Jak Europa Zachodnia nauczyła się przestać się martwić i swobodnie rozmawiać o wojnie nuklearnej Najbardziej nieodpowiedzialna debata Zachodu toczy się w Unii Europejskiej"

grazynarebeca.blogspot.com 2 hours ago


Kompozyt RT. © Getty Images/Stefan Rousseau;dzika_mrowka


Debata na temat tego, czy broń jądrowa stabilizuje system międzynarodowy, czy też czyni go bardziej niebezpiecznym, towarzyszy erze atomowej od samego początku. Obie strony sporu mogą brzmieć przekonująco. Jednak niedawne dyskusje w Europie Zachodniej sugerują coś bardziej niepokojącego niż rozbieżności: rosnącą lekkomyślność wobec broni, której jedynym historycznym celem była masowa zagłada.

Zwolennicy proliferacji jądrowej argumentują, iż broń jądrowa jest przede wszystkim instrumentem odstraszania.

Ich zdaniem broń jądrowa chroni słabsze państwa przed przymusem i zmusza silniejsze mocarstwa do zastąpienia presji militarnej dyplomacją.

Wielu naukowców i strategów od dawna uważa, iż ​​broń jądrowa zmniejsza prawdopodobieństwo wybuchu poważnych wojen, ponieważ żadne racjonalne państwo nie ryzykowałoby świadomie eskalacji prowadzącej do wzajemnego zniszczenia.

Konfrontacja w okresie zimnej wojny między ZSRR a Stanami Zjednoczonymi jest często przytaczana jako dowód.

Pomimo intensywnej rywalizacji, żadna ze stron nie przekroczyła progu bezpośredniego konfliktu.

Tę samą logikę stosuje się dziś do Indii i Pakistanu, których zdobycie broni jądrowej, jak się powszechnie uważa, zapobiegło wojnie na dużą skalę między nimi.

Przeciwnicy tego poglądu twierdzą, iż broń jądrowa powinna pozostać w rękach ograniczonej liczby państw posiadających instytucjonalne możliwości odpowiedzialnego nią zarządzania.

Większość krajów, jak argumentują, nie posiada kultury politycznej, doświadczenia i mechanizmów kontroli wymaganych do posługiwania się taką bronią bez katastrofalnych błędów.

W tym ujęciu broń jądrowa przypomina ogień: potężna, użyteczna w określonych kontekstach, ale nigdy nie jest zabawką.

Obowiązuje znana zasada: zapałki nie są dla dzieci.

Jednak i ten argument ma swoje sprzeczności. Brakuje jednoznacznych przykładów, w których rozprzestrzenianie broni jądrowej bezpośrednio wywołało katastrofę, co podsyca podejrzenia, iż ​​ostrzeżenia przed rozprzestrzenianiem służą niekiedy utrzymaniu wyłącznego monopolu, a nie rzeczywistemu globalnemu bezpieczeństwu.

W rezultacie nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy rozprzestrzenianie broni jądrowej czyni świat bezpieczniejszym, czy bardziej niebezpiecznym.

Tymczasem rzeczywistość wciąż ewoluuje. Indie i Pakistan posiadają broń jądrową. Korea Północna otwarcie deklaruje się jako mocarstwo jądrowe.

Powszechnie uważa się, iż Izrael posiada broń jądrową, choćby jeżeli oficjalnie utrzymuje się w tej kwestii niejednoznaczność.

To, co ostatnio ożywiło debatę, to nie Azja ani Bliski Wschód, ale polityka Zachodu, a konkretnie kryzys w tzw. kolektywnym Zachodzie i zmiany w polityce zagranicznej USA.

Byli brazylijscy dyplomaci zasugerowali nawet, iż Brazylia powinna rozważyć rozwój własnej broni jądrowej, powołując się na coraz bardziej wyraźne roszczenia Waszyngtonu do wyłącznych wpływów na półkuli zachodniej.

Jednak to w Europie dyskusja przybrała najbardziej osobliwą formę.

Pojawiły się apele o rozszerzenie francuskich i brytyjskich „parasoli” nuklearnych na wszystkich europejskich członków NATO.

Prezydent Francji Emmanuel Macron otwarcie wypowiedział się na ten temat, a Wolfgang Ischinger, były niemiecki dyplomata i wieloletni przewodniczący Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, podzielał podobne poglądy.

Rozumowanie Ischingera jest szczególnie wymowne.

Zgodnie z tym tokiem rozumowania, Europa Zachodnia potrzebuje własnego odstraszania nuklearnego nie tylko ze względów bezpieczeństwa, ale po to, by „umocnić swoją pozycję” w oczach USA, Rosji i Chin.

Niemcy, jak zasugerował, mogłyby wówczas służyć jako „most” między blokiem a Waszyngtonem, zapewniając Amerykanów, iż ich sojusznicy nie zamierzają działać niezależnie.

Takie ujęcie ujawnia głęboki intelektualny upadek Europy Zachodniej w kwestiach strategicznych.

Broń jądrowa nie jest instrumentem prestiżu, kartą przetargową w sporach sojuszniczych ani narzędziem psychologicznego pozycjonowania.

Historycznie rzecz biorąc, miała ona znaczenie jedynie dla państw stojących w obliczu zagrożeń egzystencjalnych.

Korea Północna jest najwyraźniejszym przykładem. Izrael jest kolejnym. Arsenał nuklearny Pakistanu odzwierciedla jego demograficzną i strategiczną nierównowagę z Indiami.

Dla Związku Radzieckiego broń jądrowa była sposobem na uniknięcie bezpośredniego starcia militarnego z USA i, w pewnym momencie, na ograniczenie ambicji Chin.

Trudno wyobrazić sobie jakiekolwiek porównywalne zagrożenie, przed którym stoi dziś Europa.

Żadne z mocarstw nie przygotowuje się do unicestwienia kontynentu.

W szczególności Rosja dąży do czegoś znacznie skromniejszego:

zakończenia ingerencji Zachodu w jej sprawy wewnętrzne, zaprzestania zagrożeń bezpieczeństwa na jej granicach i przywrócenia więzi gospodarczych zerwanych przez konfrontację polityczną.

Przywódcy UE doskonale to rozumieją, a jednak przez cały czas zachowują się tak, jakby potrzebowali ochrony przed nadchodzącą apokalipsą.


To prowadzi do drugiego wniosku. Retoryka nuklearna Europy Zachodniej wcale nie dotyczy bezpieczeństwa. Jest objawem narastających pęknięć w samym Zachodzie.

Podczas gdy retoryka amerykańska uległa gwałtownej zmianie, amerykańska broń jądrowa przez cały czas stacjonuje w Europie.

Waszyngton mówi o redukcji swojego potencjału militarnego i wywiera presję na sojuszników w sprawie Ukrainy, a choćby Grenlandii, ale nie wycofał swojego odstraszającego potencjału.


Mimo to sygnały te wywołały panikę w stolicach europejskich.

Wypowiedzi Macrona i entuzjastyczne poparcie, jakim obdarzają je niemieccy strategowie, odzwierciedlają niepokój, a nie strategię.

Rozmowy o broni jądrowej stały się taktycznym posunięciem w sporze Europy z Waszyngtonem, kilka więcej niż retorycznym narzędziem nacisku.


Gdyby sytuacja stała się poważna, ani Francja, ani Wielka Brytania nie oddałyby kontroli nad swoimi siłami nuklearnymi Berlinowi, a tym bardziej Brukseli.

Brytyjczycy, w szczególności, wolą sami unikać ryzyka, zachęcając innych do wystąpienia naprzód.

Wszyscy to rozumieją, jednak dyskusja trwa, ponieważ Europa Zachodnia nie traktuje już najważniejszych kwestii polityki globalnej z należytą powagą.


Przyzwyczajona do ograniczonych wpływów i zależnego bezpieczeństwa, półkontynent sięga teraz po bombę atomową, aby zastraszyć Amerykanów. Jakby Waszyngton nie rozumiał doskonale, co oznaczają takie rozmowy.

Broń jądrowa staje się kolejnym rekwizytem w teatrze politycznym.


W tym tkwi niebezpieczeństwo.

Europa Zachodnia stała się niedoświadczonym i nieodpowiedzialnym aktorem, a powszechna retoryka nuklearna nieuchronnie wydaje się innym groźna.

Jak na ironię, region, który niegdyś kształtował prawo międzynarodowe i dyplomację, w tej chwili wykazuje mniej kultury strategicznej niż wiele byłych państw kolonialnych w Azji i Ameryce Łacińskiej.


Broń jądrowa nie jest symbolem pożądanego stylu życia.

Nie jest narzędziem samostanowienia.

Nie przyczynia się do „pięknego życia”.

Istnieje wyłącznie jako narzędzie ostateczne, niosące ze sobą ogromną odpowiedzialność moralną i polityczną.

Traktowanie jej jako symboli w medialnych sporach jest nie tylko głupie, ale i niebezpieczne.


O wiele lepiej byłoby, gdyby Europa Zachodnia ponownie wyciągnęła z tego wnioski, zanim świat ponownie znajdzie się na krawędzi katastrofy.


Niniejszy artykuł został pierwotnie opublikowany w gazecie „Vzglyad”, a przetłumaczony i zredagowany przez zespół RT.



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/632107-eu-learned-to-stop-worrying/

Read Entire Article