Election run only for proceeding people? Deaf people invitation to protest

krytykapolityczna.pl 22 hours ago

„Zaniemówił”, „nie wytrzymał”, „patrzył w osłupieniu” – tak polskie media skomentowały zachowanie tłumacza polskiego języka migowego (PJM) podczas marcowego wiecu wyborczego Szymona Hołowni w Częstochowie. Dziennikarze, a także wtórujący im internauci i kontrkandydaci Marszałka Sejmu w wyścigu o fotel prezydencki, jednoznacznie i jednogłośnie kpią z polityka, iż ten zasłużenie schodzi pod próg wyborczy, skoro swoimi wypowiedziami wpędza w zakłopotanie „nawet” osobę tłumaczącą jego wystąpienia.

Rzekomą słuszność tej tezy potwierdził na przykład ekspert negocjacji i komunikacji niewerbalnej Łukasz Kaca, którego o analizę sytuacji poprosiła redakcja „Faktu”.

„Wydaje się, iż (tłumacz – przyp. aut.) był tak zszokowany tym, co mówi pan marszałek, iż zwątpił” – powiedział, choć na jego stronie internetowej próżno szukać informacji dotyczących znajomości języka migowego i potrzeb osób niesłyszących. Można za to wyczytać, iż współpracuje z Onetem czy Kanałem Zero – portalami, które pałają sympatią do innych kandydatów niż lider Polski 2050. W tej opowieści zabrakło jednak – jak to zwykle bywa – najważniejszego, czyli perspektywy społecznej, a konkretnie – społeczności g/Głuchych.

Taniej bez certyfikatu

Media, zajęte upolitycznieniem incydentu, który stał się już memem, ale nie okazją do dyskusji o dostępności, nie pokusiły się o to, by zasięgnąć opinii specjalistów posługujących się PJM. Gdyby to zrobiły, dowiedziałyby się, iż tłumacz zatrudniony przez Hołownię niezależnie od tego, jakie „dyrdymały” plótł czy nie kandydat, nie musiał mieć odpowiednich kwalifikacji do wykonywania swojej pracy. I w tym przypadku ich nie miał. Dlaczego?

Krzysztof Kotyniewicz, prezes Zarządu Głównego Polskiego Związku Głuchych (PZG) wskazuje, iż to „wina systemu”, bo „w Polsce nie ma określonych zasad państwowej certyfikacji tłumaczenia języka migowego”. Z własnej inicjatywy weryfikacją poziomu znajomości języka migowego zajmują się tak naprawdę dwie instytucje: PZG oraz Stowarzyszenie Tłumaczy Polskiego Języka Migowego.

– Wydajemy certyfikaty, prowadzimy szkolenia, trzymamy się wysokich standardów odpowiadających potrzebom Głuchych i zgodnych z Europejskim Systemem Opisu Kształcenia Językowego, ale na rynku funkcjonują także inni tłumacze, którzy nie zawsze posiadają adekwatne i łatwo sprawdzalne kompetencje – słyszę.

Przez brak odpowiednich zapisów w ustawie o języku migowym na listę tłumaczy, którą tworzy wojewoda, może się wpisać tak naprawdę każdy, kto twierdzi, iż potrafi migać, i odbył niewielką liczbę godzin kursu. W rekomendowanym przez PZG i kształcącym tłumaczy przysięgłych PJM Centrum Edukacyjnym Migaj Naturalnie najniższy poziom – A1 – trwa 90h i nie zapewnia wiedzy potrzebnej do tłumaczenia wysoce skomplikowanych pojęć. Operuje komunikatywnym, ale niewyczerpującym zasobem „słownictwa”.

– jeżeli nie ma ustawowych wymagań, trudno zweryfikować czyjeś umiejętności, dlatego prawdopodobnie Szymon Hołownia i jego sztab opierali się na oświadczeniu tłumacza, który nie powinien przyjąć zlecenia i który, jako osoba słabosłysząca, prawdopodobnie także nie usłyszał, co marszałek powiedział, lub nie był w stanie tego przemigać – mówi mi Kotyniewicz.

Antoni Nowicki, reprezentant kadry Polski w tenisie ziemnym dla osób niesłyszących, a także wolontariusz Fundacji Akademia Głuchych, nazwał sytuację „skandaliczną” z uwagi przede wszystkim na to, iż przekaz tłumacza nie był zrozumiały dla g/Głuchych odbiorców:

– Niestety, jest to częsty problem – politycy nie zapewniają profesjonalnych tłumaczy PJM, tylko biorą przypadkowe osoby, zwykle po ukończonych kursach PJM na poziomie A1.

Podobne stanowisko prezentuje Stowarzyszenie Tłumaczy Polskiego Języka Migowego (STPJM). W odpowiedzi na to, co wydarzyło się w Częstochowie, wysłali Marszałkowi list z apelem o zapewnienie pełnego dostępu społeczności g/Głuchych do kampanii wyborczej i uregulowanie zawodu.

– Z moich obserwacji wynika, iż w Polsce nie ma ani jednej partii politycznej, która zapewnia pełny dostęp do informacji w PJM. Sztaby wyborcze nie współpracują z tłumaczami PJM. A choćby jeżeli współpracują, okazuje się, iż szukając oszczędności zatrudniają osoby niekompetentne, co może prowadzić do błędnych interpretacji wypowiedzi polityków. To z kolei ma ogromny wpływ na decyzje wyborcze Głuchych. jeżeli tłumaczenie jest złej jakości, wyborca głuchy może nieświadomie zagłosować na kogoś, kto nie reprezentuje jego interesów – zaznacza Joanna Huczyńska, która jest głuchą tłumaczką i wiceprezeską STPJM.

„Zatrudnianie osób bez odpowiedniego przygotowania nie tylko wprowadza w błąd odbiorców, ale także podważa profesjonalizm i zaufanie do tłumaczy PJM” – dodają przedstawiciele Stowarzyszenia. Hołownia nie ustosunkował się do tych argumentów.

Kajetana Maciejska-Roczan, wiceprezeska Zarządu Głównego PZG, naukowczyni i edukatorka. działająca na rzecz społeczności g/Głuchych od lat 70., docenia jednak fakt, iż Marszałek był jedynym kandydatem, który przynajmniej próbował wyjść naprzeciw potrzebom g/Głuchych: – Mam wielki szacunek do niego, bo na każdej konferencji prasowej czy wystąpieniu w Sejmie dba o to, by obok niego stała tłumaczka. Osobiście boli mnie fala hejtu, która wylała się na niego ze strony osób, których w ogóle nie interesuje sytuacja osób z niepełnosprawnościami, niesłyszących. To dla nas poniżające, bo mówimy o grupie wyborczej całkowicie wykluczonej i ignorowanej przez polityków, choć wcale niemałej.

Politycy milczą

Statystyki PZG wskazują, iż w Polsce choćby 80 tys. osób nie słyszy i komunikuje się wyłącznie językiem migowym. To jednak niedoszacowana liczba, bo wielu g/Głuchych nigdzie nie zgłasza swojej niepełnosprawności.

– Z kolei dane, którymi dysponuje państwo w ramach systemu orzecznictwa, nie są miarodajne ani precyzyjne, bo kod 03-L, pod który podlegają Głusi, obejmuje też m.in. osoby niemówiące, z afazją i wiele innych. Natomiast do tego musimy też doliczyć osoby z problemami słuchu, a tych może być choćby około trzech milionów (warto tu zaznaczyć, iż ubytek słuchu, choć istotnie utrudnia życie, bardzo często jest kwalifikowany jako lekki stopień niepełnosprawności – przyp. aut.) – mówi Krzysztof Kotyniewicz. Musimy być świadomi, iż ta liczba ciągle wzrasta, choćby z uwagi na ogromny problem z zanieczyszczeniem hałasem.

O ile jednak ktoś, kto traci słuch, zwykle zna język polski i może korzystać np. z napisów, o tyle w przypadku osób niesłyszących lub słabosłyszących od urodzenia lub wczesnego dzieciństwa potrzebne jest tłumaczenie na PJM. Zapewnienia tego ostatniego w czasie kampanii wyborczej PZG domagało się w piśmie wysłanym w styczniu 2025 roku do sześciu największych komitetów wyborczych.

– Powołujemy się w nim Konstytucję RP, Konwencję ONZ, Ustawę o zapewnieniu dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami oraz Strategię na rzecz Osób z Niepełnosprawnościami. Odpowiedziały nam tylko trzy komitety – Karola Nawrockiego, Szymona Hołowni i Sławomira Mentzena – ale były to jedynie potwierdzenia otrzymania naszych wiadomości, bez żadnej deklaracji – mówi Kajetana Maciejska-Roczan.

Joanna Huczyńska mówi, iż „jako osoba Głucha często idzie na wybory, nie mając pewności, na kogo głosować”: – Informacje o kandydatach są podane w języku polskim, co sprawia, iż nie zawsze rozumiem, kim są poszczególne osoby i jakie mają programy. Szukanie informacji w internecie także nie pomaga, ponieważ większość materiałów jest wyłącznie po polsku. W takich sytuacjach często pytam rodzinę, znajomych lub przyjaciół, którzy znają język polski, o to, na kogo najlepiej zagłosować. To smutne, bo pokazuje, iż wielu Głuchych nie ma pełnej swobody w kształtowaniu własnej opinii politycznej.

Od wiceprezeski PZG dowiaduję się, iż wprawdzie w wielu miejscach w Polsce działają różnorodne stowarzyszenia i organizacje wspierające Głuchych także w realizacji ich praw wyborczych, niektóre prowadzą na przykład świetlice, w których przekazywane są informacje na temat polityków i kampanii, nie możemy jednak wykluczyć, iż dochodzi tam do manipulacji, nadużyć, nieczystych intencjonalnie sugestii, na kogo głosować, a na kogo nie.

– jeżeli nie mamy dostępu choćby do przetłumaczonych na polski język migowy programów wyborczych, to jak ktoś ma sobie wyrobić własne zdanie i poglądy polityczne? Mój mąż nie słyszy całkowicie, prawie nie zna języka polskiego, posługuje się tylko PJM, więc w zupełności opiera się na tym, co mu przetłumaczę – mówi Maciejska-Roczan, która także nie słyszy, ale zna język polski oraz PJM. Podkreśla, iż choćby wtedy, gdy g/Głusi – jako grupa zrzeszająca się oddolnie, aktywna społecznie i uważająca się za mniejszość kulturową, bezpośrednio, a nie przez organizacje, domagają się swoich praw, są lekceważeni.

Tak było na przykład na jednym z wieców Karola Nawrockiego, gdy osoby g/Głuche chcące zadawać pytania kandydatowi, spotkały się z pogardą, kpinami, a w końcu otrzymały długopis i kartkę.

– To pokazuje całkowity brak świadomości, iż Głusi posługują się PJM i niekoniecznie będą potrafili zapisać coś, co zostanie zrozumiane przez osoby słyszące. Mogą wobec tego odczuwać wstyd przed wyśmianiem, strach przed agresją czy zniecierpliwieniem otoczenia, bo takie reakcje pojawiają się bardzo często w momencie, gdy brakuje tłumaczy. W efekcie Głusi nie będą choćby chcieć korzystać z prawa do informacji, praw obywatelskich, wyborczych, bo czują, iż te próby są skazane na porażkę – zaznacza Krzysztof Kotyniewicz, dodając, iż o obecność tłumaczeń w przestrzeni publicznej walczy od lat, m.in. u boku Rzecznika Praw Obywatelskich, a także pojawiając się na komisjach sejmowych. Ale jak nie było dostępu do informacji, tak nie ma.

Debaty polityczne nie dla wszystkich

Na media także nie można liczyć, choć zgodnie z wytycznymi Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji w 2025 roku powinny spełniać kryteria dostępności w 100 proc. choćby w TVP nie wszystkie programy mają tłumaczenie, część nie odpowiada standardom z uwagi na słabą ekspozycję wizualną tłumaczy.

– Choć przykładowo Marszałek Hołownia zadbał, by na sali plenarnej byli tłumacze PJM, zdarza się, iż w transmisji telewizyjnej są oni zasłonięci przez paski informacyjne. Nie tak dawno temu zwróciłam uwagę stacji TVN24 na to, iż pokazywała kadr z obrad Sejmu, w którym było widać jedynie łokieć tłumacza. w tej chwili widzę zmianę. Nie wiem, czy to efekt wysłanego do nich przeze mnie pisma, ale nie powinno być tak, iż za każdym razem trzeba interweniować – mówi Marta Abramczyk, prezeska Oddziału Mazowieckiego PZG, a także animatorka życia kulturalnego Głuchych.

Sprawa informacji i debat politycznych nie jest więc – jak podkreśla z kolei Joanna Huczyńska – odpowiedzialnością partii politycznej, tylko organizatorów debaty, np. telewizji publicznej i nadawców prywatnych.

Słuchaj podcastu autorki tekstu:

Spreaker
Apple Podcasts

– Dostępność w postaci napisów na żywo i tłumaczeń powinna być standardem, jednak ustawa o radiofonii i telewizji nie nakłada obowiązku tłumaczenia konkretnych treści. Nadawca publiczny wybiera, które programy są tłumaczone, ma tylko spełnić obowiązek dostępności wyrażony w ustawie w procentach (dla PJM ogólnie jest to 1 proc. wszystkich treści – przyp. aut.) – precyzuje tłumaczka. Jak to wygląda u nadawców prywatnych? Ich nie obowiązują żadne regulacje.

Były już w Polsce debaty tłumaczone na PJM w telewizji publicznej, co jest krokiem w stronę dostępności, ale nie rozwiązaniem, o jakie ciągle prosi środowisko Głuchych w Polsce. Do dziś aktualne są postulaty powiększenia postaci osoby tłumaczącej do połowy wysokości ekranu – dodaje Huczyńska, wskazując, iż ważna jest także dostępność co najmniej dwóch tłumaczy. W przypadku debat optymalną liczbą byłyby cztery osoby, ponieważ „tłumaczenia mają charakter dynamicznej, szybkiej wymiany zdań, a jakość tłumaczenia spada po 15–20 minutach tłumaczenia bez przerwy”.

– Przy dynamicznej wymianie zdań warto również podzielić tłumaczy na role. Takiej realizacji jeszcze w Polsce nie było – słyszę od Huczyńskiej, która pokazuje, iż z powodzeniem rozwiązanie to działa np. w USA.

Przedstawiciele PZG zauważyli natomiast, iż jedyną stacją, która w tej chwili dba o to, by wszystkie swoje treści tłumaczyć na język migowy, jest… Telewizja Republika.

– Nagle się okazało, iż tę dostępność można zapewnić, choć te same osoby wcześniej pracowały w TVP, gdzie bywało różnie – mówi Krzysztof Kotyniewicz.

– Tak naprawdę ten obowiązek powinni mieć wszyscy i we wszystkich przestrzeniach publicznych, bo kampania to tylko wycinek życia, które na co dzień dla Głuchych w Polsce jest niezwykle trudne. Brak możliwości komunikacji, dostępności tłumaczy, za których muszą potem samodzielnie płacić Głusi, obsługiwani np. w szpitalach, a do tego niechęć do zatrudniania osób z tą niepełnosprawnością sprawia, iż wiele osób popada w ubóstwo czy depresję – dodaje Marta Abramczyk, od której dowiaduję się też, iż ważnym krokiem byłoby uznanie języka migowego jako urzędowego, zwłaszcza iż Parlament Europejski jednogłośnie przyjął rezolucję na temat Języków Migowych Głuchych 17 czerwca 1988 roku.

W rezolucji widnieje wezwanie wszystkich państw członkowskich o uznanie narodowych języków migowych jako oficjalnych języków Głuchych.

– Kiedy byłam w Korei Południowej, nie mogłam się nadziwić, jak wiele komunikatów w transporcie zbiorowym i przestrzeni miejskiej było tłumaczonych na język migowy. To efekt ustanowienia w 2016 roku koreańskiego języka migowego językiem urzędowym dla osób niesłyszących, na równi z koreańskim. Podobne rozwiązania zastosowano m.in. w RPA – mówi Abramczyk.

– A w sercu Europy trudno doprosić się o cokolwiek – kwituje Kotyniewicz.

„Idziemy po lepsze jutro”

Głusi nie pozostają bierni. Organizują się, aby zwrócić uwagę decydentów i społeczeństwa na doświadczaną dyskryminację. W piątek 4 kwietnia w Warszawie odbędzie się protest pod hasłem „Głusi – idziemy po lepsze jutro”, w czasie którego – jak wyjaśnia mi Antoni Nowicki – zostaną zaprezentowane trzy główne postulaty, konsultowane wewnątrz społeczności oraz wspierane przez Polski Związek Głuchych, oraz Stowarzyszenie Tłumaczy Polskiego Języka Migowego.

Pierwszy dotyczy świadczeń finansowych dla g/Głuchych, którzy w Polsce często napotykają trudności na rynku pracy”, wynikające z „braku dostosowania środowiska zawodowego i edukacyjnego, a choćby wewnętrznych przepisów BHP”. Kolejny to poprawa dostępności, która zakłada obecność tłumaczy PJM w instytucjach publicznych, urzędach, placówkach medycznych i edukacyjnych. – Konieczne jest zapewnienie stałego i bezpłatnego dostępu do tłumaczy PJM oraz obowiązkowe napisy do wszystkich materiałów audiowizualnych – podkreśla Nowicki.

– Dostępność jest kwestią życia i śmierci. Problemem dla Głuchych bywa na przykład wezwanie karetki. Wiele osób dzieli się związanymi z tym historiami na stronie organizacyjnej protestu Głusi – idziemy po lepsze jutro. Znamy też przypadki dyskryminacji, gdy osoby głuche są uczestnikami wypadków drogowych. Dość częstą praktyką jest zrzucanie na nich odpowiedzialności za spowodowanie zdarzenia i karanie mandatem, mimo iż wina nie leży po ich stronie. W sprawach sądowych często nie wzywa się choćby migających biegłych. Mogłabym tak wyliczać bez końca – mówi Abramczyk.

Według Krzysztofa Kotyniewicza o języku migowym zapomina się w najprostszych, najpilniejszych, najbardziej oczywistych i dotyczących wszystkich sprawach. Dobrym przykładem jest pandemia koronawirusa, podczas której nikt ze strony rządowej nie zadbał o komunikację w PJM. Minister zdrowia wprowadził teleporady, całkowicie zapominając o potrzebach Głuchych.

– Wojna w Ukrainie pokazała z kolei, iż państwo polskie nie było w stanie pomóc głuchym uchodźcom. Wielu z nich zawracano za granicę. Dopiero po interwencjach organizacji pozarządowych udało się uruchomić wideolinię pomocową. Ale wyobraźmy sobie, iż wojna zaczyna się u nas i konieczność ewakuacji będzie sygnalizowana głównie dźwiękowo – prezes PZG rozkłada ręce. Po chwili dodaje, iż widzi, jak w Polsce bardzo powoli zmienia się myślenie o potrzebach osób niepełnosprawnościami, ale – jak podkreśla – zapomina się o potrzebach osób Głuchych.

– Jesteśmy obywatelami Polski. Po prostu mówimy innym językiem. Zobaczcie nas lub chodźcie z nami – zachęca Krzysztof Kotyniewicz, zapraszając na piątkowy protest.

**

Do pięciu kandydatów na prezydenta lub ich komitetów (Karola Nawrockiego, Sławomira Mentzena, Rafała Trzaskowskiego, Magdaleny Biejat i Adriana Zandberga) wysłałam prośbę o udzielenie mi informacji o powodach, dla których spotkania z wyborcami oraz programy wyborcze nie mają tłumaczeń na PJM. Dotąd nie dostałam odpowiedzi, o postępach będę informować na łamach Krytyki Politycznej. Kampania wyborcza tylko dla słyszących? Głusi zapraszają na protest

Read Entire Article