań współpracowników, mieszkańców i ludzi którym się coś konkretnego załatwiło. jeżeli masz taki najmniej 5 letni staż- możesz robić polityczną karierę, osiągasz bierne prawo wyborcze od poziomu Sejmiku Wojewódzkiego włącznie.
Poniżej? Wyłącznie działalność pro bono. Publico bono.
To by była bariera przeciw teczkonosicielom, asystentom i tzw.sekretarzom.
Skończyłeś studia, choćby medyczne i widzisz iż twym wyborem ma być jednak świat polityki? Musisz przepracować 5 lat na fizolskim stanowisku wśród ludzi. Nie uciekając zaraz do gabineciku kierownika czy do innego, przy zarządzie?
Spełniasz wymóg: jesteś człowiekiem nie oderwanym od rzeczywistości.
Wiesz czym jest prawdziwe życie. Choćbyś pod zakład dojeżdżał dobrą furą a i za to by ciebie dojeżdżano na hali.
Przeżyjesz, wytrzymasz. Może choćby zostaniesz związkowcem i zobaczysz co to prześladowanie za pracę u podstaw.
Możesz iść do polityki. Masz doświadczenie. Lata praktyki. Życiowy rozsądek, przynajmniej ten wymuszony zwykłą pracą. Wiesz iż na pewne rzeczy trzeba sobie zasłużyć.
Czy już były tak kategoryczne postulaty?
Nie wiem.
Ale takie i podobne rozwiązania są po prostu Potrzebne.
pozostało jeden, bardzo istotny aspekt.
Młody człowiek rzuci wszystko, uzna skończone studia za zmarnowany czas a niepewną karierę polityczną za formę prostytucji.
I... zostanie w pewnej robocie.

















