Włodzimierz Czarzasty zawsze był demokratą, najpierw ludowym, potem socjaldemokratą, a w tej chwili jest demokratą liberalnym. O takich politykach mówi się, iż są barwnymi postaciami, co niektórzy choćby dodają: „można lubić albo nie, ale trzeba szanować dorobek”. Obie opinie są nieco ryzykowne w przypadku popularnego Włodka, bo jest to zdecydowanie monochromatyczny karierowicz, który zawsze wiedział w jakim słowiku znajdują się konfitury. W 1983 roku do PZPR wstępowali jedynie najbardziej zatwardziali komuniści, co więcej w latach 80-tych ubiegłego wieku PZPR masowo traciła członków, ale obecny Marszałek Sejmu swoim wyjątkiem przeczył tej regule.
Czarzasty nie oddał legitymacji PZPR aż do wyprowadzenia sztandaru, jednak już po chwili z wielkiego przyjaciela ZSRR stał się obrońcą zachodniej demokracji. Dzięki tej wolcie budował karierę w „wolnej Polski” i zasłynął między innymi udziałem w aferze Lewa Rywina. Podczas sejmowej komisji śledczej, bodaj jedynej sensownej w całej historii Sejmu III RP, nazwisko Czarzastego pojawiało się wielokrotnie, również w kontekście głośnej poprawki w ustawie medialnej, polegającej na usunięciu frazy: „lub czasopisma”. Włodzimierz Czarzasty był wówczas członkiem KRRiT i wszystko wskazywało, iż „afera Rywina” zakończyła jego karierę polityczną, tym bardziej, iż po 2005 roku praktycznie przestał istnieć SLD.
Życie pokazało, iż tacy karierowicze tak gwałtownie nie toną i po wielu latach z polityka przegranego wyrósł Marszałek Sejmu, choć w wyborach on sam i jego partia pod nową nazwą uzyskała bardzo marny wynik. Włodzimierz Czarzasty potrafił sobie też doskonale poradzić z parytetem, w czasie wyborów na przewodniczącego „Nowej Lewicy” był jedynym kandydatem, eliminując Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk i Magdalenę Biejat. Na wiceprzewodniczących Nowej Lewicy wybrano Krzysztofa Gawkowskiego oraz Tomasza Trelę i tylko wspomniana Agnieszka Dziemianowicz-Bąk załapała się jako trzecia wiceprzewodnicząca. Znany jest też Włodzimierz Czarzasty z osobliwego poczucia humoru i takich samych ocen historycznych, to on twierdził, iż Armia Czerwona była armią wyzwoleńczą i to on odpowiedział Władysławowi Frasyniukowi:
Żeście komunistów pokonali? No nie. Wyście się z nami, k…wa, przy Okrągłym Stole i 4 czerwca 1989 r. do-ga-da-li!
Analizując polityczny życiorys szefa „Nowej Lewicy” nie sposób nie dostrzec asertywności, wręcz odwagi w działaniu. W końcu trzeba było się wykazać „nonkonformizmem” wstępując do PZPR w 1983 roku, by 7 lat później stanąć w obronie wartości „zgniłego Zachodu”. Coś jednak w tym wszystkim zgrzyta i to coś bardzo znamiennego dla postkomunistów. Otóż ten bohater, który się prawicowym kulom i złorzeczeniom nie kłania, od ponad 30 lat nie ma odwagi poddać się procederze, jaką przechodzi wielu polityków, a chodzi o tak zwaną „wirówkę” ABW. Jest to medialne określenie badania, jakie ABW przeprowadza wobec kandydatów ubiegających się o dostęp do informacji niejawnych. Włodzimierz Czarzasty nigdy nie odważył się poddać takiej procedurze, chociaż nie tak dawno zasiadał w sejmowej komisji ds. służb specjalnych.
Dlaczego w tej kwestii lewicowy wojownik przez tyle lat chowa się za węgłem? Odpowiedzi na to pytanie poszukali dziennikarze TV Republika, którzy dokopali się do bardzo ciekawych informacji i powiązań. Kluczowa informacja jest taka, iż Włodzimierz Czarzasty i jego żona od wielu lat utrzymują kontakty towarzyskie oraz biznesowe ze Swietłaną Czesnych, Rosjanka z polskim paszportem, która kojarzona jest z kremlowskimi powiązaniami. Sprawa jest niebagatelna i z tego powodu w ramach RBN prezydent Karol Nawrocki oczekuje od Marszałka Sejmu i premiera rządu szczegółowych wyjaśnień. Oczywiście istnieje bardzo prosty sposób na rozwiązanie wszelkich wątpliwości i jest nim „wirówka ABW”, ale Włodzimierz Czarzasty boi się tej procedury jak komunista święconej wody, dlatego zasłania się furtką prawną:
Jestem marszałkiem Sejmu, dlatego mam dostęp do wszystkich informacji najbardziej tajnych w naszym kraju. To się wiążę z pełną osłoną kontrwywiadowczą mojej osoby, ze spotkaniami ze służbami na najwyższych szczeblach i przekazywaniem informacji – powiedział Czarzasty dziennikarzom na konferencji prasowej w Sejmie.
Jest to tłumaczenie równie naiwne, co bezczelne i z pewnością nie zakończy niewygodnego tematu. Paradoks tej sytuacji polega na tym, iż to sam Czarzasty, swoim aroganckim zachowaniem, ściągnął na siebie kłopoty. Zaraz po objęciu stanowiska Marszałka Sejmu, wypowiedział wojnę prezydentowi Karolowi Nawrockiemu i groził „marszałkowskim wetem”. Akcja doczekała się reakcji i będzie niezwykle trudno przykryć ją tandetnymi prowokacjami Marka Siwca, który ma równie „ciekawy” życiorys, jak Włodzimierz Czarzasty. Gdybyś Włodku w mateczniku siedział, nikt by się o Swietłanie nie dowiedział.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!


















