Łochów 2026 – sukces na dobry początek

myslpolska.info 2 hours ago

„Moim zdaniem nie ma takiej możliwości aby Brauna przemilczeć, raczej trzeba przestrzegać przed nim, przypominać co on opowiada i apelować do tych ludzi, którzy będą się w otoczeniu Brauna pojawiać, iż będą narażeni na poważny ostracyzm towarzyski, gospodarczy, polityczny…”

Dominika Wielowieyska na dzień przed kongresem KINGS

Jako medialny przedstawiciel redakcji Myśli Polskiej miałem przyjemność uczestniczyć w wydarzeniu politycznym jakie zorganizowała Konfederacja Korony Polskiej w Łochowie, a od pierwszych liter Kongresu Inicjatyw Gospodarczych i Samorządowych oznaczonym zręcznym akronimem KINGS. Łochów to 7-tysięczne miasteczko 66 kilometrów na północny – wschód od Warszawy. Pociąg się spóźnił i dlatego zamiast zapoznać się z miejscem poprzez spacer zainicjowałem rozmowę z taksówkarzem.

Ma trzy prace, bo z taksówki oczywiście by nie przeżył, latem z 7 tysięcy mieszkańców robi się kilkadziesiąt, bo jest tu dużo działek rekreacyjnych i przyjeżdżają ludzie z dużych miast. Jedyny przemysł w okolicy to firmy niemieckie i ukraińskie gdzie montuje się elektronikę. Taksówkarz dziwi się, iż goście KINGS to niemal sami mężczyźni. W odpowiedzi trochę żartuję, a trochę marzę, iż nasze kobiety w tym czasie opiekują się licznymi dziećmi, tkają, gotują, spotykają się z rodziną. Bierze to na serio i zaczyna tłumaczyć, iż tak nie można, iż byłyby biedne i nieszczęśliwe. I tak w miłej atmosferze, w mroźny poranek, brzydką szosą wśród nijakich, jednorodzinnych domów dojeżdżamy na przedmieście, gdzie nagle wyrasta ogromny kompleks budynków należący do jednej z największych w Polsce firm deweloperskich Arche. To niemal całe osobne miasteczko otoczone solidnymi ogrodzeniami. Współcześni następcy faszystów i komunistów próbowali zastraszyć właściciela, ale skończyło się na jego poddańczej deklaracji o przeznaczeniu zarobionych na imprezie środków na „pomoc walczącej Ukrainie”.

Przy wjeździe do kompleksu zatrzymuje nas patrol umundurowanych wartowników i pyta o cel wjazdu, ale nie sprawdzają kodu QR, który otrzymałem, nie wiem czy to było zaniedbanie obowiązków i brak czujności, a może tylko pierwsze nieco delikatniejsze sito. W środku już nie ma żartów, sporo umundurowanych, dobrze zbudowanych mężczyzn, czasem z różańcami i krzyżami na piersiach, kody są sprawdzane, a potężny dr Sławomir Ozdyk chroni plecy i nie odstępuje lidera Korony ani na krok. Podoba mi się to. Na miejscu swego rodzaju szok jakim jest wielkość sali i ilość ludzi. Tłum liczy bez mała 1000 osób. Na początek trudno się połapać w geografii obiektu, ale po chwili okazuje się, iż wszystko jest bardzo dobrze przemyślane, a wolontariusze gwałtownie pomagają zrozumieć rozkład sal i znaleźć różne pomieszczenia. Dobrze działa szatnia, na początek są pyszne ciastka i kawa, potem będzie dobry obiad dla wszystkich. Wiele znajomych twarzy z najpierw prozdrowotnych, a potem antywojennych, antyukraińskich i patriotycznych manifestacji oraz konferencji.

Przeważają mężczyźni w garniturach, jest znacznie mniejsza ilość kobiet w eleganckich strojach i grupa ubrana w stroje ludowe. Początek ma miejsce w jednej wielkiej sali. Grzegorz Braun krótko, ale dosadnie przypomina, iż w tej chwili ma miejsce kolejna odsłona walki kolejnego pokolenia polskich patriotów z potomkami obcych cywilizacyjnie elit, które zainstalowano tu po 1945 r. Ten cywilizacyjny podział zostaje uwydatniony wystąpieniem Gniewomira Rokosz – Kuczyńskiego. Pod jego przewodem śpiewamy i odmawiamy Anioł Pański. Kiedyś narzekałem, iż śpiew polskich mężczyzn słabo słychać w zdominowanym przez kobiecą nutę polskim kościele, a mocniej brzmi tylko na stadionach, w Łochowie było inaczej, z taką wibracją moglibyśmy podjąć rywalizację z Muzułmanami i o taką siłę czerpaną ze zbiorowych rytuałów chodzi. W końcu takie spotkanie to nie tylko wykuwanie programu, ale w równym stopniu coś w rodzaju przeglądu wojska, defilady i pokazu siły dla swoich i obcych. A obcych jest sporo. Widać liczne twarze pseudodziennikarzy znane ze szkalowania polskich patriotów i proukraińskiej, nienawistnej wobec Rosji, antyzdrowotnej, sprzecznej z polskim interesem narodowym propagandy. Nie przyjechali żeby się nauczyć albo chociaż zrozumieć, niektórzy nagrywali choćby programy, w których „dawali odpór” spodziewanej w Łochowie propolskiej, pozytywnej narracji jeszcze przed rozpoczęciem wydarzenia.

Zasadnicza, merytoryczna część Kongresu była podzielona według 12 tematów pokrywających się z najważniejszymi dziedzinami życia politycznego, publicznego, kulturalnego i gospodarczego. Do każdego panelu organizatorzy zaprosili znaczące i znane osoby zajmujące się daną dziedziną. Myśl Polską – choć niestety nie było to głośno powiedziane – reprezentowali znani czytelnikom Andrzej Szczęśniak w panelu energetycznym i prof. Witold Modzelewski w panelu dotyczącym bezpieczeństwa finansowego i złotówki. Prof. Stanisław Bieleń był zaproszony, ale z powodu choroby nie mógł uczestniczyć w panelu poświęconym geostrategii.

Wszystkie wspomniane panele w których uczestniczyłem bezpośrednio były ciekawe, a nasi publicyści prezentowali wiele trafnych i oryginalnych przemyśleń. Panel gospodarczy odstawał niestety poziomem in minus. Dla Przykładu Tomasz Sommer proponował już nie tylko „wygaszenie ZUS”, ale likwidację, bo nie do zniesienia jest myśl, iż emeryci mogą „doić z pieniędzy czyjeś dzieci”, co porównał do „posiadania niewolników”. Zapytany o emerytury jako prawa nabyte porównał ich likwidację do reformy rolnej za jedynie symbolicznym odszkodowaniem i w tym wypadku najwyraźniej jego liberalizm ustąpił ciągotom rewolucyjnym i niezbyt subtelnemu egoizmowi. Nienawiść do ZUSu i urzędników dominowała zresztą w całym panelu, który miał naprawić świat zdominowany przez korporacyjne molochy i będący w istocie liberalną oligarchią, w której nie rządzą urzędnicy, ale właśnie oligarchowie. Jedynie Robert Gwiazdowski w przebłysku trzeźwości zauważył, iż ZUS jest jedną z niewielu sprawnych instytucji jakie działają w III RP.

Nieco szerszy punkt widzenia próbował prezentować Henryk Siodmok niegdyś zarządzający Atlasem, ale nie wiedzieć czemu nie powtórzył swoich bardzo ciekawych i rozsądnych wrażeń jakie kiedyś przedstawiał na podstawie budowy fabryki w bynajmniej nie wolnorynkowej Białorusi. Zaczadzenie XIX wiecznymi schematami jak widać nie tylko liberalnymi jest niestety ciągle obecne w środowisku Korony, a powody dla jakich wypowiedzi tego typu są tolerowane mają – mam nadzieję – jedynie polityczno-taktyczny charakter, inaczej będzie to zarówno polityczny błąd jak i koncepcyjno-intelektualna zbrodnia.

Niestety prawdziwie „antysytemowe” pytanie jednego z widzów o system bankowy i kreację pieniądza zostało kompletnie zlekceważone poza stwierdzeniem Janusza Korwin-Mikkego, iż wszystkiemu winne jest państwo, które stwarza za dużo regulacji, a te niszczą mniejsze banki. Zależność odwrotna, iż to duże banki kierują państwami i iż jest to rodzaj ponadnarodowego lewiatana z siedzibą np. w Bazylei w tym schemacie się najwyraźniej nie mieści. Jednak na niemal wszystkich innych panelach, których wysłuchanie to ponad 20 godzin ciekawej intelektualnej przygody padało wiele mądrych i odważnych stwierdzeń, także dotyczących spraw głębszych, takich jak rola technologii, kształt rodziny i małżeństwa oraz wiele innych.

Polityki było za kulisami dużo. KKP zbliża się w sondażach do granicy 10%, a to oznacza, iż według demokratyczno – partyjnego żargonu coraz więcej jedynek może być „biorących” i względy szefostwa partii wydają się wielu działaczom ważniejsze od poszerzenia wiedzy i obecności na panelach. Widok wdzięczących się do liderów działaczek, które jeszcze niedawno urządzały gorszące awantury w kościołach, a rok potem chcą najwyraźniej wejść na listy konserwatywnego stronnictwa, budził niesmak, ale i niepokój czy liderom partii uda się oprzeć tego typu presji. Z drugiej strony jeden z liderów KKP pytał dlaczego MP tak nieadekwatnie zareagowała na bardzo życzliwe wobec naszego pisma przesłanie Grzegorza Brauna w czasie wywiadu u Moniki Jaruzelskiej. Jednak moja osoba i widoczny identyfikator MP z reguły wywoływały pozytywne reakcje, mówiono, iż nas się czyta, ogląda i słucha, pytano o możliwość przyjazdu redaktorów na spotkanie.

Monika Jaruzelska

Monika Jaruzelska była natomiast jednym z nielicznych na KINGS sygnałów, iż ruch gaśnicowy może mieć też lewą czy po prostu bardziej wspólnotową, a więc pośrednio i narodową nogę. Jak zwykle podziwialiśmy jej klasę i chłodny umysł, a w wypadku córki generała Wojciecha Jaruzelskiego jej obecność przeczyła twardym schematom jakie Grzegorz Braun zarysował na wstępie. W sumie KINGS było ogromnym sukcesem organizacyjnym, frekwencyjnym i dobrym choć nie pozbawionym słabszych momentów wstępem do budowania programu na jak to określił jeden z komentatorów „pojutrze”. Gdyż dzisiaj w sytuacji gdy de facto cały aparat państwa służy szaleńczym ideologiom narzucanym polskiej świadomości przez obce interesy, pierwszym zadaniem jest odzyskanie tego podstawowego narzędzia kształtowania narodowej wspólnoty. Jak pisał Aleksander Sołżenicyn o Leninie; w jego mózgu każda skomplikowana teoria i idea z zadziwiającą łatwością przekształcała się w krótkie, jednozdaniowe hasło i było to jedną z podstaw jego sukcesu. Dlatego od tego co wybiorą liderzy zależy być może więcej niż od wielostronicowego programu, który jednak powinien być konkretny, z wymieniem konkretnych ustaw i przepisów, które trzeba zlikwidować od razu, tak jak robił to Donald Trump w pierwszym dniu po objęciu urzędu.

O tym jak bardzo KINGS był udany świadczy też reakcja tzw. mediów głównego nurtu. Wojciech Czuchnowski zaczął swoje sprawozdanie od podania kilometrów jakie dzielą Łochów od byłego obozu koncentracyjnego w Treblince, przedtem w czasie panelu na temat wolności słowa brutalnie znieważył jednego z panelistów. Jego brak kultury podkreślał także niechlujny wygląd. Inny publicysta dopatrzył się znamion antysemityzmu choćby w klasycznym eseju Witolda Jedlickiego „Chamy i Żydy” dowodząc, iż ignorancja jest nieodłącznym elementem sylwetki dziennikarza współczesnych mediów. W całej lawinie komentarzy dominowało oburzenie i opis tego co działo się w Łochowie tworzony w myśl zasady „każdy normalny człowiek wie”, wie, iż to co my mu wtłaczamy do głowy od kilku dekad jest jedyną dozwoloną prawdą objawioną niczym kiedyś „Mein Kampf” czy dzieła wielkiego językoznawcy i każde jej zakwestionowanie powinno być z zasady potępiane nie tylko politycznie, ale najlepiej moralnie z coraz bardziej wyraźnym akcentem cenzorsko policyjnym.

Wojciech Czuchnowski z Gazety Wyborczej

Ciekawe jest też zestawienie argumentów jakich używają obie strony politycznego i wrogiego Polsce duopolu. Podczas gdy strona tak zwana europejsko – postępowa oskarża front gaśnicowy o antysemityzm, prorosyjskość, „negowanie Buczy”, „antyszczepionkowość”, chęć opuszczenia UE, to strona zwąca się prawicową sugeruje elektoratowi, iż Korona i ruch gaśnicowy to „bezbożnicy” neopoganie, sataniści, zwolennicy New Age, gnostycy. W tę nutę uderzył też jeden z liderów Konfederacji Krzysztof Bosak sugerując, iż przebywanie w areszcie bez wyroku, a choćby aktu oskarżenia to powód do wstydu nie dla wymiaru sprawiedliwości, ale dla jego ofiary jaką jest Mateusz Piskorski.

Tymczasem sytuacja Polski jest tego rodzaju, iż jakikolwiek ruch mający na celu jak głosiło hasło przewodnie KINGS „odzyskać niepodległość” musi mieć swoje polityczne, ideowe, a choćby światopoglądowe nogi uwzględniające różne opcje i orientacje, a dobór ludzi tak jak w monarchii musi się kierować przede wszystkim walorami ludzkimi; intelektem, charakterem, umiejętnościami, doświadczeniem, życiorysem. W powstałym w czasie pierwszej Solidarności filmie „Robotnicy 80” jeden z jego bohaterów, prosty stoczniowiec pytany o co jemu osobiście chodzi, odpowiedział: „żeby było trochę sprawiedliwości”. Jak pokazała historia, to się wtedy nie udało, ale to nie znaczy, iż walka o sprawy najprostsze nie jest najważniejsza, nawet, a może dlatego, iż jest najtrudniejsza.

Olaf Swolkień

Read Entire Article