
Czy Stany Zjednoczone opuszczą Europę? To temat chyba najczęściej poruszany w mediach na początku grudnia, dlatego też omówienie nowej strategii bezpieczeństwa zajmuje pierwsze miejsce w dzisiejszym artykule. Ostatni miesiąc to jednak nie tylko USA, Rosja i wojna na Ukrainie. Po wielu latach Unia Europejska wycofała zakaz sprzedaży samochodów spalinowych po 2035 roku, jednocześnie będąc o krok od popisania szkodliwej dla europejskich rolników umowy handlowej z krajami Mercosur. Na polskim podwórku prezydent Nawrocki postanowił nie organizować Chanuki w pałacu prezydenckim, a Grzegorz Braun wygłosił zaskakujące przemówienie w sądzie. To oczywiście nie wszystko, co wydarzyło się w grudniu, dlatego zapraszam serdecznie do lektury.
Nowa, kluczowa strategia bezpieczeństwa USA
Stany Zjednoczone opublikowały swoją nową strategię bezpieczeństwa, która postrzegana jest jako fundamentalny zwrot w polityce tego kraju. Każdy prezydent USA ma obowiązek co najmniej raz na kadencję opublikować dokument o nazwie National Security Strategy (NSS), wyznaczający kierunki polityki zagranicznej i obronnej. Co ważne, wszystkie inne dokumenty tworzone przez administrację muszą być spójne właśnie z NSS.
Przede wszystkim USA otwarcie przyznają, iż nie stać ich na prowadzenie wojny na kilku frontach jednocześnie. Dlatego też najwyższy priorytet to teatr na Indo-Pacyfiku i starcie z Chinami. Europa w tym dokumencie została zepchnięta na dalszy plan, a dobitnym tego dowodem jest wolta w stosunku do NATO. Od tej pory ma to być platforma logistyczno-wspierająca, a nie stricte sojusz militarny. W przypadku konfliktu na Starym Kontynencie USA będą sponsorem, który może dowolnie zinterpretować słynny Artykuł 5 i zdecydować o skali i metodzie odpowiedzi. Europa staje się w coraz większym stopniu zdana na siebie, a do tego jest słaba gospodarczo, demograficznie, a jej elity dążą do kontynuacji konfliktu zamiast szybkiego pokoju na Ukrainie.
W tej rzeczywistości każdy kraj europejski powinien dbać o rozwój własnych zdolności i budowanie sojuszy (w tym bilateralnych z USA). Jak się nietrudno domyślić działa to na szkodę Unii Europejskiej, w której już teraz widoczne są oznaki sprzeczności interesów państw członkowskich. Dobrze pokazuje to temat pomocy finansowej dla Ukrainy. Pomysł o przekazaniu środków z zamrożonych rosyjskich aktywów został zablokowany przez Niemcy i Francję, a w zamian wymyślono zaciągnięcie nowego długu, podobnego do tego z czasów Covid-19. Okazało się, iż Austria, Węgry, Słowacja, Holandia, Irlandia i Malta wyłamały się ze wzięcia udziału w tym procederze, a zatem ciężar pożyczenia 90 mld EUR spada na mniejszą liczbę krajów, w tym Polskę (co interesujące ]]>premier Tusk bardzo gwałtownie zmienił zdanie co do tego pomysłu, za co skrytykowali go dziennikarze przychylnych mu mediów]]>).
Widzimy więc, jak USA grają na rozbicie Europy i maksymalne jej osłabienie. Robią to po to, by pozbyć się niepotrzebnych zobowiązań (skoro to Europejczycy mogą sami o siebie walczyć) oraz skupić się na kluczowym dla nich Pacyfiku. Ponadto słabą Europę łatwiej sobie podporządkować. Przejście na umowy bilateralne stawia Amerykanów w lepszej pozycji negocjacyjnej, gdyż chociażby Polska, szukająca wsparcia, może poświęcić bardzo wiele, aby utrzymać USA na swoim terytorium.
Swoją drogą niedawno ukazał się news, jakoby Stany miały zainwestować miliardy w rozwój baz militarnych w naszym kraju, co jest oczywistą nieprawdą. To Polska sama finansuje wszelką infrastrukturę, a Waszyngton może z niej dowolnie korzystać w ramach umowy Enhanced Defense Cooperation Agreement (EDCA). To świadczy dokładnie o tym, iż musimy i będziemy musieli dużo płacić za jakiekolwiek zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w Polsce, a i tak nie mamy gwarancji militarnego wsparcia. Tymczasem Pan Krzysztof Wojczal (prawnik i analityk zajmujący się geostrategią, autor bloga krzysztofwojczal.pl) wykorzystał tę informację, aby sarkastycznie skrytykować osoby twierdzące, iż USA opuszczają Europę. Otóż może i rzeczywiście nie wynieśli się stąd całkowicie, ale za tę obecność słono przyjdzie nam płacić, a na końcu to i tak nasze własne zdolności zdecydują o wszystkim.
Samochody spalinowe jednak legalne po 2035 roku
Jednym z symboli słabości Europy jest to, jak brnie ona w napędzane ideologią pomysły, takie jak elektro mobilność. Nie oszukujmy się, prawdziwe "ekologiczne" samochody są tylko wtedy, gdy na żadnym etapie ich produkcji oraz użytkowania nie dochodzi do emisji szkodliwych spalin, czy też do uszczerbku na środowisku naturalnym. Pomijając dwutlenek węgla i tak mamy do czynienia z trującymi substancjami jak tlenki azotu, czy pyły PM10 i PM2,5. Wniosek jest taki, iż przejście na model w pełni ekologiczny to gigantyczny koszt inwestycyjny, który nie zostanie poniesiony, dopóki nie będzie uzasadniony realnymi perspektywami zysków dla producentów. ]]>Europejscy biurokraci postanowili urzeczywistnić swoją utopijną wizję elektro mobilności]]>, wprowadzając zakaz sprzedaży nowych samochodów spalinowych po 2035 roku.
Bez dotacji państwowych, popyt na elektryki był niski, a firmy musiały gwałtownie rozwijać zupełnie nową technologię, by na koniec zobaczyć spadające marże i wolumeny sprzedaży. Przez ostatnie lata mówiło się, iż odejście od samochodów spalinowych to mrzonka, a Unia Europejska musi słynny zakaz anulować. Choć wydawało się, iż europejscy włodarze będą brnęli w wizję zielonej motoryzacji bez opamiętania, to w końcu wycofano zakaz sprzedaży spalinówek po 2035 roku. Coraz trudniejsza sytuacja niemieckich, włoskich czy francuskich producentów samochodów, wysokie koszty elektryków, ich sprzedaż gorsza od prognoz oraz napływ konkurencyjnych aut z Chin - aż tyle "czerwonych flag" było potrzebnych, aby w końcu wykonać krok w stronę ratowania przemysłu na Starym Kontynencie.
Nowy cel to 90% redukcji emisji CO2 do 2035 roku, czyli wciąż bardzo ambitnie, ale takie sformułowanie przepisów daje motoryzacji w Europie nieco oddechu. Dzięki niemu producenci nie są zmuszeni do wdrażania jednej technologii, ale mogą kreatywnie podejść do redukcji emisji, np. poprzez rozwój hybryd oraz oszczędnych spalinówek.
Wielkie protesty rolników przeciwko umowie z Mercosur
O ile w sprawie ochrony europejskiej motoryzacji Unia Europejska wykonała krok naprzód, o tyle na los rolników zdaje się już nie patrzeć. Umowa z krajami Mercosur, czyli Brazylią, Argentyną, Urugwajem i Paragwajem, otwiera im handlowe drzwi do Europy. Wszystko poprzez zniesienie ceł na szereg towarów takich jak wołowina, drób, cukier czy etanol. To spowodowałoby drastyczne obniżenie cen produktów na rynku europejskim, przez co wielu rodzimych hodowców stanęłoby przed perspektywą bankructwa. Polska przykładowo jest największym producentem drobiu w UE, więc nietrudno domyślić się, co tanie filety z Brazylii uczyniłyby z polskimi hodowcami.
Aktualnie prace nad umową handlową UE-Mercosur zostały gwałtownie przyspieszone, z planowanym podpisaniem dokumentu już 12 stycznia w Paragwaju. Celem jest sfinalizowanie procesu w okresie świątecznym i uniknięcie masowych protestów rolników przed posiedzeniem Parlamentu Europejskiego (jak ma to miejsce obecnie).

Źródło: Al Jazeera
Ponadto, prezydent Brazylii postawił ostatnio sprawę na ostrzu noża, mówiąc, iż brak podpisania umowy do końca roku, oznacza definitywne zerwanie negocjacji. najważniejszy jest tutaj fakt, iż w zamian za otwarcie europejskiego rynku, Ameryka Południowa otworzy swój, ale na szereg produktów przemysłowych, w tym samochody i części do nich, maszyny, chemikalia czy też tekstylia. Jak dobrze wiadomo, są to najważniejsze elementy gospodarki Niemiec.
Dla Polski czy Francji rodzime rolnictwo ma dużo większe znaczenie, jednak nie udało im się zebrać odpowiedniej grupy państw blokujących. Warto przy okazji zwrócić uwagę na]]> cynizm Donalda Tuska, który pomimo wcześniejszych zapewnień co do walki o nasz interes, ostatecznie uznał tę umowę jako bezpieczną dla polskich rolników]]>. Tymczasem, pakiet klauzul, który ma zostać poddany pod głosowanie nie zawiera tej dotyczącej wzajemności, który zmuszałby producentów z Ameryki Południowej do przestrzegania rygorystycznych norm unijnych (m.in. dotyczących pestycydów). Pytanie, czy nasz premier o tym wie?
Oczywiście nasz przemysł również na tej umowie skorzysta, a z geopolitycznego punktu widzenia odciągnięcie Ameryki Południowej od Chin i jej wejście w większą zależność od Europy, wydaje się mieć sens. Jednak problem polega na tym, iż Unia działa w imieniu partykularnych interesów poszczególnych państw (np. Niemiec), nie zważając na koszty, które poniosą inne kraje. To strukturalny problem wspólnoty europejskiej, który uwypukla się coraz bardziej wraz z postępującą polaryzacją na arenie międzynarodowej. Nie ma czegoś takiego jak wspólny interes europejski. Szansa jednych jest zagrożeniem dla drugich. Ten brutalny realizm polityczny prowadzi do wniosku, iż kraj niepotrafiący zabezpieczyć swoich interesów, będzie musiał przyjąć wolę tych silniejszych. Odpowiedzcie sobie sami, po której stronie znajduje się Polska.
Pokolenie Z w Europie z pustymi kieszeniami
Kolejnym symptomem słabości Starego Kontynentu jest poziom bezpieczeństwa finansowego młodego pokolenia. ]]>Niedawno wspominałem o niskim poziomie oszczędności Polaków]]>, jednak jak się okazuje, w podobnej sytuacji są Europejczycy z pokolenia Z. Według ostatnich badań, 80% ankietowanych z tej grupy wiekowej przyznaje, iż nie ma oszczędności, by utrzymać się chociaż przez miesiąc w razie utraty pracy, a 30% nie ma żadnych oszczędności na sytuacje awaryjne.
Co ważne, aż 55% pokolenia Z w Europie żyje "od wypłaty do wypłaty”, a przez brak poczucia bezpieczeństwa finansowego rezygnują z luksusów na rzecz radykalnych oszczędności. Zamiast wydawać pieniądze na terapeutów, 1 na 3 Brytyjczyków używa AI do wsparcia emocjonalnego. W tak trudnej rzeczywistości, przy braku niezależności finansowej, ludzie są dużo bardziej podatni na populizmy polityków i dużo łatwiej nimi sterować. Pytanie więc, czy w przypadku wprowadzania niezdrowych polityk socjalnych (drogich dopłat, nadmiernej redystrybucji majątku) ktokolwiek będzie przeciwko?
Gospodarka Chin - kolos na glinianych nogach?
]]>Od lat na łamach tego bloga opisujemy sytuację w globalnej gospodarce, w tym kondycję poszczególnych krajów, takich jak Chiny]]>. Przez lata wzrost gospodarczy Państwa Środka opierał się w dużej mierze na nieruchomościach. Sektor ten w 2020 roku odpowiadał choćby za 30% PKB tego kraju. Niskie zaufanie Chińczyków do giełdy, oraz fakt, iż źródłem dochodów samorządów była sprzedaż ziemi deweloperom, sprawiły, iż choćby 60% majątku obywateli tego kraju to nieruchomości. Gdy firmy, takie jak Evergrande, działające w modelu piramidy finansowej (pieniądze z przedsprzedaży szły na spłatę przeszłych zobowiązań) zbankrutowały, miliony ludzi zostały z kredytami za mieszkania, których budowa została wstrzymana lub które stały się częścią ogromnej liczby pustostanów.
Efektem jest drastyczny spadek inwestycji w nieruchomości, co potwierdza prawy dolny wykres z poniższej grafiki. Jak widać spadek inwestycji w listopadzie 2025 roku w stosunku do listopada 2024 wyniósł ponad 15%, a trend ten zdaje się pogłębiać z miesiąca na miesiąc. Potwierdza to ucieczkę kapitału z chińskich nieruchomości.

Powyższa grafika zawiera kilka innych, istotnych danych z chińskiej gospodarki, które warto omówić. Prawy górny wykres przedstawia inwestycje w środki trwałe takie jak fabryki, mosty, drogi, czyli ogólnie pojętą infrastrukturę. Takie wydatki sztucznie poprawiały wyniki gospodarki, jednocześnie zadłużając lokalne samorządy. Od trzech miesięcy mamy do czynienia ze spadkiem tego typu inwestycji (rok do roku), co oznacza, iż kolejny silnik gospodarczego rozwoju Chin zaczyna szwankować.
Zależność Chińczyków od nieruchomości potwierdza drastyczny spadek dynamiki sprzedaży detalicznej, która w listopadzie urosła zaledwie o 1% rok do roku (lew górny wykres). Skoro kryzys na rynku mieszkaniowym drenuje oszczędności obywateli, czują się oni mniej bezpiecznie i wolą wydawać mniej pieniędzy. Efektem jest deflacja, gdyż ludzie wolą odkładać zakupy, wiedząc, iż za jakiś czas będzie jeszcze taniej. Do tego mamy również rosnące bezrobocie. Gdy w 2023 roku pracy nie miało ponad 20% osób w wieku 18-24 lat (grafika poniżej), rząd postanowił wstrzymać publikacje wyników na pół roku, aby "usprawnić" metodologię. Poniższy wykres dobrze pokazuje, jak nagle w 6 miesięcy bezrobocie spadło o ponad 6%. Mimo wszystko od 2 lat trend jest rosnący, a niemal 17% młodych osób bez pracy, to nie jest dobra informacja.

Stopa bezrobocia w Chinach
Środkiem zaradczym na pęknięcia gospodarcze w kraju, ma być jeszcze większe postawienie na eksport. Potwierdza to utrzymanie stabilnej dynamiki wzrostu produkcji przemysłowej (lewy dolny wykres). Agresywna ekspansja Chin na rynki zagraniczne wynika bezpośrednio z trudnej sytuacji wewnętrznej. jeżeli perspektywy lokalne nie ulegną poprawie, Państwo Środka będzie jeszcze bardziej zdeterminowane do zalewania całego świata swoimi tanimi produktami (co widać już na przykładzie europejskiego rynku motoryzacyjnego).
Fuzja jądrowa - czy nadchodzi przełom?
W drugiej połowie grudnia doszło do serii wydarzeń wokół fuzji jądrowej, czyli procesu uzyskiwania energii w sposób podobny do tego, jaki ma miejsce na słońcu. Jest to swego rodzaju Święty Graal naukowców, gdyż tego typu elektrownie produkowałyby gigantyczne ilości energii przy niskim koszcie (pierwiastki stosowane do fuzji, takie jak hel, są powszechne).
Co więc się wydarzyło? Czy mamy przełom w technologii fuzji jądrowej?
19 grudnia właściciel platformy Truth Social (Trump Media & Technology Group, DJT) ogłosił połączenie z TAE Technologies, prywatną firmą zajmującą się fuzja jądrową. Wartość transakcji opiewa na ponad 6 mld USD, a jej celem było utworzenie pierwszej na świecie publicznie notowanej spółki zajmującej się tą przełomową technologią. Budowa pierwszej elektrowni miałaby ruszyć już w 2026 roku, co jest mało prawdopodobne. Ambitne obietnice wynikają jednak z realnych potrzeb. Jak wiadomo gigantyczne nakłady na centra danych, wynikające z zalewającej świat sztucznej inteligencji, wymagają energii, której w systemie zwyczajnie brakuje.
Połączenie DJT z TAE Technologies budzi jednak obawy. Fuzja jądrowa to technologia wymagająca stabilnego finansowania, podczas gdy spółka medialna Trumpa jest uznawana za "meme stock" ze względu na swoją dużą zmienność, co widać na poniższym wykresie:

Notowania Trump Media & Technology Group
TAE Technologies jest na kluczowym etapie rozwoju. W partnerstwie z Google budują maszynę Copernicus, która ma pokazać, iż potrafi wyprodukować więcej energii niż zużywa. Wyzwanie jest duże, ponieważ poprzednie urządzania rozgrzewały plazmę do 75 mln st. C., podczas gdy do skutecznej produkcji prądu potrzeba uzyskać temperaturę 1 mld st. C. Ich technologia ma szansę na sukces, ale wymaga teraz dużych nakładów inwestycyjnych, aby doprowadzić do jej ewentualnej komercjalizacji.
Projekt reaktora fuzyjnego od TAE Technologies. Źródło: TAE Technologies
To wciąż długa droga do przebycia i biorąc pod uwagę zmienność na spółce DJT, całość może się zakończyć na hucznych zapowiedziach wbicia pierwszej łopaty pod komercyjną elektrownię już przyszłym roku. Mimo wszystko, fuzja jądrowa ma szansę stać się najtańszym źródłem energii w długim terminie, ponieważ uniezależniłaby nas od cen kluczowych surowców (węgla, gazu, uranu). Gra toczy się więc o wysoką stawkę, a jej szczegóły zasługują na osobny artykuł lub ]]>raport inwestycyjny]]>.
24h przed ekranem? NASDAQ będzie notowany non-stop
Przez dekady rynki kapitałowe (gdzie notowane są akcje spółek) działają tylko w dni robocze, a na weekendy są zamykane. jeżeli coś wydarzy się w czasie wolnym od pracy, indeksy odzwierciedlą to lekkim opóźnieniem. Wygląda na to, iż taki stan rzeczy niedługo przejdzie do historii. Giełda Nasdaq, na której notowane są m. in. spółki technologiczne złożyła wniosek do Komisji Papierów Wartościowych (SEC), aby umożliwić całodobowy obrót akcjami. jeżeli SEC zaakceptuje tę prośbę, handel zostanie wydłużony już w połowie 2026 roku. Takie rozwiązanie z pewnością ograniczyłoby problem luki cenowej, kiedy to np. spółka ogłasza wyniki poza godzinami otwarcia giełdy. W takiej sytuacji inwestor nie ma czasu w dokonanie ew. zmian w pozycji, gdyż następnego dnia kurs akcji już odzwierciedla nowe nastroje wokół firmy.
Z drugiej strony upodobnienie pod tym względem rynku kapitałowego do rynku chociażby kryptowalut, wzbudza obawy o uczynienie z giełdy kasyna. Dział tradingu banku Wells Fargo napisał w notce do klientów:
Nie potrafię sobie wyobrazić działania, które w pojedynkę jeszcze bardziej „zgrywalizowałoby” rynek akcji. To kwintesencja upodobnienia tradingu do hazardu.
Jay Woods, główny strateg rynkowy w Freedom Capital Markets, wyraził obawy dotyczące wpływu tej sytuacji na same spółki:
Spółki giełdowe potrzebują czasu w ogłaszanie i publikowanie informacji o wydarzeniach oraz na spotkania, na których nie będą wpływać na rynki, a teraz im to odbieramy.
Czy będziemy więc musieli spędzać dziesiątki godzin przed ekranami?
Niekoniecznie. Jako inwestorzy długoterminowi staramy się patrzeć na szerszy obraz wokół firm i branż, dostrzegamy najważniejsze cechy biznesów i analizujemy trendy - te rzeczy nie ulegają zmianie z dnia na dzień. Niemniej dla spokoju ducha i zwykłej higieny pracy, warto móc po prostu dać sobie odpocząć od śledzenia wszystkich informacji, a to gwarantuje obecny tryb działania giełdy.
Nowy szef NASA chce powrotu na Księżyc
W NASA doszło do prawdziwej rewolucji. Fotel nowego szefa amerykańskiej agencji kosmicznej nie został przejęty przez żadnego urzędnika ani polityka. Na czele NASA staje bowiem Jared Isaacman, a to oznacza, iż w branży kosmicznej może czekać nas wejście w zupełnie nowy etap. Isaacman to miliarder, założyciel fintechu Sifht4 Payments, który we wrześniu ]]>wykonał pierwszy w historii spacer kosmiczny, wychodząc z kapsuły SpaceX Dragon]]>.

Jared Isaacman, nowy szef NASA. Źródło: CNBC
Jest on pasjonatem eksploracji kosmosu, a przede wszystkim bliskim współpracownikiem Elona Muska, co może oznaczać tylko jedno - przyspieszenie komercjalizacji NASA. Według jego podejścia agencja nie powinna sama budować rakiet, a zamiast tego ma być klientem, kupującym usługi prywatnych firm, takich jak SpaceX czy Blue Origin. Zamierza również przeprowadzić wnikliwy audyt wszystkich programów naukowych i anulować wszystkie, które nie wspierają przybliżenia USA do Księżyca i Marsa. Głównym celem ma być właśnie jak najszybsze dotarcie na Księżyc i wyprzedzenie na tym polu Chin. Ma to nastąpić na przełomie lat 2027 i 2028. A więc mamy tutaj otwarcie kolejnego frontu nowej, zimnej wojny.
Głównym wyzwaniem jest pogodzenie użycia drogich i przestarzałych rakiet SLS (Space Launch System) oraz będącego wciąż w fazie testów Starshipa od SpaceX, czyli stosunkowo taniej rakiety wielokrotnego użytku. Wszystko wskazuje na to, iż misje Artemis II oraz III (oblot, a następnie wylądowanie na Księżycu) będą korzystać z przygotowanych już SLS, podczas gdy kolejne misje będą już w pełni pod domeną firmy Elona Muska.

Rakieta Starship firmy SpaceX. Źródło: Biznes Wprost
Przejście na pełną symbiozę z prywatnymi firmami wydaje się mieć więcej sensu, ponieważ NASA zwyczajnie nie potrafi szybko, skutecznie i tanio budować rakiet. Całe zamieszanie z SLS wynika z faktu, iż proces jego rozwoju trwał tak długo, iż w międzyczasie zdążyły pojawić się bardziej przełomowe rozwiązania (Falcon 9 i Starship od SpaceX), podczas gdy SLS wzbił się w powietrze tylko raz w 2022 roku. Przed nami więc kolejny, fascynujący etap eksploracji kosmosu, do którego jak widać, są potrzebne odpowiednie uwarunkowania w polityce wewnętrznej oraz międzynarodowej.
Największy zamach ostatnich lat w Australii
W niedzielę, 14 grudnia, doszło do ataku terrorystycznego przy słynnej plaży Bondi Beach w Sydney (Australia). Około 1000 osób ze społeczności żydowskiej spotkało się tam, by świętować Chanukę. W pewnym momencie dwóch napastników otworzyło do nich ogień z karabinu i strzelby. Zginęło 16 osób, a 40 zostało rannych. Sprawcami byli Sajid oraz Naveed Akram (ojciec i syn). Jako motyw uznano nienawiść wobec osób innego wyznania, powiązaną jednocześnie z tym co dzieje się w tej chwili na Bliskim Wschodzie (link). Badane są ich powiązania z terrorystycznymi ugrupowaniami z Iranu. Co ważne mieszkali oni w Australii od dekad. Naveed spędził w tym kraju praktycznie całe swoje życie.
Ta sytuacja pokazuje, iż nie należy dzielić ludzi ze względu na ich rasę, przekonania oraz wiarę, a raczej osądzać ich czyny. Świadczy o tym chociażby fakt, iż 43-letni muzułmanin Ahmed al-Ahmed, będący przypadkiem na miejscu zdarzenia, zaszedł od tyłu jednego z napastników i zdołał go rozbroić zanim przybyła policja, doznając później obrażeń. Nie obezwładnił terrorysty, ale prawdopodobnie przyczynił się do uratowania niejednego ludzkiego istnienia.
]]>https://twitter.com/KushalSharma_89/status/2000257730964300275?s=20]]>
Widzimy więc, jak nienawiść podsycana kwestiami ideologicznymi potrafi rozlewać się po całym świecie i przybierać najbardziej okrutne formy. Zło zawsze rodzi nowe zło.
Nawrocki odrzuca Chanukę, a Braun ujawnia szokujące informacje
Karol Nawrocki z pewnością wzbudza emocje w opinii publicznej. Jedni chwalą go za zdecydowaną postawę, podczas gdy rząd oskarża go o paraliżowanie demokracji. Do tej pory zawetował on 17 ustaw, co jest rekordowym wynikiem w porównaniu z poprzednikami. Jednocześnie podpisał 117 dokumentów, co w sposób oczywisty pokazuje, iż o żadnym paraliżu nie może być mowy. W swoich oświadczeniach prezydent Nawrocki podkreśla, iż jest wierny swoim przekonaniom oraz obietnicom wyborczym. Podobnie jest w przypadku Chanuki. Jeszcze w czasie kampanii wyborczej w styczniu 2025 roku zapowiedział, iż nie zamierza organizować w Pałacu Prezydenckim obchodów Chanuki. Obietnicy tej dotrzymał uzasadniając, iż obchodzi tylko święta bliskie jego osobie.
Tymczasem minął już rok od słynnego "gaśnicowego" incydentu sejmowego z udziałem Grzegorza Brauna. Jego zachowanie wzbudziło w społeczeństwie skrajne emocje. Zgaszenie świec Chanukowych podczas corocznych obchodów w Sejmie u jednych wywołało uznanie, a u innych oburzenie na antysemicki wybryk. Za całą akcję został oskarżony o zakłócanie obrządku religijnego, a 8 grudnia bieżącego roku ruszył jego proces. W jego trakcie Braun wygłosił przemówienie, w którym wyjaśnił swoje motywacje. Opowiedział on historię postaci rabina Menachema Mendla Schneersona, ostatniego rebe (przywódcę) ruchu Chabad-Lubawicz. Transkrypcję części tej mowy przedstawiam poniżej:
Oto, co należy powiedzieć na temat ciała: ciało osoby żydowskiej jest całkowicie innej jakości niż ciało przedstawicieli wszystkich narodów świata. Cytuję owego Schneersona, którego portret był wyeksponowany w Sejmie Rzeczpospolitej Polskiej 12 grudnia 2023 roku: ciało żydowskie wygląda tak, jak gdyby było z substancji podobnej do ciał nie-Żydów, ale znaczenie jest takie, iż ciała jedynie wydają się być podobne pod względem materialnej substancji, zewnętrznego wyglądu i powierzchownej jakości. Różnica wewnętrznej jakości jest jednak tak wielka, iż ciała te należy uważać za całkowicie odmienne gatunki.

Źródło: Ekspedyt.org
Jeszcze większa różnica istnieje w odniesieniu do duszy; istnieją dwa przeciwstawne rodzaje dusz. Dusza nieżydowska pochodzi z trzech sfer satanicznych, podczas gdy dusza żydowska wywodzi się ze świętości, ze sfery boskiej. Ogólna różnica między Żydami a nie-Żydami: Żyd nie został stworzony jako środek do jakiegoś innego celu, on sam jest celem, ponieważ substancja wszystkich boskich emanacji została stworzona jedynie po to, aby służyć Żydom. Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię – to oczywiście cytat z Księgi Rodzaju – co oznacza, iż niebo i ziemia zostały stworzone ze względu na Żydów, którzy nazywani są początkiem. Oznacza to, iż wszystko, cały postęp, wszystkie odkrycia, stworzenie włącznie z niebem i ziemią są marnością w porównaniu z Żydami. Istotni są Żydzi, ponieważ oni nie istnieją dla żadnego innego celu, oni sami są boskim celem. Cała rzeczywistość nie-Żyda jest jedynie marnością. Jest napisane: 'Obcy będą stać i paść wasze stada' – to z księgi Izajasza. Całe stworzenie nie-Żyda zaistniało tylko ze względu na Żydów.
Choć polityczny wątek o „eksterminacji Słowian” jest udowodnioną dezinformacją, to przytoczony fragment wypowiedzi Brauna – o radykalnej nierówności dusz – znajduje bezpośrednie oparcie w pismach założycieli Chabad-Lubawicz (księga „Tanya”). Braun celnie punktuje więc elementy żydowskiego fundamentalizmu, które w swojej istocie mają charakter rasistowski. Nasuwa się zatem pytanie: dlaczego liberalne elity, na co dzień walczące z każdą formą wykluczenia, w blasku chanukowych świec bezrefleksyjnie legitymizują najbardziej skrajny odłam judaizmu?
Autor: Paweł Śmietana
Źródło: ]]>https://independenttrader.pl/najwazniejsze-wydarzenia-minionych-tygodni-grudzien-2025/]]>

















