Na Iranie się znam, bo spotkałem Szacha

jacekh.substack.com 4 days ago

Moje spotkania z całą pewnością były niezwykle ważnymi wydarzeniami historycznymi, ale niestety nie potrafię opisać ich aż tak znakomicie, jak Ryszard Kapuściński, czy inne pieszczochy Gazety Wyborczej.

Stało się pewnego wrześniowego poranka 1966 roku, gdy niczego niepodejrzewającą dziatwę pobliskiej Szkoły Podstawowej nr 171 mieszczącej przy ulicy Emilii Plater 31 zaprowadzono na plac przed gmachem głównym Politechniki.

Teraz prawdopodobnie ktoś by napisał, iż zostaliśmy tam „spędzeni przez komunistyczne władze”, ale nie słuchajcie ogłupiającej propagandy. Ja też nie skorzystam z okazji wykazania się martyrologią i wystąpienia o świadczenia kombatanckie za doznane prześladowania. Nikt nas nie zmuszał i szliśmy chętnie i wesoło. Nie znaliśmy celu ani powodu, ale chyba nikomu to nie przeszkadzało. Zastąpienie lekcji czymkolwiek innym było wystarczającym usprawiedliwieniem.

W owych czasach plac nosił nazwę Jedności Robotniczej na pamiątkę wydarzenia z grudnia 1948, gdy dwie partie, PPR i PPS Lewica zlały się tam, tworząc PZPR. Teraz plac jest Placem Politechniki, nowa władza starannie zaciera ślady przeszłości, jednakże i tak można dostrzec wpływ dawnych wydarzeń. Otóż budynek Politechniki w pobliżu głównego wejścia otoczony jest wymyślnymi konstrukcjami wałów przeciwpowodziowych. Nie dziwota, w końcu partie, które się tam zlały, liczyły łącznie około 1,5 miliona członków. Zagrożenie powodziowe było realne i do dzisiaj budzi grozę.

Ustawiono nas wzdłuż dochodzącej od strony Placu Zbawiciela ulicy Nowowiejskiej. W owych czasach nie było tam asfaltu, a nawierzchnia jezdni ułożona była z czegoś przypominającego kamienie polne, do tego sterczały z niej szyny tramwajowe. Staliśmy grzecznie, aż wreszcie zaczęliśmy się niecierpliwić. Jeden kolega dla rozrywki szturchnął drugiego, trzeci kogoś zaczepił, kolejny walnął go w palnik. W klasie był kolega o nazwisku Glinka, co oczywiście skłaniało do rozmaitych skrótów myślowych.

W pewnej chwili ktoś z nas mocno wpieniony zaczepkami kolegi Waldka Glinki głośno walnął dłuższym tekstem, którego szczegółów nie pamiętam. Ogólny wydźwięk wypowiedzi był taki: a zjeżdżaj stąd ty głupi gliniarzu, bo jak cię kopnę, to się nie pozbierasz. Zajęci sobą nie zwracaliśmy uwagi, iż staliśmy wzdłuż ulicy, którą miał przejeżdżać ktoś ważny. Przed nami wzdłuż krawężnika co jakieś dziesięć metrów stali umundurowani funkcjonariusze MO. Jeden z nich akurat dokładnie przed nami.

Gdy padły feralne słowa część z nas oprzytomniała i poczuła, iż jest nie halo. Zamarliśmy, czekając na grom. Tymczasem nic się nie stało, tylko funkcjonariusz milicji, nie poruszając stopami ani niczym innym, jak samobieżna figura szachowa wolniutko przesunął się wzdłuż krawężnika o kilka metrów dalej. Zrobił to w taki sposób jak dalekowschodnie upiory lub tancerki ludowych zespołów Rosji, które płyną po scenie, nie poruszając nogami. Tylko iż on nie miał spódnicy, więc jego umiejętności były o niebo większe. MO UFO.

Zachowanie funkcjonariusza wskazuje jasno, iż w MO pracowali normalni ludzie, a nie szalone bestie. Mógł zrobić aferę, po której zostalibyśmy ukarani, ale jako myślący człowiek uznał, iż zignorowanie małolatów jest najwłaściwsze.

Wreszcie doczekaliśmy się i od Placu Zbawiciela nadjechała kawalkada bogatych zachodnich limuzyn. Nie zrobiła na nas wrażenia, gdyż niedaleko od naszej szkoły na rogu Nowogrodzkiej i Poznańskiej mieściła się elegancka restauracja Dzik, z której obficie korzystały przedstawicielstwa dyplomatyczne ulokowane w hotelu Polonia. Dzięki takiemu sąsiedztwu ten kawałek Nowogrodzkiej obstawiony był na co dzień niesamowitymi limuzynami. Napatrzyliśmy się.

Zobaczyłem króla Iranu Mohammada Rezę Pahlawi, bo pierwsza limuzyna miała częściowo przejrzyste szyby, kolejne wiozące jego świtę, liczne damy dworu i ówczesną żonę miały wszystkie szyby skromnie przyciemniane. Król nie podał mi ręki, spiesząc do spraw wagi państwowej, ale uśmiechał się dobrotliwie, pomachał i mrugnął porozumiewawczo, wyraźnie mnie rozpoznał. Potem jeszcze wielokrotnie bywaliśmy u siebie. On u siebie i ja u siebie.

Gwoli prawdy historycznej warto nadmienić, iż największy entuzjazm wywołał klekoczący samochód Syrena, który pojawił się nieco później niedługo po otwarciu drogi przez służby. Wiwatom nie było końca.

Moje kolejne spotkanie z Iranem nastąpiło 15 lat później, gdy na jesieni 1981 roku pojechałem na krótki staż do RFN. Mohammad Reza Pahlawi nie panował już w Iranie, bo w 1979 wydarzyła się w tym kraju rewolucja islamska, a on niedługo potem zmarł na wygnaniu. Dobrze wiedzieć, iż do obalenia monarchy i zwycięstwa ortodoksyjnego islamu przyczyniły się znacznie środowiska liberalnej opozycji, dla której król był zbyt mało europejski i zbyt zachowawczy. Obalili króla, ale zamiast oczekiwanej wolności mają szariat. Pamiętajmy, iż podobnie może być w Europie.

Na dokładkę król chciał zachować niezależność Iranu od światowych mocarstw. w tej chwili CIA-pedia zarzuca mu flirtowanie ze Związkiem Radzieckim i Chinami, ale równie dobrze można podnosić zarzuty w sprawie kontaktów z USA. Dążenia do niezależności Iranu nie były w stanie znieść żadne światowe potęgi, więc wszystkie podważały władzę króla, aż się udało.

Kolejnym paradoksem jest irański program nuklearny. Od prawie pół wieku propagandyści straszą nim cały świat, ale nikt nie chce pamiętać, iż powstał on wyłącznie dzięki inicjatywie i pomocy technicznej USA. Po rewolucji islamskiej program nuklearny stał się problemem Bliskiego Wschodu, a może i całego świata. W każdym razie istnieje i jest stałym powodem ataków Izraela i USA.

W celu wyrobienia sobie niezależnego poglądu należy korzystać z wielu źródeł także innych niż te oficjalne. Polecam niezależny portal Swiss Policy Research, a na nim opracowanie zatytułowane Sekret irańskiej rewolucji z 1979 roku. Dostępne jest pod adresem: https://swprs.org/the-secret-of-the-1979-iranian-revolution/ .

Po wejściu na stronę można ustawić język polski. Na zachętę przedstawiam początkowy fragment.

Dlaczego Stany Zjednoczone poparły rewolucję irańską z 1979 r.

Rewolucja islamska z 1979 roku w Iranie jest często przedstawiana jako antyamerykańska i antyzachodnia. W rzeczywistości rewolucja z 1979 roku była wspierana i ułatwiana przez Stany Zjednoczone – o czym ani zwolennicy, ani przeciwnicy obecnej Islamskiej Republiki Iranu nie lubią mówić.

Choć przez dziesięciolecia zaprzeczano tej informacji, w tej chwili powszechnie wiadomo, iż w 1953 r. Stany Zjednoczone i Wielka Brytania obaliły pierwszego demokratycznie wybranego premiera Iranu, Mohammada Mosaddegha, i ponownie ustanowiły monarchą (szachem) lub dyktatorskim gubernatorem Mohammada Rezę Pahlawiego.

Ta wczesna „zmiana reżimu”, nazwana operacją Ajax , była motywowana anglo-amerykańskimi interesami naftowymi (Mosaddegh planował znacjonalizowanie irańskiego przemysłu naftowego), a także obawami z czasów zimnej wojny przed rosnącym wpływem komunistów na politykę w Iranie (podobnie jak w niektórych krajach Europy Zachodniej).

25 lat później, w styczniu 1979 roku, powstanie ludowe zmusiło Pahlawiego – osłabionego rakiem i pozbawionego dorosłego następcy – do ucieczki z kraju. Stany Zjednoczone ponownie stanęły w obliczu ryzyka przejęcia władzy przez komunistów, podobnie jak miało to miejsce zaledwie rok wcześniej w sąsiednim Afganistanie podczas rewolucji Saurów – na co USA odpowiedziały, dozbrajając bojowników islamistycznych, później znanych jako „Al-Kaida” .

[…]



Na jesieni 1981 roku pojechałem do RFN w ramach wymiany studenckiej, chociaż studentem już od trzech lat nie byłem. Spotkałem tam grupę studiujących Irańczyków, którzy po niedawnych zmianach w swoim kraju nie mieli możliwości powrotu. W przerwach w nauce pracowali, by móc się utrzymać. Przez ostatnie lato remontowali linie wysokiego napięcia, bo było to trudne, ale dobrze płatne zajęcie.

W ich brygadzie był Polak, który często w szczególny sposób obficie komentował warunki pracy i decyzje brygadzisty. Persowie nie znali polskiego, więc nie rozumieli sensu wypowiedzi kolegi z Polski, ale zapamiętali jego słowa dokładnie i umieli je precyzyjnie powtórzyć, a wtedy zapytali mnie o ich znaczenie. Wysiliłem mózgownicę i mieszając angielski z niemieckim i migowym, wyjaśniłem, jak umiałem. Skutkiem był gwałtowny wzrost sympatii grupy Irańczyków do Polski i Polaków.

Od tej pory trzymaliśmy się razem. Oni z kraju ogarniętego krwawą rewolucją islamską, do którego nie mogli wrócić, i ja z kraju, gdzie stan wojenny o nieznanych konsekwencjach był o krok. Dodatkowo Irańczycy strugali niemiaszków z marek grą w 3 karty, mnie też próbowali naciągnąć. Wydaje mi się, iż ich szacunek wzrósł odrobinę, gdy powiedziałem, iż znam tę popularną na polskich bazarach sztuczkę i nie będę próbował, bo wiem dobrze, iż nie mam szans z mistrzami. Wolę po prostu zaprosić ich na piwo.

Rewolucja Islamska i ajatollah Chomeini wprowadzili terror, którego nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Codziennie odbywały się egzekucje, w których publicznie ścinano setki obywateli oskarżonych o zachodnie sympatie. Było oczywiste, iż moi koledzy nie mogą wrócić do ojczyzny. Ich komentarze w łamanym języku, którym się porozumiewaliśmy, były krótkie i proste: Arab Scheise. To przesłanie prawdopodobnie jest sprzeczne z obecną poprawnością polityczną, jest jednak niezwykle prawdziwe, więc powinniśmy sobie powtarzać tę głęboką prawdę przy każdej okazji. Arab Scheise.

Kraj o historii i kulturze liczącej 2000 lub więcej lat zostaje opanowany przez religijnych fanatyków, którzy niszczą go w imię ideologii. Pomyślcie o Europie. Ta ideologia to nie musi być Prorok i jego nauki, chociaż i to staje się w Europie całkiem realne skutkiem polityki UE. Może to być klimatyzm, uznanie naturalnego składnika atmosfery za śmiertelne zagrożenie lub genderyzm, albo co tam jeszcze wskazanego przez samozwańcze elity.

Najwyższy czas obudzić się i pogonić towarzystwo, wysłać europosłów i euro biurokratów na wieś lub do sortowni odpadów do prostych społecznie użytecznych prac za odpowiednie do ich kwalifikacji wynagrodzenie.

https://www.aljazeera.com/opinions/2026/3/16/the-us-israeli-strategy-against-iran-is-working-here-is-why

I jeszcze uwagi na temat bieżących wydarzeń. Jak zwykle media w Polsce usiłują przedstawić prezydenta Trumpa jako pijane dziecko we mgle, które nie wie co i w jakim celu robi. Po prostu pewnego dnia obudził się w złym humorze i bez powodu napadł na Iran.

Zamiast obserwacji i analizy faktów mądrale zajmują się przedstawianiem domysłów lub bezpodstawnych opinii. Robi tak wroga Trumpowi TVP, ale także służąca do tej pory amerykańskim Demokratom TVN (wkrótce może się to zmienić). Podobnie jak przedstawiali Putina jako niedojrzałego szaleńca kierującego się bezmyślnymi impulsami, tak teraz przedstawiają Trumpa. Nie chodzi tu o to, czy prowadzone przez nich wojny są złe czy dobre. Problemem jest niedostrzeganie przez media interesów mocarstw i racji stojących za ich działaniami.

Okazuje się, iż aby przeczytać rzeczową analizę sytuacji musimy sięgnąć po takie odległe źródła, jak agencja Al Jazeera. Autor przedstawionego artykułu jest wieloletnim analitykiem wywiadu, więc wie, o czym pisze. Przedstawiam tylko fragmenty kolejnych części jego artykułu, ale zachęcam do przeczytania całości. Przeglądarki internetowe jak Google Chrome oferują funkcję tłumaczenia stron. Z zastrzeżeniem, iż wymaga to ostrożności, gdyż tłumaczenie jest często niedoskonałe i czasem przeinacza sens.

Strategia USA i Izraela przeciwko Iranowi działa. Oto dlaczego

Każdy aspekt zdolności Iranu do demonstrowania swojej siły w regionie został skutecznie osłabiony.

Dwa tygodnie po rozpoczęciu operacji Epic Fury dominująca w mediach narracja ustabilizowała się: Stany Zjednoczone i Izrael wdały się w wojnę bez planu. Iran odpowiada odwetem w całym regionie. Ceny ropy naftowej rosną, a świat stoi w obliczu kolejnego bagna na Bliskim Wschodzie. Senatorowie USA nazwali to pomyłką. Telewizje kablowe zliczyły kryzysy. Komentatorzy ostrzegają przed długą wojną.

Refren jest głośny i pod pewnymi względami zrozumiały. Wojna jest okropna, a ta przyniosła realne koszty dla milionów ludzi na Bliskim Wschodzie, w tym dla miasta, w którym mieszkam.

Patrząc na to, co faktycznie stało się z głównymi instrumentami władzy Iranu – arsenałem rakiet balistycznych, infrastrukturą nuklearną, obroną powietrzną, marynarką wojenną i architekturą dowodzenia zastępczego – obraz nie przedstawia porażki USA. To obraz systematycznej, stopniowej degradacji zagrożenia, na które poprzednie rządy pozwalały przez cztery dekady.

[…]

Arsenał budowany przez dekady, zdemontowany w ciągu kilku dni

Według publicznie dostępnych danych irańska liczba wystrzeleń rakiet balistycznych spadła o ponad 90 procent, z 350 28 lutego do około 25 14 marca. Podobnie przedstawia się sytuacja z wystrzeleniami dronów: z ponad 800 pierwszego dnia do około 75 dnia piętnastego. […]

Próg nuklearny, który zaakceptowali poprzedni prezydenci USA

Większość krytyki kampanii amerykańsko-izraelskiej skupia się na jej kosztach, jednocześnie traktując status quo ante tak, jakby był on darmowy. Nie był.

Iran wszedł w rok 2026 z 440 kg uranu wzbogaconego do 60% czystości – co, po dalszym wzbogaceniu, wystarczyłoby na choćby 10 sztuk broni jądrowej. Według szacunków amerykańskiego wywiadu , przed czerwcowymi atakami Teheranowi brakowało mniej niż dwóch tygodni do takiego wzbogacenia uranu, aby umożliwiło to wyprodukowanie jednej bomby atomowej. W tym czasie Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej przyznała , iż ​​gromadzenie przez Iran materiałów o jakości bliskiej broni jądrowej nie miało wyraźnego uzasadnienia cywilnego. […]

Jednak alternatywa krytyków, czyli ciągła powściągliwość, podczas gdy Iran zbliżał się do broni jądrowej, to polityka, która w pierwszej kolejności doprowadziła do kryzysu. Każdy rok strategicznej cierpliwości dodawał kolejne wirówki do hal wzbogacania i kilogramy do zapasów. […]

Cieśnina Ormuz: marnowany atut Iranu

Zamknięcie Cieśniny Ormuz dominuje w krytycznych komentarzach. Senator USA Chris Murphy nazwał to dowodem na to, iż prezydent Donald Trump źle ocenił zdolność Iranu do odwetu. CNN określiło to jako dowód na to, iż administracja straciła kontrolę nad eskalacją wojny. […]

Ale takie ujęcie odwraca logikę strategiczną. Zamknięcie cieśniny zawsze było najbardziej widoczną kartą odwetową Iranu i zawsze marnotrawstwem. Około 90 procent irańskiego eksportu ropy naftowej przechodzi przez wyspę Charg, a następnie przez cieśninę.

Chiny, największy pozostały partner gospodarczy Teheranu, nie mogą otrzymywać irańskiej ropy naftowej, dopóki cieśnina jest zamknięta. Z każdym dniem trwania blokady Iran odcina się od własnej gospodarki i alienuje jedyne mocarstwo, które konsekwentnie chroniło go w ONZ. Zamknięcie cieśniny nie tylko szkodzi światowej gospodarce, ale także pogłębia izolację Iranu. […]

Sieć proxy, która się fragmentuje, a nie rozszerza

Eskalacja regionalna – Hezbollah wznawiający ataki na Izrael , irackie milicje atakujące bazy USA, Huti grożący na Morzu Czerwonym – jest uznawana za najwyraźniejszy dowód strategicznej porażki USA i Izraela. Krytycy twierdzą, iż wojna rozprzestrzenia się, podobnie jak w Iraku. To błędnie interpretuje dynamikę irańskiej sieci sojuszniczej.

Moje badania nad tym, jak państwa autoryzują przemoc zastępczą, identyfikują cztery poziomy kontroli: legitymizację strategiczną, koordynację operacyjną, dystrybucję finansowo-logistyczną i kalibrację zaprzeczeń. Obecna kampania zakłóciła wszystkie cztery jednocześnie. […]

Jasny finał

Najsilniejszym politycznym zarzutem jest brak ostatecznego celu administracji. Retoryka samego Trumpa nie pomogła: wahania między „bezwarunkową kapitulacją” a sugestiami negocjacji, między zmianą reżimu a zaprzeczaniem zmianie reżimu, potęgują wrażenie strategicznej niespójności. Tylko 33% amerykańskich respondentów w niedawnym sondażu Reuters-Ipsos stwierdziło, iż prezydent jasno wyjaśnił cel misji.

Ale cel końcowy jest widoczny w fazie operacyjnej, choćby jeżeli retoryka ją zaciemnia. Celem jest trwałe osłabienie zdolności Iranu do projekcji siły poza swoimi granicami dzięki pocisków rakietowych, zagrożenia nuklearnego i sieci proxy [czyli Huti, Hesbollahu i innych ugrupowań zewnętrznych] .

Nazwijmy to strategicznym rozbrojeniem. […]

Brak publicznego planu dyplomatycznego nie oznacza jednak porażki kampanii wojskowej. Oznacza to, iż kampania wyprzedza działania dyplomatyczne, co jest problemem sekwencyjnym, a nie strategicznym. Warunki militarne dla trwałego rozwiązania konfliktu – irański potencjał rakietowy jest zbyt zdegradowany, by gwałtownie go odbudować, infrastruktura nuklearna jest niedostępna, a sieci proxy są rozdrobnione – są tworzone właśnie teraz.

Wojna jest brzydka, ale strategia wojenna działa

[…]

Krytycy popełniają jednak inny błąd: traktują koszty działania tak, jakby koszty bezczynności były zerowe. Nie były. Mierzone były powolnym narastaniem zagrożenia, które gdyby nie zostało powstrzymane, doprowadziłoby do kryzysu, którego wszyscy, jak twierdzili, się obawiają: Iranu dysponującego bronią jądrową, zdolnego do zamknięcia Cieśniny Ormuz w dowolnym momencie; Iranu otoczonego siłami zastępczymi, które mogłyby trzymać cały region w niewoli na czas nieokreślony.

[…]

Modne ostatnio stało się zarzucanie Trumpowi, iż „nie przewidział” odwetowego zamknięcia cieśniny Ormuz oraz narzekanie na kłopoty spowodowane tym zamknięciem. Zarzut jest jawnie śmieszny, bo to zamykanie jako irańska broń było stale podnoszone od niepamiętnych czasów, a sam Trump odnosił się do niego już wiele lat wcześniej. Tak samo wymieniał irańską wyspę terminalową Charg jako najważniejszy element ewentualnego konfliktu.

Na dokładkę dobrze jest wiedzieć, iż to nie Iran zamknął cieśninę Ormuz dla żeglugi pomimo jego głośnych deklaracji. Próbowały zrobić to irańskie stawiacze min, ale zostały zatopione. Podobnie rakiety i drony nie stanowią już aż takiego zagrożenia. Siły irańskie prawdopodobnie w tej chwili nie są w stanie wystarczająco kontrolować cieśniny. Przyczyna ustania ruchu jest zupełnie inna.

Otóż podlegle europejskim regulacjom towarzystwa ubezpieczeniowe odmawiają reasekuracji armatorom tankowców. Nie chodzi o domaganie się wysokich czy choćby absurdalnych stawek za ubezpieczenie, tylko o całkowitą i bezwarunkową odmowę.

Żegluga ustała całkowicie, bo bez reasekuracji żaden tankowiec nie popłynie, zwłaszcza iż potem nie zostanie nigdzie przyjęty, nie obsłuży go żaden port. A główna przyczyna tego stanu rzeczy leży w Europie.

16 marca Trump zwrócił się do europejskich członków NATO, aby zajęli się ochroną żeglugi przez cieśninę Ormuz. W końcu obecnie, jeżeli chodzi o ropę, USA są samowystarczalne, a przez cieśninę płynie ropa głównie do Europy.

Jednakże Europa pijąca najlepsze trunki ustami swoich przedstawicieli tymi samymi ustami odpowiedziała Trumpowi, iż na złość wujkowi Samowi odmrozi sobie uszy. Niestety przedstawiciele Europy postanowili odmrozić sobie nasze uszy.

https://truthsocial.com/@realDonaldTrump/posts/116261796648776538

Bez USA NATO JEST PAPIEROWYM TYGRYSEM! Nie chcieli dołączyć do walki o powstrzymanie Iranu z napędem atomowym. Teraz gdy ta walka została militarnie WYGRANA, z minimalnym ryzykiem dla nich, narzekają na wysokie ceny ropy, które są zmuszeni płacić, ale nie chcą pomóc w otwarciu Cieśniny Ormuz, wykonaniu prostego manewru wojskowego, usuwającego jedyną przyczynę wysokich cen ropy. To dla nich takie proste, z tak małym ryzykiem. TCHÓRZE, ZAPAMIĘTAMY! Prezydent DONALD J. TRUMP

I jeszcze kolejny temat do przemyślenia, w jakim stopniu jest to nasza wojna. Historia agresji na Irak, Afganistan lub Libię słusznie skłania do powściągliwości. Wtedy całe NATO służalczo wzięło udział w wojnie, bo w USA byli inni prezydenci. Nikt się nie sprzeciwiał amerykańskiej agresji. Teraz prezydentem jest Donald Trump. Dla lewicujących władców Europy pomarańczowy człowiek jest be, więc bez względu na własne interesy Europa odmawia, płacząc równocześnie z powodu cofnięcia parasola USA nad Europą.

Jednakże Iran nie jest takim państwem jak Irak czy Libia.

Po pierwsze panująca tam Rada Strażników Rewolucji nie kieruje się rozsądkiem lub politycznym rachunkiem, czego dowodem są obecne szaleńcze ataki na cele w różnych krajach regionu całkiem nieuzasadnione militarnie lub politycznie. Przykładowo ataki na Katar, który do tej pory był sojusznikiem i rzecznikiem Iranu, często służył za miejsce negocjacji. Oczywiście zakłócenie dostaw katarskiego gazu stało się przyczyną kłopotów, ale głównie dla niebiorących udziału w ataku na Iran państw europejskich. Jednak dla fanatyków niewierni to niewierni. Należy zniszczyć wszystkich.

Po drugie Iran rzeczywiście dysponuje potężną bronią. Najnowszym dowodem jest niedawny atak dwu rakiet balistycznych typu Chorramszahr na wyspę Diego Garcia na Oceanie Indyjskim. Ten udaremniony atak udowodnił, iż Iran posiadał rakiety balistyczne o zasięgu co najmniej 4500 km, a z pewnością powyżej 5000 km, co oznacza, iż w ich zasięgu była praktycznie cała Europa. Zatem, czy jest to wojna Europy? Można to zobaczyć na mapie na początku tego posta.

Jak to się ma do irańskich deklaracji, iż dobrowolnie ograniczają zasięg swoich rakiet do 2000 km? Prawdopodobnie tyle samo warte są deklaracje Strażników Rewolucji, iż uran wzbogacany był tylko do celów pokojowych. Po co zresztą kosztowna energetyka jądrowa krajowi dysponującemu niezmierzonymi złożami ropy?

Umieli zbudować rakiety międzykontynentalne, a nie byliby zdolni do zbudowania bomb, mając wzbogacony uran i wystarczająco dużo czasu? Pomyślmy o tym, zanim zaczniemy powtarzać hasełka dziennikarzy i polityków.

https://www.business-standard.com/world-news/iran-fires-two-missiles-at-diego-garcia-signalling-extended-strike-range-126032100128_1.html

Korpus rakiety o średnicy 1,5 metra znakomicie nadaje się do przenoszenia głowic jądrowych.

https://en.wikipedia.org/wiki/Ballistic_missile_program_of_Iran

Dziękuję za lekturę Substacka Jacka! Subskrybuj za darmo, aby otrzymywać nowe posty i wspierać moją pracę.

Read Entire Article