Kończ Waść, wstydu oszczędź!

patrzymy.pl 19 hours ago

Słynna scena z filmowej adaptacji powieści „Potop”, jest bardzo często przywoływana w politycznych debatach, ale niekoniecznie we adekwatnej interpretacji. „Kończ waść, wstydu oszczędź”, to słowa Andrzeja Kmicica skierowane do Michała Wołodyjowskiego i bynajmniej nie dotyczą wstydu Wołodyjowskiego, tylko Kmicica. jeżeli zatem ktoś wypowiada tę znaną kwestię, to musi mieć świadomość, iż prosi o litość dla siebie, chociaż niejeden „wojownik” jest przekonany, iż w taki sposób upokarza przeciwnika.

Patrząc na to, co się dzieje w partii Polska 2050, fałszywa interpretacja sceny z „Potopu” miałaby pełne zastosowanie, bo aż chce się krzyknąć „kończcie, wstydu oszczędźcie”. Problem w tym, iż w całej partii nie ma ani jednej odpowiedzialnej osoby, która by te męki przerwała, najlepiej z adekwatnym zastosowaniem znaczenia słów Andrzeja Kmicica. Politycy Polski 2050 powinni zwrócić się z gorącym apelem, żeby ktoś ich męki skrócił, jednak zamiast tego postanowili odegrać masochistyczną tragikomedię. Gdy się wydawało, iż już nic bardziej kuriozalnego niż rezygnacja Szymona Hołowni, lidera i założyciela Polski 2050, nie może się wydarzyć, to w rzeczywistość zaczęła przerastać wyobrażenia. Po rezygnacji Szymon Hołownia postanowił dodatkowo się ośmieszyć kandydowaniem na komisarza ONZ, ale to też nie był koniec fatalnej serii.

Prawdziwa katastrofa zaczęła się tuż przed ogłoszeniu wyborów na nowego szefa partii. Komunikaty wysyłane przez czołowych polityków Polski 2050 zaskakiwały z każdym dniem. Michał Kobasko, jeden ze współzałożycieli partii, najpierw próbował zmusić Szymona Hołownię do zmiany decyzji, później sam ogłosił swoją kandydaturę, by na końcu zrezygnować. Ryszard Petru, który już raz spektakularnie rozłożył inny polityczny projekt zwany „Nowoczesna”, zgłosił się do roli zbawiciela Polski 2050, ale w wyborach poległ sromotnie, spośród pięciu kandydatów zajął przedostatnie miejsce, zdobywając zaledwie 95 głosów. Do drugiej tury przeszły dwie panie, od początku wskazywane jako faworytki: Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz i Paulina Hennig-Kloska. Wydawało się, iż finałowe głosowanie to będzie formalność, bo wszyscy kandydaci, którzy odpadli poprali Paulinę Hennig-Kloskę, jednak tak się nie stało!

Przed pierwszą turą pojawiły się pierwsze medialne doniesienia o nieczystej grze. Część działaczy zarzucała Katarzynie Pełczyńskiej-Nałęcz kupowanie głosów stanowiskami. W tej gęstej atmosferze pojawił się też list wysłany przez Szymona Hołownię, co było odczytane jako próba wsparcia dla Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. Z jednej strony nie ma w tym wszystkim nic dziwnego, w końcu każde polityczne wybory podkręcają emocje i we wszystkich występuje brudna kampania, jednak wybory wewnętrzne zwykle przebiegają znaczniej spokojniej niż rywalizacja pomiędzy poszczególnymi partiami. W Polsce 2050 chwili spokoju nie było, a napięcie doszło do takiego poziomu, iż po wielu godzinach oczekiwania na wyniki drugiej tury, komisja wydała oświadczenie, iż z „powodów technicznych” głosowanie unieważniono.

Pełna kompromitacja, tym większa, iż w głosowaniu brało udział mniej niż 1000 osób i nie musiały się udawać do lokali wyborczych, tylko wskazywali swojego kandydata dzięki łącza internetowego. Polska 2050 ma w tej chwili notowania poniżej błędu statystycznego 1,5-2,5 proc. i patrząc na to, co się w ostatnich dniach wydarzyło trudno uznać, iż sondaże są zaniżane, raczej wyglądają na zbyt optymistyczne. Obojętnie jaki będzie ostateczny wynik wyborów z pewnością nie wszyscy działacze uznają je za wiarygodne i to kolejny duży krok w stronę upadku tej partii. Wcześniej, czy później Donald Tusk skonsumuje tę „przystawkę”, chociaż to już adekwatne są polityczne resztki, a nie przystawka.

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

Read Entire Article