Kilka dni temu, Berlin ogłosił, iż w związku z zapowiedziami aneksji Grenlandii przez USA, wysyła na nią żołnierzy Bundeswehry. Jak się okazało, gwałtownie przeprowadzona misja zakończyła się równie błyskawicznym powrotem oddziału na kontynent. Niemieckie wojsko podkreśla, iż udział w operacji „Arctic Endurance”, było elementem „europejskiej współpracy na rzecz bezpieczeństwa Arktyki”. To ciekawe, zważywszy na fakt, iż zarówno USA, jak i Dania, do której należy Grenlandia, są w tym samym sojuszu militarnym – NATO.
Koniec niemieckiego „blitzkriegu” w Grenlandii. 15 żołnierzy Bundeswehry przybyło na Grenlandię w piątek w ramach misji rozpoznawczej europejskich państw organizowanej przez Danię. Misja „Arctic Endurance” przedstawiana była w Niemczech jako sygnał ostrzegawczy dla USA o gotowości Europy, w tym Niemiec, do zapewnienia Grenlandii bezpieczeństwa. Zakończyła się jednak już w niedzielę, co raczej ośmieszyło europejski wysiłek na rzecz obrony wyspy.
O tym, iż Berlin wyśle do Grenlandii kilkunastu żołnierzy, informował w środę rzecznik niemieckiego rządu. Jeszcze w sobotę media niemieckie dezinformowały, iż grupa wojskowych pozostanie na wyspie dłużej. Gdy wyszło, iż misja w istocie miała trwać tylko 3 dni, „Bild” napisał, że… wszystko przebiegło zgodnie z planem, a wyniki rozpoznania zostaną „przeanalizowane w najbliższych dniach”. Według gazety zmieniono założenia czasowe misji z uwagi na… warunki pogodowe. To oczywiście kompromitacja, gdyż nietrudno domyślić się, iż na Grenlandii, zwłaszcza zimą, jest bardzo zimno.
Do niemieckiej operacji doszło przy powtarzających się groźbach prezydenta USA Donalda Trumpa dotyczących możliwego zbrojnego przejęcia Grenlandii przez Stany Zjednoczone. W sobotę przywódca USA zapowiedział, iż od 1 lutego nałoży 10-procentowe cła, na kraje które wysłały na Grenlandię małe grupy żołnierzy. Cła tego typu mają w czerwcu wzrosnąć do 25% i obowiązywać, dopóki USA nie zawrą umowy w sprawie zakupu wyspy.
W niedzielę po południu w Brukseli odbyło się nadzwyczajne spotkanie ambasadorów państw członkowskich przy UE. Spotkanie miało charakter niejawny i dotyczyło gróźb Trumpa w sprawie karnych ceł. Wcześniej, w środę, duńska telewizja publiczna DR poinformowała, iż Kopenhaga podjęła decyzję o zwiększeniu obecności wojskowej na Grenlandii w związku z groźbami przejęcia terytorium wysuwanymi przez USA. Udział w operacji osłonowej wyspy zadeklarowały Szwecja, Niemcy, Norwegia i Francja. Duńskie Ministerstwo Obrony wyraziło nadzieję, iż do manewrów dołączą kolejne państwa NATO.
Jak widzimy, Niemcy mają już tych manewrów dość. Zrezygnowali z nich dość szybko, gdy zdali sobie sprawę w jakich warunkach tam się funkcjonuje. Może Francuzi okażą się bardziej odporni na mróz? Złośliwi twierdzą, iż niemiecki „blitzkrieg” na Grenlandii był przynajmniej dłuższy od prezydentury Rafała Trzaskowskiego. Niestety, sprawa zahacza niestety także o Polskę. Mamy w kraju kilku głuptasów, którzy stracili okazję do milczenia i zaczęli zadawać pytania, dlaczego nasz kraj nie weźmie udziału w obronie Grenlandii.
GERMAN BLITZKRIEG IN GREENLAND:
1) January 16, German soldiers arrived in Greenland.
2) January 17, Trump imposed additional tariffs on Germany.
3) January 18, German soldiers departed from Greenland.
— Lord Bebo (@MyLordBebo) January 18, 2026
Polecamy również: Stało się. UE podpisała umowę Mercosur


















