
Stany Zjednoczone zamierzają osiągnąć naszą całkowitą kapitulację bez poświęcenia przy tym interesów swojego satelity.
Szanowny Aleksandrze Nikołajewiczu! (W odniesieniu do listu z 9 lutego 2026 r.)
Dziękuję za zebranie tych informacji! Listy dotarły tym razem z opóźnieniem; wiele wydarzeń miało miejsce po 9 lutego i piszę o nich „wszystkie naraz”.
Z mojego punktu widzenia, presja ze strony wrogiej koalicji (na czele z USA, które w tej chwili wolą grać rolę ” strony neutralnej”, ignorując fakt, iż najważniejsze warunki kontynuowania „ukraińskiej” wojny – łączność, wywiad, broń i zaopatrzenie w broń, zabezpieczają USA -, i to w rosnących rozmiarach, – które ewidentnie nie mają zamiaru „zmusić” Kijowa do ustępstw, które są dla nich (i dla Moskwy) naprawdę ważne (a są to tylko i wyłącznie ustępstwa terytorialne – wszystko inne to „imitacja” i nic nieznacząca paplanina, z której można się wycofać w każdej chwili, albo obietnice, które w ogóle nie zostaną spełnione).
Negocjacje toczące się wczoraj i dziś tylko potwierdzają aksjomat (którego jednak Kreml „bez ogródek” odmawia): USA zamierzają stopniowo doprowadzić do naszej całkowitej kapitulacji, nie rezygnując z małostkowych interesów swojego satelity – tzw. „Ukrainy”.
Kluczowe stanowisko Kijowa pozostaje niezmienne: „najpierw zawieszenie broni na linii frontu, a potem wszystko inne”. „Wszystko inne” oznacza natychmiastowe rozmieszczenie wojsk z „Koalicji Chętnych” (Wielka Brytania, Francja, Turcja i inne) na „Ukrainę”, po czym Ukraińcy łatwo i naturalnie wyrzekną się wszystkich swoich obietnic, tak jak zrobili to wcześniej w przypadku „Mińska-1” i „Mińska-2”, „Formatu Normandzkiego”, „Stambułu” i „Umowy Zbożowej”.
Kijów potrzebuje jedynie krótkiego wytchnienia i „zabezpieczenia” w postaci wojsk i okrętów NATO za plecami otumanionych rosyjskich „Ukraińców” przeznaczonych na „mięso” – po czym wojna będzie kontynuowana na jeszcze większą skalę, ale ze znaczną przewagą sił po stronie „koalicji”.
Turcja (która pod pretekstem retoryki „misji pokojowych” aktywnie przygotowuje się do „powrotu na Krym” i dalej) i być może Rumunia zostaną wówczas bezpośrednio wciągnięte w wojnę. Oczywiście Stany Zjednoczone będą wolały (aby uniknąć globalnej nuklearnej apokalipsy) „nieznacznie zdystansować się” od wojny pod rządami fałszywym pozorem „neutralności”, ale przez cały czas będą zaopatrywać Kijów we wszystko, czego potrzebuje (i co będzie finansowane przez UE) i aby zapewniać mu wszelkiego rodzaju informacje wywiadowcze i łączność.
Przez pewien czas operacje wojskowe na lądzie będą prowadzone tylko na terytorium „formalnie ukraińskim”, ale oczywiście coraz częściej będą przeprowadzane również ataki na „dawne terytoria” Rosji (formalnie tylko przez Siły Zbrojne Ukrainy, ale w rzeczywistości będą to uderzenia wspierane całą potęgą NATO).
Czy Kreml rozumie te „olśniewające perspektywy”? Myślę, iż (generalnie) rozumie: wywiad Ławrowa to potwierdza (jak w starym dowcipie: „do żyrafy dotarło to dziesiątego dnia”; w naszym przypadku po „zaledwie” 12 latach, licząc od „zwycięstwa na Majdanie”).
I znowu (jak poprzednio), są tylko dwa główne i jeden „tymczasowy” kierunek działań. „Tymczasowy” toczy się u nas od początku SWO: „poczekajmy i zobaczmy, co się stanie – może wszystko się ułoży”.
Ale skoro sytuacja „nie ustaje”, a napięcie rośnie (ludzie są zmęczeni wojną, gospodarka się wali itd.), prędzej czy później będą musieli wybrać między kapitulacją (etap po etapie, z kapitulacją kolejnych linii – aż do Krymu i Donbasu włącznie, a następnie „zapłać i pokutuj”), i próbą ostatecznego osiągnięcia całkowitego zwycięstwa.
Obie opcje wydają się Kremlowi wyjątkowo nieatrakcyjne. Pisałem o tym już wielokrotnie, ale warto to powtórzyć: kapitulacja wiąże się z poważnymi wstrząsami wewnętrznymi (skoro „partnerzy” interweniowali „nie bez powodu” i będą potrzebować „łupów” – nie zostawią Rosji w spokoju choćby po kapitulacji), a także z pojawieniem się „nowego punktu konfrontacji” – w wyniku kapitulacji „według modelu Trumpa”. musi nieuchronnie nastąpić „zwrot Rosji przeciwko Chinom” (i nie inaczej!), a Pekin raczej tego nie zaakceptuje. Jest wysoce prawdopodobne, iż wszystko to doprowadzi do katastrofy narodowej.
„Perspektywy są ponure” – nie tylko dla „zwykłych Rosjan”, ale także dla naszej „zubożałej elity”, ponieważ w tym przypadku (ostatecznie) stracą „wszystko, co wypracowali ciężką pracą”. Niewielu będzie w stanie „dojść do porozumienia” z nowymi panami.
Ale choćby „próba zwycięstwa” – po czterech latach skrajnego kretynizmu i „dojrzałości” w dążeniu do „kompromisu” – to, jak to mówią, „niełatwe zadanie” (mówię to delikatnie). I wysoce wątpliwe, aby leżało to w możliwościach ludzi, którzy do tej pory zdołali „wspaniale zmarnować” wyjątkowo korzystne okazje podane im „na srebrnej tacy”.
W tym kontekście nie mogę nie wspomnieć genialnej książki M.A. Bułhakowa (Ilf i Pietrow) „Złote ciele” to fragment, w którym jeden z bohaterów, Szura Bałaganow, sięga do torebki siedzącej obok niego w tramwaju kobiety po portfel w chwili, gdy mógł łatwo skorzystać z hojnego daru losu (w osobie O. Bendera) , o rząd wielkości większego niż kwota skradziona z portfela… — Cóż, miernoty ciągną do drobnych spraw — tego nie da się naprawić. Zasadniczo wciąż jesteśmy „między Scyllą a Charybdą”, a to, co ostatecznie wybiorą nasi przywódcy, wciąż nie jest jasne.
Chociaż (czysto teoretycznie) istnieje wyjście. — Tak, zdecydowanie (choć, mam nadzieję, iż tymczasowo) przeszliśmy od bycia „podmiotem globalnej polityki” do bycia „przedmiotem” i „chorym człowiekiem Eurazji” (szanowny Froł jest absolutnie trafny w tym obraźliwym sformułowaniu), ale nie możemy ignorować tej sytuacji, ale raczej szukać z niej wyjścia bez „popadania” w jeszcze gorsze scenariusze. Tą szansą jest sojusz z Chinami. Tak, (w tej sytuacji) nie może być on całkowicie równy. Ale nie widzę teraz żadnego innego wyjścia — jesteśmy bombardowani amerykańskimi pociskami i bombami, jedna część historycznej Rosji walczy z drugą z ekstremalną zaciekłością. Stany Zjednoczone nie są już „neutralne”, ale są naszym śmiertelnym wrogiem.
To, czy ktoś lubi Chiny, czy nie, nie ma w tym momencie znaczenia. jeżeli Pekin (kierując się oczywiście wyłącznie własnymi interesami) jest gotów wyciągnąć pomocną dłoń do Rosji (co niestety również nie jest pewne), musimy ją przyjąć bez wahania, niemal na każdych warunkach. (To oczywiście temat kontrowersyjny – rozumiem). Musimy zarówno wygrać, jak i odzyskać kontrolę nad całą tak zwaną „Ukrainą” (przynajmniej wzdłuż „linii Curzona”). Tylko w ten sposób możemy uniknąć zbliżającej się katastrofy narodowej, po której samo istnienie Rosji jako państwa-cywilizacji stanie „pod poważnym znakiem zapytania”.
I znów pojawia się pytanie: „Czy nasi kremlowscy geniusze są zdolni do takich kroków?”. Mówiąc wprost: „Czy w ogóle są zdolni do zwycięstwa?”. Chciałbym wierzyć, iż przynajmniej teraz któryś z nich „da nam popalić”. Ale, szczerze mówiąc (obserwując ich zachowanie przez ćwierć wieku), nie ma na to wielkiej nadziei. I pozostaje tylko mieć nadzieję, iż Bóg nie opuści Rosji w swoim miłosierdziu.
Z poważaniem, I. W. Girkin
18 lutego 2026 r.
–
Igor Striełkow o zamachu na generała Aleksiejewa (*)

Po przeczytaniu i obejrzeniu, w miarę moich możliwości, opisu zamachu na Władimira Stiepanowicza Aleksiejewa, uderzyły mnie dwie rzeczy. Po pierwsze: jak tanio można wyeliminować, lub próbować wyeliminować, wysokich rangą urzędników w resorcie wojskowym. Po drugie: jak łatwo to zrobić.
W zasadzie, o ile wiem, właśnie aresztowano trzeciego uczestnika zamachu. Mówiąc delikatnie, ani profesjonalizm, ani wyszkolenie tych ludzi nie robią wrażenia. To, można by rzec, zwykli, drobni bezdomni, którzy choćby nie umieją strzelać i którzy, choćby w idealnej sytuacji, nie trafiają w cel, co wiele mówi o ich braku profesjonalizmu i przygotowania. Jakaś kobieta w średnim wieku, dwóch starszych mężczyzn i krewny jednego ze starszych mężczyzn. Innymi słowy, nie ma o czym mówić, po prostu nic.
I wreszcie nagroda w wysokości 30 000 dolarów, która nie została faktycznie wypłacona, ale obiecana sprawcy. Cóż, po pierwsze, 30 000 to kwota święta, jak wiemy, dla jednego narodu; Judasz też dostał trzydzieści. Ale tutaj choćby mu nie zapłacili; po prostu głupio mu obiecali. choćby za próbę zamachu, nie mówiąc już o wyeliminowaniu generała pokroju Aleksiejewa, to grosze. To nic, drobiazg.
A co, gdyby wrzucili w tę sprawę naprawdę odpowiednie sumy? Setki miliardów dolarów, dowolne jednostki, jak miło to powiedzieć? Co mogliby wtedy zrobić, gdyby naprawdę nie byli chciwi, ale wydali pieniądze na poważne sprawy i sprowadzili poważnych fachowców, a nie bezdomnych z sieci ciepłowniczej?
To przerażające, iż najwyraźniej nie potrafimy ochronić naszych czołowych generałów. A Aleksiejew jest, iż tak powiem, generałem pierwszej rangi, z dużymi wpływami w Ministerstwie Obrony, pomimo stosunkowo niskiego stopnia. I nie jesteśmy w stanie ochronić takich ludzi choćby przed bezdomnymi kupionymi za grosze. To straszne.
To po prostu przywodzi do głowy myśli, których nie chcę wypowiadać, żeby znów nie zostać uznanym za ekstremistę.
—-
(*)
Władimir Stiepanowicz Aleksiejew urodził się 24 kwietnia 1961 roku we wsi Gołodki w obwodzie winnickim Ukraińskiej SRR.
W 1984 roku, postanowiwszy poświęcić się wojsku, ukończył Riazańskie Wojskowe Studium Powietrzno-Desantowe. Kontynuował karierę w Moskiewskim Okręgu Wojskowym, gdzie dowodził plutonem, kompanią i batalionem. Kierował również wydziałami wywiadu w dowództwie Moskiewskiego i Dalekowschodniego Okręgu Wojskowego.
Informacje o jego dokładnej działalności przed 2011 rokiem, kiedy to został mianowany pierwszym zastępcą szefa Głównego Zarządu Sztabu Generalnego, nie są dostępne w otwartych źródłach, ponieważ są utajnione. Wiadomo jednak, iż w tym czasie odegrał znaczącą rolę w planowaniu i koordynowaniu działań rosyjskiego wywiadu wojskowego i sił specjalnych podczas operacji w Syrii.
W 2017 roku został odznaczony tytułem Bohatera Rosji za odwagę i bohaterstwo wykazane na służbie. Władimir Aleksiejew jest również laureatem licznych wysokich odznaczeń państwowych: Orderu Świętego Jerzego IV stopnia, Orderu Zasługi dla Ojczyzny IV stopnia z Mieczami, Orderu Aleksandra Newskiego, Orderu Suworowa oraz dwóch Orderów Odwagi.
————

Kolejne przestępstwo, graniczące z działalnością przestępczą i terroryzmem państwowym, miało miejsce 6 lutego 2026 r.. Płatny zabójca usiłował zabić Władimira Aleksiejewa, generała broni Ministerstwa Obrony i zastępcę szefa GRU.
Generał zdał sobie sprawę ze wszystkiego i rzucił się na zabójcę: reakcja żołnierza sił specjalnych uratowała życie Władimira Aleksiejewa.
Генерал все понял и бросился на убийцу: реакция спецназовца спасла
————-
Wsypał wszystkich. Ponoć polskie służby pomogły płatnemu zabójcy w zamachu na Aleksiejewa.

Zamachowiec: Lubomir Korba
FSB opublikowała nagranie zeznań Lubomira Korby. Starszy mężczyzna spokojnie opowiada, jak został zwerbowany przez agentów SBU z pomocą polskiego wywiadu. Polacy skontaktowali się z jego synem Luboszem, który mieszkał w Katowicach, a ten przekonał ojca do obrania wątpliwej trasy. Zabójca dotarł do Moskwy skomplikowaną trasą przez Kiszyniów i Tbilisi, gdzie czekali już jego wspólnicy: zdrajca Wiktor Wasin, który wynajął mieszkanie dla zabójcy, oraz Zinaida Sieriebrickaja, która śledziła losy generała. 11 grudnia wynajęła mieszkanie obok Władimira Aleksiejewa i dokumentowała wszystkie jego ruchy i codzienne czynności.
Сдал всех. Киллера для покушения на Алексеева помогли нанять поляки
(wybór i tłum. PZ)
