Rada Pokoju to inicjatywa Donalda Trumpa forsowana w stylu Donalda Trumpa i całkowicie podporządkowana interesom USA. Konstrukcja statusu tej organizacji jest co najmniej dyskusyjna, a jej charakter pełen niejasności, żeby nie powiedzieć pułapek. Wiadomo natomiast na pewno, iż dożywotnią funkcję szefa organizacji ma pełnić Donald Trump i on też dysponuje głosem decydującym. W założeniu Rada Pokoju chce być strażnikiem pokojowych rozwiązań w Strefie Gazy, ale i w tej kwestii Donald Trump podaje sprzeczne informacje i poszerza zakres kompetencji, w zależności od tego z jakim gremium prowadzi rozmowy.
Nie mniejsze kontrowersje budzi proponowany skład rady, w której ma się znaleźć prezydent Rosji i Białorusi, a także premier Chin. Przy takich zawiłościach i ewidentnych zagrożeniach dla polskiego interesu narodowego, trzeba zachować szczególną ostrożność i czekać na rozwój wypadków. Dokładnie tak zachował się prezydent Karol Nawrocki i podczas szczytu w Davos udało mu się wyjść z tej niezwykle trudnej sytuacji, w dodatku bez najmniejszych strat. Warto przy tym podkreślić, iż prezydent nie otrzymał żadnego wsparcia ze strony MSZ, bo trudno za wsparcie uznać krótką notatkę z banalną treścią, iż przystąpienie Polski do organizacji międzynarodowej wymaga zgody rządu i ratyfikacji Sejmu. Ostatecznie Polska nie podpisała umowy, ale Karol Nawrocki został przez prezydenta Donalda Trumpa wyróżniony i zaproszony do grona sygnatariuszy.
Po szczycie w Davos piłka została przerzucona na stronę Donalda Tuska i widać wyraźnie, iż jest to poważny problem dla niego. Minęło sporo czasu, a strona rządowa przez cały czas nie potrafi zająć jednoznacznego stanowiska lub raczej nie chce, bo wie z czym to się wiąże. Obojętnie jaką decyzję podejmie Donald Tusk, to cała odpowiedzialność spadnie na rząd i dokładnie tak to rozgrywa prezydent Karol Nawrocki, który dodatkowo musi mieć na uwadze oczekiwania swojego elektoratu. Wbrew temu, co sądzi wielu polityków PiS, Karol Nawrocki wygrał wybory nie dlatego, iż był kandydatem PiS, ale dlatego, iż potrafił przekonać do siebie wyborców obu Konfederacji, a ci są bardzo krytyczni dla tego projektu i wyjątkowo mają rację. Wydawało się, iż prezydent już nic nie musi robić, po bardzo dobrze rozegranej partii w Davos, jednak życie znów pokazało, jak bardzo trzeba uważać na całkowicie zbędną pomocą przyjaciół.
W piątkowe popołudnie Jarosław Kaczyński stanął przed kamerami, cały na biało, by uroczyście i bez zająknięcia położyć plan prezydenta Karola Nawrockiego. Na pytanie dziennikarzy, czy Polska powinna przystąpić do Rady Pokoju padła wyczerpująca, chociaż niekoniecznie rozsądna odpowiedź.
Rząd musi też wyasygnować ten miliard dolarów. Nie ma sensu, żeby Polska tam wchodziła jako państwo biedne. Nie jesteśmy już dzisiaj, na szczęście, państwem biednym. Powinniśmy tutaj działać jako członek pełnoprawny. (…) Musimy działać w jak najlepszych stosunkach ze Stanami Zjednoczonymi, tym bardziej powinniśmy tam być.
Przez długi czas dominowała taka opinia, choćby wśród przeciwników Jarosława Kaczyńskiego, iż jest to polityk wybitny i obdarzony intuicją polityczną. Zwolennicy prezesa PiS szli jeszcze dalej i nazywali prezesa genialnym strategiem. Prawda jest taka, iż rzeczywiście Jarosław Kaczyński był bardzo dobrym politykiem z niezłą intuicją, ale ten czas minął i z pewnością nie wróci, z przyczyn czysto biologicznych. W tej chwili lider PiS szkodzi sobie, własnej partii i jeszcze do tego zaczyna szkodzić prezydentowi Karolowi Nawrockiemu. Czas na zasłużoną emeryturę!
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!
