Były premier Leszek Miller 3 października zażądał rozliczenia pieniędzy przekazanych Ukrainie i stwierdził, iż granica Polski z Rosją jest „bardzo spokojna”. Kontrola publicznych środków jest konieczna, ale sugestia, iż rosyjskie sąsiedztwo stanowi bezpieczną alternatywę dla niepodległej Ukrainy, uderza w elementarny interes Polski.
Pytanie o pieniądze jest zasadne
Leszek Miller wystąpił w podcaście „Jankowski Kontra”. Jak relacjonuje Polsat News, były premier krytykował sposób przekazywania pomocy Kijowowi. Mówił, iż Wołodymyr Zełenski przychodzi i prosi o kolejne środki, a Polska je daje. Domagał się wyjaśnienia, co dzieje się z przekazanymi pieniędzmi, oraz sugerował, iż są rozkradane.
Każda złotówka wydana przez polskie państwo musi być rozliczalna. Dotyczy to pomocy wojskowej, świadczeń, kredytów, gwarancji i kosztów ponoszonych przez obywateli. Pomoc dla Ukrainy musi służyć interesowi Polski, a rząd ma obowiązek pokazać Polakom pełny rachunek. W tej części pytanie Millera jest potrzebne.
Granica rzetelności przebiega jednak tam, gdzie kończą się dane, a zaczyna oskarżenie. W materiale Polsat News nie przedstawiono dowodu potwierdzającego tezę, iż polskie pieniądze zostały rozkradzione. Miller powinien więc wskazać dokumenty, wyniki kontroli lub ustalenia organów ścigania. Bez tego mocne słowo pozostaje insynuacją.
Fałszywe miliardy nie mogą zastępować faktów
To rozróżnienie jest tym ważniejsze, iż we wrześniu Miller udostępnił przekaz o rzekomym zaginięciu 220 mld euro pomocy unijnej. Demagog wykazał, iż przypisywany „The New York Times” artykuł nie istniał, a kwota 220 mld euro oznaczała łączny koszt pomocy Unii Europejskiej i państw członkowskich, nie sumę skradzioną przez władze w Kijowie. Były premier nie może budować poważnego zarzutu na materiale, który okazał się fałszywy.
Nie oznacza to udzielania Kijowowi kredytu zaufania bez granic. Korupcja na Ukrainie jest realnym problemem, a Polska ma prawo żądać kontroli, warunkowości i pierwszeństwa własnych potrzeb. Unijny Instrument na rzecz Ukrainy także nie jest prostym przelewem bez kryteriów. Rada Unii Europejskiej podała 24 września, iż wypłaty są powiązane z realizacją etapów Planu Ukrainy, a Kijów wykonał 84 z 95 wymaganych celów. Mechanizmy można i trzeba zaostrzać. Najpierw jednak trzeba uczciwie opisać te, które istnieją.
„Spokojna” granica z państwem prowadzącym wojnę
Najbardziej niebezpieczna była odpowiedź Millera na argument, iż klęska Ukrainy nie leży w polskim interesie. Były premier stwierdził: „Graniczymy z Rosją i to jest bardzo spokojna granica”. Formalnie Polska rzeczywiście graniczy z Federacją Rosyjską przez obwód królewiecki. Spokój na konkretnym przejściu granicznym nie mówi jednak nic o strategicznych zamiarach Kremla.
Rosja prowadzi wojnę przeciw Ukrainie, grozi państwom NATO, rozbudowuje presję informacyjną i wykorzystuje narzędzia hybrydowe. W ostatnich dniach Moskwa straszyła Polskę odpowiedzią za działania dotyczące Królewca. Sprowadzanie bezpieczeństwa do braku incydentu przy szlabanie jest polityczną krótkowzrocznością.
Polski realizm nie wymaga bezwarunkowej uległości wobec Kijowa. Wymaga chłodnej kalkulacji. Niepodległa Ukraina wiąże rosyjskie siły i odsuwa bezpośrednią presję militarną od znacznej części polskiej granicy. Polska powinna wspierać ten stan rzeczy na własnych warunkach: z kontrolą wydatków, ochroną rolnictwa, twardą polityką pamięci o ludobójstwie wołyńskim i bez rezygnacji z suwerennego głosu.
Interes Polski wymaga dwóch twardych zasad
Pierwsza zasada brzmi: żadnych pieniędzy bez jawnego celu, kontroli i rozliczenia. Druga: żadnych złudzeń wobec Rosji. Próba przeciwstawienia tych zasad jest fałszywym wyborem. Można żądać od Ukrainy odpowiedzialności, a zarazem rozumieć, iż zwycięstwo Kremla pogorszyłoby bezpieczeństwo Rzeczypospolitej.
Miller postawił ważne pytanie o publiczny grosz, ale osłabił je nieudowodnionym zarzutem i zdaniem o „spokojnej” granicy. Polska polityka wschodnia nie może być ani blankietem dla Kijowa, ani kołysanką o łagodnym sąsiedztwie Rosji. Musi służyć Polsce. Twardo, rozumnie i bez cudzych propagandowych klisz.
Źródło: Polsat News, Rada Unii Europejskiej, Demagog.
Źródło: Polsat News

















